Reklama

Zobaczyła skuloną postać przykrytą śmierdzącym, brudnym kocem. Zrobiło się zamieszanie w MGOPS w Gostyniu

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: | Zdjęcie: Adobe Stock

Zobaczyła skuloną postać przykrytą śmierdzącym, brudnym kocem. Zrobiło się zamieszanie w MGOPS w Gostyniu - Zdjęcie główne

foto Adobe Stock

Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Wiadomości - Na poczcie się kiedyś spotkałyśmy. Śmierdziała tak, że nie mogłam wytrzymać. Gdybym wtedy wiedziała to, co dziś, zaopiekowałabym się, pomogłabym - opowiada o Kamili* jej sąsiadka, pani Renata. Znalazła kobietę śpiącą na kanapie - zaniedbaną, siną z zimna, zawiniętą w brudny koc.

Scenariusz z gostyńskiego osiedla. Pani Renata od pewnego czasu miała „na widelcu” dziwnie zachowującą się kobietę, z dużego jednorodzinnego domu, z ogrodem. Sama ma córkę z niepełnosprawnością, szybko wychwyci, kiedy ktoś może mieć podobny problem.

- Mieszkamy tu już ponad 4 lata. Spotykałam ją, obserwowałam. Nigdy z nią nie rozmawiałam, nie znałam osobiście. Od przyjaciółki z osiedla wiedziałam, że jest sama, że rodzice zmarli - mama bardzo dawno, ojciec kilka lat temu. Ona jakoś sobie radzi - taka była moja wiedza - mówi sąsiadka Kamili.

Termomometr wskazał 8 st. C 

 Można było zauważyć, że kobieta, „na oko ponad 40 lat”, jest osobą wycofaną, nieufną, nieporadną życiowo. Sąsiadka przypuszczała, że jest upośledzona umysłowo. Fakt, że szperała w ulicznych koszach na śmieci, potwierdzają też mieszkańcy sąsiednich ulic.

- Rano, o godzinie 6.00 chodziła do „Żabki” po piwo, jak ta była nieczynna, to o 5.30 była już w innym sklepie - Lewiatanie. I do tego te paszteciki nienadające się do jedzenia, ale kupowała. Zawsze płaciła banknotem - opowiada sąsiadka.

Pewnego jesiennego dnia zauważyła, że u Kamili nie dymi się z komina. Zdziwiła się, bo jej dom kaloryfery ogrzewały już od dłuższego czasu. Pamiętała, że w zeszłym roku, kiedy było zimno, u Kamili „się grzało”. Teraz od kilku dni nic.

- Pod koniec listopada zrobiło się naprawdę zimno, a ja dymu z komina w tym domu wciąż nie widziałam. Żadnego. I nie było świateł w oknach. Ugotowałam zupę, przelałam do dwóch słoików i następnego dnia poszłam z tym do Kamili - opowiada.

Dzwonka nie było. Pukała początkowo do drzwi wejściowych, coraz mocniej. Nikt nie otwierał. W Renaty w głowie pojawiły się najgorsze myśli. Nacisnęła klamkę, weszła i powitał ją pies. W jednym z pokojów zobaczyła skuloną postać. Kobieta oddychała, miała siną skórę. Przykryta była kocem.

- Śmierdzącym i brudnym. Spała na starej kanapie, nierozłożonej. Było zimno, para mi z ust leciała. Spanikowałam. Przyniosłam termometr, wskazał, że w mieszkaniu jest 8 st. C. Długo trwało, zanim dobudziłam Kamilę - wspomina Renata.

 Widać było, że kobieta jest nieufna, boi się. Bardzo małomówna. Dostała zupę, którą błyskawicznie pochłonęła. Sąsiadka zwróciła uwagę na bardzo ubogie wyposażenie domu, stare i brudne meble, w tym śmierdzące fotele.

- Kamila mieszka właściwie w piwnicy parterowego domu, w tzw. latowej kuchni, w sąsiedztwie jest kotłownia. Ogromne pomieszczenie, które było kuchnią, mało że śmierdzące, było też ogołocone z mebli. Na dużej przestrzeni stara ława, przy niej krzesełko. W narożniku szafka kuchenna, na niej czajnik elektryczny, albo coś podobnego. Gołe ściany, na jednej jeszcze zlewozmywak z szafką, a na kolejnej 2 brudne, śmierdzące szklanki. Tak zwana rozpiska na leki była czymś zalana - opisuje sąsiadka.

Zauważyła, że nie ma cukru, herbaty, znalazła resztkę kawy. Nie było żadnych przypraw, ręczników, także papierowych. Nawet papieru toaletowego brak. Był za to pies - bardzo zaniedbany i cuchnący. Stał też grzejnik na prąd, ale zimny. Nie działał. Nie było lodówki. Brakowało ciepłej wody, a zimna - jak można było wnioskować po tym co poleciało z rur - dawno nie była używana. Kobieta się nie myła? Można było to wyczuć.

- Zupę przyniosłam, ale w kuchni nie było sprzętu do jej odgrzania - dodaje.

Nikt nie zauważył nic podejrzanego

Przedstawiła się wystraszonej lokatorce, od której słyszała „tak” lub „nie” w odpowiedziach i zaproponowała pomoc. Znała ją trochę, gdyż od kilku dni widywała ją na zajęciach w ŚDS, gdzie uczęszcza też jej córka. Po powrocie do domu Renata umyła włosy, szybko wrzuciła ubranie do pralki, by pozbyć się smrodu, który wciąż czuła. 

Na początku kolejnego tygodnia zaczęła działać. Pojechała do kierownika MGOPS w Gostyniu.

- Notował moje uwagi. Zadeklarował, że sprawą zajmie się osobiście - relacjonuje sąsiadka Kamili. - Dałam do zrozumienia, że Kamila to dla mnie przede wszystkim człowiek, nie zostawię tej kobiety samej sobie - dodaje.

Kilka miesięcy wcześniej próbowała zainteresować sytuacją Kamili pracownika socjalnego z "opieki społecznej", podczas kontroli, jakie co roku odbywają się u jej niepełnosprawnej córki.

- Mówiłam we wrześniu, że warto by było przyjrzeć się wwarunkom, jakie panują w tym dużym domu na narożniku. Usłyszałam, że Kamila jest objęta opieką. Widziałam, owszem, jak pojawia się tam pewna kobieta na rowerze, ale przywoziła obiad i odjeżdżała - przypomina sobie sąsiadka.

Zawitała też do szefowej Spółdzielni Socjalnej Arka - opiekunka Kamili jest pracownicą tej instytucji. Jak twierdzi Renata, ta już wiedziała, o co chodzi. Ktoś ją uprzedził. Rozmowa kobiet do miłych nie należała.

Spotkanie urzędników z sąsiadką w domu Kamili. Wiele nieprawidłowości 

O sprawie dowiedziały się władze Gostynia, a także kierownictwo Środowiskowego Domu Samopomocy w Gostyniu, którego Kamila jest uczestniczką. Z inicjatywy kierowniczki placówki w zaniedbanym domu zwołano „komisję wyjazdową”, w której uczestniczyli, m.in. pracownicy urzędu, w tym wiceburmistrz Grzegorz Skorupski, Karol Jasiak, kierownik MGOPS w Gostyniu. Kamila - podopieczna ośrodka ma oświadczenia lekarskie o zaburzeniach psychicznych. SS Arka świadczy pod tym kątem dla gminy Gostyń specjalistyczne usługi opiekuńcze, była więc opiekunka Kamili (pracownik spółdzielni), a także Renata.

Bardzo mocno roztrząsano sprawę braku ogrzewania mieszkania - nie było węgla, w kotłowni tylko miał, na podwórzu leżało mnóstwo drewna. Nie było porąbane. Opiekunka z Arki zastrzegała się, że za kilka dni „ktoś przyjdzie porąbać”. Chodziło też o kontrolę kominów i pieca - tego nie dopilnowano. Dlatego w domu było przeraźliwie zimno.

- Problemy z ogrzewaniem to coś, co opiekun powinien zgłosić szefowej Arki, a w dalszej kolejności, jeżeli problemu nie uda się rozwiązać, pracownikowi socjalnemu. Opiekunka stwierdziła, że w październiku rozpalała i sama zauważyła, że coś jest nie w porządku. Nie było zgłoszenia, że komin jest zatkany. Co robiła przez półtora miesiąca? Na co czekała? Okazało się, że komin jest w porządku, tylko piec jest niedokładnie wyczyszczony - mówi Karol Jasiak, kierownik MGOPS w Gostyniu.

Wodę do mycia podgrzewano w garnku, na palniku elektrycznym. Miał był, ale opiekunka nie potrafiła określić, u kogo go kupiła. Tłumaczyła, że w handlu obwoźnym.

- Nie można dla osoby obcej tak robić zakupów. Trzeba mieć dowód potwierdzenia. Opiekunka nie prowadziła zeszytu rachunków, a to obowiązek wynikający ze specyfikacji umowy. Powinny tam być wklejane rachunki, paragony, faktury. Tak pracuje opiekun z osobą, której rachunki ustala. Tutaj mamy osobę z zaburzeniami psychicznymi - mówi Karol Jasiak.

Zastrzega, że opiekunka z Arki nie miała upoważnienia do konta bankowego Kamili, jednak jest tam mało pieniędzy, nie wiadomo, co się z nimi stało.

- Mogła je stracić. Kamila zapewne szła z opiekunką do banku i jakieś pieniądze wypłacała. Nie mamy dowodów, że zniknęły przez osobę, która się nią opiekowała... O braku pieniędzy na koncie opiekunka powinna nas zawiadomić - wyjaśnia kierownik MGOPS w Gostyniu.

Opiekunka SS Arka u Kamili miała spędzać kilka godzin dziennie, od poniedziałku do soboty, ale obiady powinny być abonamentowe, dostarczane w formie cateringu - z dowozem do domu podopiecznej, od poniedziałku do niedzieli.

- Opiekunka, która jest pedagogiem, za obiady płaciła gotówką. Teraz powstaje pytanie - czy były one codziennie? Pracownikowi socjalnemu powiedziała, że posiłki są, więc uznaliśmy, że stosuje się do warunków i są dowożone - przyznaje Karol Jasiak.

Podczas spotkania urzędników w domu Kamili na jaw wyszły jeszcze inne nieprawidłowości, jakich dopuściła się opiekunka. Nie sprzątała mieszkania, zalegający od dawna brud, kurz, pajęczyny - jak zauważyła Renata - były wszędzie. Do tego niemyte naczynia, brak podstawowego wyposażenia kuchni. Nie było chleba, a nawet resztek, świadczących, że Kamila mogłaby niedawno jeść pieczywo. Opiekunka nie załatwiała spraw urzędowych, nie zadbała nawet o podstawowe środki higieniczne.

- Nasza czujność została uśpiona - nie zweryfikowaliśmy informacji od opiekunki. To są osoby wykształcone, wyszkolone, pełnoletnie i wydawać by się mogło, że powinny swoje obowiązki wykonywać właściwie - przyznaje Karol Jasiak.

Przez 4 lata, odkąd Kamila miała przydzieloną opiekunkę, pracownik socjalny, który co pół roku robi wywiad środowiskowy u podopiecznych, nie zauważył niczego niepokojącego. Kierownik MGOPS w Gostyniu „bije się w piersi”. Przyznaje, że ośrodek za bardzo zaufał opiekunom Arki. Tymczasem sprawdzanie jakości usług wykonywanych przez opiekunów leży po stronie ośrodka pomocy społecznej. Z czysto ludzkiego punktu widzenia pracownik socjalny mógłby zajrzeć do Kamili i sprawdzić, co się dzieje, chociaż - zdaniem urzędników „przepisy nie mówią, że socjalny pracownik ma tam chodzić”. To doświadczenie wiele nauczyło szefostwo „gostyńskiej opieki społecznej”. Wobec pracownika socjalnego zostaną wyciągnięte konsekwencje, zgodnie z kodeksem pracy. Na przyszłość zostaną wprowadzone jasne wytyczne dla pracowników socjalnych w zakresie form kontaktów, weryfikacji informacji otrzymanych od opiekujących się osobami zależnymi. 

- Będą fizycznie sprawdzać wszystko, co robią opiekunowie, przy wszystkich rodzinach - ważny jest okres zimy. Chodzi też o osoby starsze - nie mają usług opiekuńczych, ale korzystają z opieki DD Senior+, mają pytać, czy jest ogień rozpalony, żeby nie było zaczadzenia - wyjaśnia Karol Jasiak. 

Poza tym MGOPS planuje powiadomić prokuraturę w sprawie dotyczącej SS Arka, że pomoc nie była właściwie spełniona przez osobę, która na miejscu miała ją obowiązek sprawować.

„Nie mogę ich cały czas prowadzić za rączkę"  

Szefowa SS Arka potwierdza - rodzina Kamili znana jest spółdzielni przynajmniej od 2016 r. - wysyłała tam opiekunki jeszcze, kiedy żył jej ojciec. Od kilku lat jej pracownica, pedagog, opiekuje się samotną Kamilą. Małgorzata Pospieszyńska wiedziała, że opiekunka nie prowadzi zeszytu do rachunków.

- Pracownicy otrzymują je na początku roku, przy podpisywaniu umowy. To są osoby dorosłe, nie mogę ich cały czas prowadzić za rączkę. Weryfikuję ich - jak się rozliczają. W tym przypadku słyszałam, że opiekunka z Kamilą rozlicza się na podstawie paragonów i rachunków, które płaciła. Kiedy wydawała na to swoje pieniądze, Kamila jej oddawała - wyjaśnia szefowa Arki.

Opiekunka nie dokumentowała rachunków, a jej przełożona podeszła do sprawy nieprofesjonalnie: nie była konsekwentna i nie wymagała, uwierzyła wielokrotnym zapewnieniom o rozliczaniu. Twierdzi, że ciepłej wody nigdy tam nie było.

Zobaczyć uśmiech dziecka - bezcenne CZYTAJ TUTAJ

- Kiedy żył ojciec Kamili, zwracaliśmy na to uwagę, nie chciał nic zmieniać. I tak to pozostało. Kamila jest trudną podopieczną. Niewiele mówi, nie umie przekazać, czego jej brakuje - mówi Małgorzata Pospieszyńska. Twierdzi, że brak płyty do grzania i gotowania to przypadek. Tego dnia, kiedy sąsiadka weszła do mieszkania Kamili, była w naprawie. - Jak to naprawdę przebiegało, nie wiem. Nieraz było tak, że podopieczna wychodziła z domu brudna, ale to osoba zagubiona, wycofana, która nie rozumie, że z brudnymi od węgla czy innych rzeczy rękami nie wypada iść na zakupy - wyjaśnia szefowa spółdzielni Arka.

Uważa, że jeśli sąsiadka zauważyła coś niepokojącego, powinna przyjść i porozmawiać najpierw z przełożoną opiekunki.

- Nie wiem, jaki miała cel, że tak się stało. Nigdy w życiu sąsiadka nie zgłaszała mi, że coś złego dzieje się u Kamili. Miała okazję, gdyż opiekunka z Arki świadczy usługi dla jej córki - wskazuje M. Pospieszyńska.

Jak można było dopuścić do tego, że temperatura w pomieszczeniach wynosiła 8 st. C? I - postępowanie opiekunki na to wskazywało - miała się utrzymywać na tym poziomie przez kilka dni, dopóki "jakiś pan nie przyjdzie porąbać drewna".

- Bardzo jest mi przykro, że do tego doszło. Chylę czoło i mogę przeprosić za moją pracownicę. Nie świadczy już usług w spółdzielni socjalnej, przebywa na zwolnieniu lekarskim. Ale u mnie nie ma już zatrudnienia - oświadcza szefowa Arki. - Stało się to, co nie powinno. Mleko się rozlało i musimy zrobić wszystko, by tego nie powtórzyć - dodaje.

Zadysponowała do Kamili opiekunki, które - jak mówi - zajmą się nią należycie. Gmina swoją drogą już zrobiła wiele, by podopieczna mogła godnie żyć: był hydraulik, kominiarz, elektryk, podłączono telefon. MGOPS zadbał o podgrzewacz do wody. Zakupiono kilka worków węgla i kobieta ma ciepło w domu. Zamontowano grzejnik w pokoju, w którym Kamila miała najzimniej.

Trzeba było widzieć to szczęście, jak zobaczyła grzejnik. Nie wiedziała, czy może go dotknąć. Kiedy zrozumiała, że to jest jej sprawdziła. Pierwszy raz w życiu ma ogrzewanie w tym pokoju - to wieści od Renaty z czasów zmian, jakie przed świętami wprowadzano, by Kamila mogła żyć w przyzwoitych warunkach.

Duże serce w pomoc kobiecie włożyli wolontariusze Szlachetnej Paczki z Gostynia (m.in. załatwili i dowieźli meble, szafki do kuchni oraz dywany). Była to błyskawiczna i efektowna akcja. Podobnie było w przypadku psa, który dla Kamili bardzo wiele znaczy. Został przede wszystkim obcięty i wykąpany.

Nie wiedziała, że można żyć inaczej

Swoje, a nawet dużo więcej zrobił też Środowiskowy Dom Samopomocy w Gostyniu. Kamila jest jego uczestnikiem od września 2022 r. Violetta Skorupska, szefowa ŚDS, skontaktowała się z ówczesną opiekunką oraz z kierownikiem MGOPS, prosząc o możliwość odwiedzenia Kamili w miejscu zamieszkania, by przedstawić oferty ośrodka wsparcia i propozycję uczestnictwa w zajęciach.

- Miałam sygnały, że Kamila mogłaby uczęszczać na zajęcia. Po odbytej wizycie ustaliłam spotkanie w ŚDS - informuje Violetta Skorupska.

W sierpniu Kamila przychodziła wraz z opiekunką na krótkie spotkania, które odbywały się w obecności kierowniczki. Stopniowo poszerzano krąg osób o terapeutów, opiekunów oraz grupę uczestników.

- Proces asymilacji postępował wolno, byliśmy bardzo ostrożni w propozycjach i działaniach - przyznaje kierowniczka ŚDS.

Kiedy rozmawiamy w grudniu, okazuje się, że Kamila w pełni korzysta ze wszystkich możliwości ośrodka wsparcia oraz z zajęć terapeutycznych. Stopniowo i powoli zdejmuje "pancerz ochronny". Wykazuje zainteresowanie wieloma elementami zajęć grupowych i indywidualnych. Pobyt w ŚDS bardzo pozytywnie wpłynął na jej funkcjonowanie.

- Czuje się w naszym środowisku bezpiecznie i wie, że może znaleźć tu pomoc - cieszy się Violetta Skorupska.

Poza tym pracownicy wykazali się dużym zaangażowaniem i po sygnale, że w domu u Kamili jest źle, bardzo źle, w ciągu jednego dnia znalazły się, przyniesione z zapasów domowych, kołdra, poduszka, pościel, ręczniki, ciepłe ubrania, garnki, naczynia.

- U nas może skorzystać z prysznica, pralki, żelazka, środków czystości i zawsze znajdzie się coś ciepłego do jedzenia. Nie znaliśmy wcześniej warunków panujących w jej miejscu zamieszkania, a Kamila na zadawane pytania często nie odpowiadała. Z relacji opiekunki wiedzieliśmy, że w domu jest dobrze. Z racji pewnych ograniczeń Kamila najprawdopodobniej nie była świadoma, że można żyć inaczej - kończy kierowniczka ŚDS w Gostyniu. 

SPRAWA OSTATECZNIE TRAFIŁA DO PROKURATURY - CZYTAJ TUTAJ
*imię bohaterki zostało zmienione

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy