Reklama

Przygoda mieszkanki Krobi z rękodzielnictwem rozpoczęła się wiele lat temu

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Kultura Najlepiej pracuje się jej, gdy większość z nas śpi. Siedzi całymi nocami i rzeźbi. Choć hobby, które sobie znalazła, wymaga bardzo dużo cierpliwości, wcale się przy nim nie męczy, lecz jest to dla niej forma relaksu i wypoczynku. – Praca manualna mnie uspokaja. Ja się wręcz w ten sposób wyżywam – tłumaczy Halina Spodzieja z Krobi, której pasją jest rękodzielnictwo. Niektóre z jej wyrobów swoim kunsztem i precyzją przypominają najsłynniejsze "pisanki" na świecie, czyli jaja Fabergé. 

„Kamień węgielny”

Jej przygoda z rękodzielnictwem rozpoczęła się wiele lat temu.

– Odkąd sięgam pamięcią zawsze uczestniczyłam we wszystkich dostępnych mi warsztatach i doskonaliłam swoje umiejętności, na przykład wyszywałam serwety, obrusy. (...) Były to jeszcze czasy, kiedy pracowałam w Wojewódzkim Ośrodku Postępu Rolniczego i organizowałam różne kursy oraz pokazy – tłumaczy Halina Spodzieja.

Wtedy pasją do wyszywania udało jej się zarazić córkę. Jednakże tak naprawdę „kamieniem węgielnym” pod obecną pracą było powstanie Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Krobi, gdzie zapisała się na zajęcia. Dzięki licznym inicjatywom w jego ramach mogła rozwijać i dalej rozwija swoje talenty na emeryturze.

– Lubię warsztaty, po których dalej mogę coś robić, sama.

Opowiada, że bardzo podobały jej się na przykład zajęcia z fusingu - tworzenia szklanych naczyń pod wpływem ciepła, ale bez specjalistycznego pieca nie jest w stanie zrobić produktu finalnego. Za to intarsja - technika zdobnicza polegająca na tworzeniu obrazu przez wykładanie powierzchni przedmiotów drewnianych (zwłaszcza mebli) innymi gatunkami drewna - nadal „siedzi w jej głowie”. Może zresztą pochwalić się kilkoma obrazami stworzonymi na tychże zajęciach tematycznych.

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD ZDJĘCIEM - KLIKNIJ GRAFIKĘ, żeby PRZECZYTAĆ ARTYKUŁ

Od patyczków po szkatuły

Choć Halina Spodzieja zaczynała od wyszywania chust i obrusów, z czasem jej pasja objęła kolejne obszary. Teraz ma tak bogaty asortyment prac, że nie powstydziłby się go niejeden sklep. Wazony, miski, jajka, bombki, świece, świeczniki, szkatułki, chusteczniki, mydełka, zaproszenia ślubne, komunijne, kartki okolicznościowe.

– Wykorzystuję wszystko w swojej pracy, co tylko znajdę – oznajmia pasjonatka rękodzielnictwa.

Pokazuje swoje zdobione popularne „małpki”, „bombki” czy „setuchny”.

– A każdy potrafi, idąc na spacer znaleźć taką buteleczkę – dodaje.

Do stworzenia otoczki do kwiatów doniczkowych posłużyły jej kijki. Z patyczków po lodach zrobiła świeczniki. Ma też bogatą kolekcję szkatułek, do których wyrobu przydały się m.in. puszki po cukierkach oraz pojemniki do kawy. Przy użyciu farby w sprayu, sreberek oraz białych koronek i dużej ilości pracy zrobiła prawdziwe cacuszka. Szczególnie dumna jest z pudełka w stylu wiktoriańskim, które zdobione płatkami złota rzeczywiście przypomina wiekową szkatułę.

– Pierniki, które w nich przechowuję też inaczej smakują – żartuje się Halina Spodzieja.

Szerokie pole do popisu dają także szklane pojemniki po jogurtach z „Biedronki”, które idealnie nadają się na świeczniki.

– Wystarczy pomyśleć, nie trzeba wszystkiego od razu wyrzucać – podkreśla mieszkanka Krobi.

Strusie też byłoby dobre

Do tworzenia ozdób wielkanocnych główny materiał to styropian. Choć nie ten najtańszy - chiński, bo słyszała już historie, gdy przyozdobione jajka z materiału pochodzącego z państwa „Jedwabnego Szlaku” pod wpływem temperatury potrafił się zmniejszyć. A naklejone ozdoby czy serwetki „odeszły”. Jej wyrobom to nie grozi. Poza tym stosuje m.in. akryl oraz oczywiście produkty naturalne.

– Nadają się tylko jajka gęsie i kacze, kurze już nie. Bo skorupka jest za miękka, pęknie zaraz – wyjaśnia Halina Spodzieja.

Przyznaje, że gdyby miała jajo strusie też chętnie „pobawiłaby się” nim. W 2018 roku po raz pierwszy stworzyła pisanki 3D i dużo czasu spędziła nad tymi owijanymi wełną. Choć czasami wydaje wytwory swojej wyobraźni, na przykład wspomniane zdobione buteleczki, to na pewno nie rozstanie się ze swoim „jajem Fabergé”.

– To bardzo drogie jajko. Jest na nim masę złoceń, bardzo dużo różnych podkładów, farb. Jego wartość jest nieoceniona. Jest moje: śmieje się, że 130 złotych kosztował sam kurs – mówi artystka. 

Bez materiałów ani rusz

Pieniądze pochodzące z rękodzielnictwa Halina Spodzieja przeznacza wyłącznie na pokrycie kosztu zakupu materiałów czy na możliwość dalszego doszkalania się i zdobywania kolejnych umiejętności.

– Jajko gęsie kosztuje w Internecie 35 złotych, my sprzedajemy swoje po 15, 17 złotych. A pracę trzeba włożyć w każde. Ludzie się cenią, a my to sprzedajemy za symboliczne pieniądze – opowiada członkini UTW.

Otwarcie mówi, że co prawda nie zdarzyło się jej, żeby, któreś z zdobniczych „przedsięwzięć” jej nie wyszło, ale jeżeli czegoś nie lubi, odkłada to na bok.

Pasjonatka już rozważa kolejne projekty rękodzielnicze i zastanawia się nad udziałem w następnych ciekawych zajęciach.

– Każdemu podoba się coś innego. (...) Ile ludzie, tyle gustów. (...) Ale najważniejsza w tym wszystkim jest wyobraźnia – oznajmia z uśmiechem Halina Spodzieja. 

Artykuł przedrukowany z numeru 13/2018 "Życie Gostynia".

KLIKNIJ ZDJĘCIE, żeby PRZECZYTAĆ FOTOREPORTAŻ

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy