Reklama

Odezwał się do ciebie amerykański żołnierz czy brytyjski kapitan? Jak nie dać się okraść z marzeń i pieniędzy doradza detektyw Maciej Zygmunt

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: Adobe Stock

Odezwał się do ciebie amerykański żołnierz czy brytyjski kapitan? Jak nie dać się okraść z marzeń i pieniędzy doradza detektyw Maciej Zygmunt - Zdjęcie główne

A taki piękny był, amerykański... | foto Adobe Stock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Wakacje, lato, urlopy to czas nie tylko wypoczynku, ale i zawierania nowych znajomości, również online. Niestety, ogólnodostępność mediów społecznościowych i przekonanie o anonimowości w nich... skłania niektórych użytkowników do sporych nadużyć. Dopóki chodzi tylko o zranione uczucia, to jeszcze pół biedy...ale jeśli przy okazji nowej znajomości popadniemy w kłopoty finansowe... Jak ustrzec się przed kradzieżą na tzw. "amerykańskiego żołnierza" doradza ekspert z dziedziny bezpieczeństwa i detektywistyki, Maciej Zygmunt, właściciel Agencji ABD w Poznaniu, prawnik i wykładowca.

Reklama

W dzisiejszych czasach ostrożność jest zaletą, a zbytnia chęć pomagania "przyjaciołom", zwłaszcza gdy znamy ich tylko z komunikatorów, portali społecznościowych i aplikacji randkowych... prowadzi często na manowce albo do najbliższego komisariatu policji. Ile to razy słyszeliśmy o tajemniczym "amerykańskim żołnierzu" czy innym egzotycznym kapitanie, który oferuje przyjaźń, miłość i przygodę... a po pewnym czasie napadają go piraci, mafia czy skorumpowani stróże prawa i trzeba mu tylko "pomóc", najlepiej wpłacając pokaźne sumy w twardej walucie na tajemnicze konto. I cierpliwie czekać...

Syndrom "amerykańskiego żołnierza"

- Przez ostatnie kilka lat średnio pięć/sześć razy w roku trafiają do Agencji Bezpieczeństwa i Detektywistyki kobiety, które padły ofiarą internetowego oszustwa, metodą zwaną „na amerykańskiego żołnierza” - wyjaśnia Maciej Zygmunt, były naczelnik w poznańskim CBŚ, wykładowca m.in. w Wyższej Szkole Bankowej, właściciel Agencji Bezpieczeństwa i Detektywistyki. -  Od razu wyjaśnię, że jest to nazwa używana na określenie pewnego rodzaju przestępstw, niezależnie czy oszust występuje rzeczywiście jako amerykański żołnierz, kanadyjski lekarz czy niemiecki inżynier. Pani, która dzisiaj się do nas zgłosiła wpadła w sidła oszusta podającego się za Brytyjczyka – kapitana statku.

Zaczęło się tak pięknie, brytyjski kapitan pokochał Polkę...

Do zawarcia znajomości między ich klientką, a „angielskim wilkiem morskim” doszło w lipcu ubiegłego roku, poprzez jeden z internetowych portali randkowych.

- Dość powiedzieć, że pani wkrótce była zakochana po uszy w „kontynuatorze brytyjskich tradycji morskich, sięgających czasów Francisa Drake i Jamesa Cooka” - dodaje rozmówca. - Miłość okazała się jednak dla niej bardzo kosztowna.

Przystojny kapitan, wdowiec, samotnie wychowujący nastoletnią córkę, którego - jak sam zapewniał - również trafiła strzała Amora podjął decyzję, aby kontynuować swój rejs przez życie z naszą klientką. Postanowił więc zmienić swój port macierzysty z angielskiego Bristolu na polski… Poznań.

- Tak wiem, że w Poznaniu nie ma już od lat nawet portu rzecznego, ale jest port lotniczy i to na nim miał się w grudniu ubiegłego roku pojawić dzielny marynarz - żartobliwie komentuje detektyw.

I napadli go w drodze do ukochanej!

Niestety, jak to w bajkach bywa, zanim zabrzmi „żyli długo i szczęśliwie” trzeba pokonać liczne przeszkody. Tak też było tym razem. Kapitan, który skończył swój rejs w listopadzie w ukraińskiej Odessie, po zejściu na ląd został zdradziecko napadnięty przez złoczyńców. Pomimo wielkiego męstwa został pokonany, a w wyniku poniesionych obrażeń wylądował w ciężkim stanie w szpitalu. Pobyt w szpitalu, w obcym kraju, związany ponadto z koniecznością szeregu operacji to niestety spore koszty. Na szczęście w Poznaniu była kochająca kobieta, w dodatku dysponująca na rachunku bankowym oszczędnościami swojego, dość już długiego życia, która natychmiast dokonała przelewu na rachunek wskazanego, jednego z egzotycznych banków, potrzebnych dla ratowania życia ukochanego kilku tysięcy euro. Ukraińscy lekarze, zmotywowani otrzymaną zapłatą stanęli na wysokości zadania i wkrótce marynarz był gotowy do kontynuowania swojego rejsu do Poznania. Zebrał więc swój dobytek i wsiadł na pokład samolotu lecącego do Polski.

- Niestety fatum ciążące nad szczęściem zakochanej pary nie odpuszczało i w czasie kontroli celnej w Warszawie, w bagażu kapitana, celnicy znaleźli trzy sztabki złota, w które w międzyczasie swój dorobek życia zamienił kapitan i które zamiast tradycyjnego pierścionka wiózł swojej ukochanej - wyjaśnia M. Zygmunt dalsze perypetie zakochanego pechowca.

W związku z tą zbrodnią kapitan trafił do więzienia, z którego groziła mu deportacja na Cypr.

- Tak, tak. Podłość polskich władz jest olbrzymia. Chcieli zakochanego marynarza odesłać właśnie na daleki, śródziemnomorski Cypr nie chcąc w dodatku zdradzić dlaczego akurat tam, ale widocznie na Wyspie Św. Heleny nie było już miejsc - z pełną powagą dodaje poznański prawnik.

Coraz bardziej kosztowna miłość

Jedynym ratunkiem dla ratowania miłości zagrożonej długim rozstaniem, być może nawet na zawsze, wszak z Cypru powrót do Polski byłby prawie niemożliwy, okazało się wpłacenie za kapitana 10-ciu tysięcy euro „kaucji”. Oczywiście kochająca Polka „kaucję” wpłaciła i cierpliwie czekała na wypuszczenie ukochanego z reżimowego aresztu. Co ciekawe „kaucja” została wpłacona na rachunek znajdujący się w polskim banku. No ale przecież w końcu marynarz był w polskim więzieniu.

Gdy jednak, pomimo upływu kolejnych miesięcy ukochany nie został z więzienia wypuszczony zdesperowana kobieta rozpoczęła jego poszukiwania, a ponieważ policja odmówiła jej pomocy trafiła do Agencji Bezpieczeństwa i Detektywistyki. Miała ze sobą zdjęcia kapitana, dysponowała jego imieniem i nazwiskiem. Sugerowała aby poszukiwania rozpocząć od nawiązania kontaktu z portalem randkowym, na którym poznała ukochanego bo jak twierdziła:

„skoro był tam zarejestrowany to musi istnieć naprawdę”.

Zresztą o jego istnieniu świadczyły według niej zdjęcia i filmy, które jej przysyłał, bo

„przecież na tych filmach i zdjęciach jest doskonale widoczny”.

Pechowy kapitan okazał się... niewinnym gejem

Maciej Zygmunt opisuje ten przykład nie dlatego, aby kpić z oszukanej kobiety.

- Piszę o tym, aby ostrzec kolejne ofiary tego typu przestępstw, bo niestety takich kobiet, a skądinąd wiem także, że mężczyzn, jest mnóstwo - dodaje rozmówca. 

Okazuje się bowiem, że im bardziej bajkowe są historie serwowane przez oszustów tym, pomimo swojej niewiarygodności, częściej są brane za dobrą monetę. Nie jest to zresztą nic nowego w przypadku działania oszustów. Często wykorzystują oni to, że niesamowitą historię trudno zweryfikować, a sama jej niepowtarzalność czyni ją dla ofiary wiarygodną.

Ciekawi was, co się stało z ukochanym marynarzemi ich w sumie niedoszłej klientki?

Jak łatwo się domyśleć, w ciągu kilku minut detektywi przekonali kobietę, że padła ofiarą oszustwa odszukując w internecie prawdziwego kapitana statku widniejącego na posiadanych przez nią fotografiach. Na profilu w mediach społecznościowych osoby ze zdjęć znajduje się jego oświadczenie, którego treść* wraz z tłumaczeniem na język polski zamieszczamy poniżej, gdyż jest ona sama w sobie dobrym ostrzeżeniem przed podobnymi oszustwami.

„Raz na zawsze:

  1. Jestem Duńczykiem i mieszkam w Kopenhadze w Danii .
  2. Jestem gejem i w szczęśliwym związku małżeńskim z mężczyzną.
  3. Jedyne kobiety, z którymi się komunikuję, to moja matka i siostra.
  4. Nie mam dzieci.
  5. Tak, wiem, że moje zdjęcia i imię są wykorzystywane przez oszustów i codziennie spędzam godziny na walce z tym.
  6.  Zawsze używaj odwrotnego wyszukiwania obrazów przed rozmową z obcymi.
  7. Zawsze poproś o rozmowę wideo z widoczną twarzą przed rozmową z nieznajomymi. Jeśli odmówią, są fałszywi!
  8. NIGDY NIE WYSYŁAJ PIENIĘDZY DO OBCYCH,
Dopóki kobiety nadal zakochują się w zdjęciu i wysyłają pieniądze obcym, będą oszuści.

Pomyśl o tym jak o spacerze ulicą: Czy zacząłbyś rozmawiać z kimś w masce? Zakochałabyś się w nim, zanim potwierdziłabyś jego twarz? Oddałbyś mu swój portfel? W internecie jest DOKŁADNIE tak samo! Tylko dlatego, że siedzisz w domu przed komputerem, to i tak musisz uważać

Dbaj o siebie! ”

Kilka słów od detektywa Macieja Zygmunta

Oczywiście nie ma spraw, w które na życzenie klienta, się nie zaangażujemy jeśli jest jakakolwiek szansa aby mu pomóc. Pamiętać jednak należy, że z prowadzeniem każdej sprawy, oprócz naszego honorarium związane są koszty, które niestety ponieść musi zleceniodawca. Poszukiwanie „marynarza”, któremu przekazaliście pieniądze należy do tych spraw, które związane są z bardzo dużymi pieniędzmi, a gwarancji zakończenia poszukiwań sukcesem nie ma żadnych, powiedziałbym nawet, że... są one bardzo nikłe. Stosujcie się więc do rady duńskiego kapitana z naszej opowieści.

* oryginał wiadomości:

„Once and for all:

  1. I am Danish and live in Copenhagen, Denmark.
  2. I am gay and happily married to my man 
  3. The only women I communicate with is my mother and my sister.
  4. I do not have any children.
  5. Yes, I know my pictures and name is being abused by scammers, and I spend hours every day fighting it.
  6. Always use reverse image search before chatting with strangers.
  7. Always ask for video chat with visible face before chatting with strangers. If they refuse, they are fake!
  8. NEVER SEND MONEY TO STRANGERS, DONATE TO CHARITY!
As long as women continue to fall in love with a picture and send money to strangers, there will be scammers.

Think of it like a walk in the street: Would you start talking to someone wearing a mask? Would you fall in love with him before you had his face confirmed? Would you give him your wallet? It is EXACTLY the same on the internet! Just because you sit at home in front of your computer, you still have to

TAKE CARE!”

 

W powiecie gostyńskim też zdarzają się romantyczki, wykorzystane perfidnie przez "Amerykanina", o czym pisaliśmy TUTAJ.

Nasz rozmówca, detektyw Maciej Zygmunt jest także bohaterem wywiadu o zdradach małżeńskich, które znajdziecie klikając w pooniższe zdjęcie:

 

 

opracowanie na podstawie artykułu ABD w Poznaniu

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy