Reklama

"Chcą zjeść ciastko i mieć całą cukiernię na boku" o zdradach i rozwodach mówi detektyw Maciej Zygmunt

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: Agnieszka Andrzejewska

"Chcą zjeść ciastko i mieć całą cukiernię na boku" o zdradach i rozwodach mówi detektyw Maciej Zygmunt - Zdjęcie główne

Maciej, Zygmunt, prawnik, detektyw i wykładowca | foto Agnieszka Andrzejewska

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości O pracy detektywa, metodach zbierania dokumentacji sądowej i ludzkich pobudkach z Maciejem Zygmuntem, rodowitym Poznaniakiem, kibicem Lecha, byłym naczelnikiem w poznańskim CBŚ, wykładowcą m.in. na Wyższej Szkole Bankowej, właścicielem Agencji Bezpieczeństwa i Detektywistyki rozmawia Agnieszka Andrzejewska.

Każdy z nas zna kogoś, kto właśnie się rozwiódł albo rozwodzi. Już od dawna przez wielu ludzi - szczególnie młodych -  małżeństwo traktowane jest jako pewnego rodzaju umowa, którą można rozwiązać z błachych powodów. Co jednak, gdy mąż i żona pozornie żyją szczęśliwie i dostatnio przez lata, a nagle dowiadujemy się, że właśnie to "flagowe" małżeństwo się rozpada? Podobno rozwód jest tak stresogennym i traumatycznym przeżyciem, że często porównywalnym ze śmiercią członka rodziny. Coś w tym jest, bo koniec małżeństwa - szczególnie z powodu zdrady - jest śmiercią złudzeń, zaufania, wspólnej przyszłości. A jeśli dodamy do tego aspekt finansowy przy podziale majątku czy batalię o faktyczną opiekę nad dzieckiem... do akcji wkraczają prawnicy i detektywi. A czasami, jak w przypadku Macieja Zygmunta, obu w jednej osobie.

Skąd pomysł na firmę? Czy z założenia chciałeś zajmować się zdradami?

Po moim odejściu z Policji, a konkretnie z Komendy Głównej,  w 2009 r. nie potrafiłem długo usiedzieć na emeryturze. Stwierdziłem, że korzystając ze swojego doświadczenia najlepiej zajmę się usługami związanymi z bezpieczeństwem biznesu. Taki wywiad gospodarczy poszerzony o działania zastrzeżone prawnie dla licencjonowanych detektywów. Jednak okazało się, że w Polsce nie było zapotrzebowania na tego typu usługi, a do mojej firmy najczęściej zgłaszali się przede wszystkim klienci w tzw. sprawach rozwodowych. To spowodowało, że oprócz spraw dotyczących działalności gospodarczej, sporą część naszych usług stanowią w dniu dzisiejszym sprawy związane z ustaleniami dowodowymi dla klientów indywidualnych, którzy potrzebują materiałów aby w sądzie dowieść, że to druga strona jest winna rozpadu małżeństwa. W Polsce jest tak, że ludzie spodziewają się Sherlocka Holmesa lub przynajmniej detektywa Monka oraz stosowania metod znanych z filmów fabularnych. Często trzeba im długo tłumaczyć, że np. stosowanie podsłuchów jest przestępstwem. Naoglądają się też różnych seriali w telewizji, oczekują akcji z „Mission Imposible”, pościgów, inwigilacji, prowokacji. Tymczasem my działamy zgodnie z prawem, co nie znaczy, że nieskutecznie…

Czy jest zapotrzebowanie na takie usługi? Na udowadnianie sobie wzajemnej winy?

Od kiedy istnieją małżeństwa, istnieją  i zdrady i rozwody. Spraw związanych z rozwodami  (tzw. „rogacizny”) tylko do naszego biura trafia kilka miesięcznie, a dzisiaj firm detektywistycznych w samej Wielkopolsce jest kilkanaście. My obecnie, z uwagi na duże obciążenie sprawami związanymi z działalnością gospodarczą dla naszych stałych klientów, musimy nieraz odsyłać osoby zgłaszające się z tego typu problemami do zaprzyjaźnionych z nami innych firm detektywistycznych. Statystyki pokazują więc, że tego typu zleceń w skali kraju nie liczy się w dziesiątkach lecz setkach rocznie.

Czy to nie porażające? Miało być na zawsze, a kończy sie z hukiem...

Biorąc pod uwagę ilość mieszkańców naszego regionu to nadal błąd statystyczny.  A raczej, suma błędów ludzi, którzy chcą zjeść ciastko i mieć całą cukiernię na boku.

No dobrze, to kto się najczęściej zgłasza? Podobno to mężczyźni zdradzają częściej i łatwiej...

Trudno powiedzieć jednoznacznie czy np. więcej jest żon czy mężów. Zauważyłem jednak taką regułę, że mężczyźni przychodzą do nas wtedy gdy mają pewność. Tzn. najczęściej nie tylko wiedzą o tym, że są zdradzani, ale także z kim i w jakich okolicznościach. Od nas oczekują potwierdzenia i udokumentowania tego faktu. Kobiety są z reguły bardziej podejrzliwe. Gdy trafiają do nas, słyszymy często zdanie : Podejrzewam, że mąż kogoś ma. Od detektywa chcą, aby to sprawdził i ewentualnie ustalił kim jest ten „ktoś”.

Czy kobiety i mężczyźni mają takie same pobudki do korzystania z waszych usług? Co nimi kieruje?

Pobudki są w zasadzie takie same. Chodzi o zdobycie materiału dowodowego, który przekona sąd o tym, że rozpad małżeństwa nastąpił z wyłącznej winy współmałżonka. Wiążą się bowiem z tym najczęściej sprawy majątkowe, a nieraz także sprawy związane z późniejszą opieką nad dziećmi.  Oczywiście, chodzi też często o urażoną dumę takich osób i chęć pokazania, że nie pozwolą sobie na oszukiwanie ich. Prawda jest jednak taka, że najczęściej główną pobudką są sprawy finansowe. Dotyczy to głównie kobiet, które w takich sytuacjach czują większe zagrożenie swojego przyszłego bytu oraz sytuacji finansowej swojej i dzieci.

Ile kosztuje taka sprawa? Macie jakiś taryfikator? Pamiętasz tę rekordową kwotę i historię z nią związaną?

Tutaj rozpiętość jest często bardzo duża. Dość powiedzieć, że dzień prowadzenia obserwacji to minimum 1500 złotych. Zdarza się jednak, że prowadzimy sprawy związane z wyjazdami i to praktycznie po całym świecie. To zleceniodawca ponosi tego koszty. A dla zobrazowania o czym mówię, powiem tylko, że zdarzały nam się obserwacje w których za niewierną żoną czy zdradzającym mężem byliśmy wysyłani np. do Włoch, Hiszpanii czy w bardziej egzotyczne miejsca, jak chociażby Zanzibar czy Meksyk. Niektóre z tych spraw to gotowy scenariusz na serial na Netflixie. Tak było w sprawie, w której przez około pół roku staraliśmy się zdobyć dowody, że żona naszego klienta nie tylko go zdradzała. Jej kochankiem był prawnik, który namówił go wcześniej do przepisania wielomilionowego majątku na żonę, a ponieważ mieli oni rozdzielność majątkową, w przypadku rozwodu bez orzekania o winie cały ten majątek przypadłby jej. Nasz klient był więc nie tylko ofiarą zdrady małżeńskiej, ale padł też ofiarą zwykłego oszustwa i to z udziałem prawnika.

Ile trwało to "polowanie"? 

 Ponad pół roku. Para był dobrze przygotowana, ostrożna a nawet miała przysłowiowego farta. Nie można było na nich nic znaleźć, to był kochanek doskonały- prawnik. Nie do udowodnienia. Działali według planu, zero potknięć i przypadków.

Co przesądziło o winie żony? Gdzie się potknęła?

W tym przypadku trochę nam pomógł zbieg okoliczności. W pewnym momencie para poczuła się tak pewnie, że przestała się kryć. Uznali, że nadszedł moment w którym fakt istnienia związku między nimi nie może być uznany za powód rozpadu małżeństwa, a co najwyżej za jego następstwo. Żona pół roku wcześniej wyprowadziła się z domu, więc uznali, że przed sądem może wykazać, iż małżeństwo rozpadło się zanim związała się z prawnikiem. Nie przewidzieli, że zdobyliśmy dla klienta dowody na to, że spędzili dwa lata wcześniej wspólny tydzień w hotelu w jednym z egzotycznych krajów... Z jednej strony mieliśmy więc dowód na to, że łączy ich… no powiedzmy, że coś więcej niż przyjaźń. Z drugiej, że ta sytuacja trwa już od dawna. A przynajmniej trwała już, zanim prawnik namówił naszego klienta do przepisania na żonę majątku.

Czy zawsze znajdujecie dowody na winę obserwowanej osoby? Na każdego się coś "znajdzie "?

Nie, i to nie znaczy, że jesteśmy nieskuteczni (śmiech). Po prostu istnieją niewinni ludzie. Mieliśmy taka sprawę, gdzie żona zaniepokojona mężowską wstrzemięźliwością w stosunku do niej, chciała byśmy znaleźli powód jego zachowania (zakładała, że powód ten ma blond włosy i długie nogi). Okazało się, że facet prowadził sporą firmę budowlaną, po powrocie do domu jadł, kąpał się i szedł spać o 21.00. – On na pewno kogoś ma, znajdźcie ją- upierała się żona. Przez tydzień za nim jeździliśmy, obserwując ciężko pracującego faceta. Nie odpuściła. Po kolejnym tygodniu bezskutecznej obserwacji, za naszą sugestią, zakończyliśmy sprawę. Pani jednak nie chciała zapłacić, bo… nie udowodniliśmy zdrady. Wkrótce okazało się, że nasz klientka nie pracuje i nie ma żadnych swoich dochodów więc faktury musiałaby opłacić z rachunku męża. Była tak pewna swego, że o tym wcześniej nie pomyślała. Ostatecznie doszliśmy do porozumienia, ale samego faceta mi żal.

Czy wszystkie sprawy maja swój finał w sądzie? Klienci wykorzystuja zgromadzony przez was materiał dowodowy? 

 Po zakończonej obserwacji sporządzamy raport, wnioski, załączamy dokumentację i to wszystko. Czy klient to wykorzysta przeciwko partnerowi, czy pokaże w sądzie, to jego indywidualna sprawa. Często już sama świadomość, że współmałżonek posiada materiały od detektywa powoduje, że małżonkowie uzgadniają warunki rozstania bez konieczności wyciągania tzw. brudów w sądzie.

Co z tzw. syndromem „wyparcia”? Podejrzewam, że w większości przypadków dotyczy kobiet uzależnionych od męża finansowo i psychicznie...

To bardzo ciężki temat. Mieliśmy sprawę, gdzie żona po ciężkim zawale męża, przypadkiem (w czasie gdy on przebywał w szpitalu i walczył o życie) zobaczyła w jego telefonie smsa o zaleganiu z alimentami. Przez 2 lata wypierała z siebie tę wiadomość, w końcu przyszła do nas, ciągle łudząc się, że to żart, pomyłka czy jakaś zaprzeszła historia. Okazało się, że mąż ma w tym samym mieście drugą rodzinę, z 2 nastoletnich dzieci… Kobieta, po pierwszym szoku chciała się wycofać. Po mojej poradzie prawniczej zrozumiała, że ma prawo do dochodzenia swoich praw, zadośćuczynienia i alimentów. Dopiero wizja śmierci męża, o którą już przecież się otarł i bałaganu spadkowego przekonała ją do działania. Niektóre kobiety potrzebują sporego- za przeproszeniem- „kopa” by wyjść z letargu zdradzanej od lat żony...

Ścigacie alimenciarzy?

Nie nazwałbym tego ściganiem ale jeśli były małżonek twierdzi, że nie ma dochodów, jest ciężko chory albo jest nieuchwytny, sprawdzamy stan faktyczny i wyłapujemy nieścisłości. Rozwód jest zawsze ze współmałżonkiem, dzieci pozostają nimi na zawsze i nie może im się dziać krzywda.

Czy są też sprawy rodzinne nie związane z niewiernością współmałżonka?

Oczywiście. Mógłbym opowiedzieć wiele takich historii. Kiedyś pojawił się u nas pewien ojciec, który chciał ustalić, co jest powodem tego, że jego- dotychczas ukochana córeczka- po wyjeździe do dużego miasta na studia coraz bardziej ogranicza z nim kontakty i nie wie on wszystkiego, co panna robi, z kim się spotyka. Twierdził, że musiała wpaść w nieodpowiednie towarzystwo i jego misją jest pomóc jej się z tego wydostać. Rodzice często nie zauważają, że ich dzieci są już dorosłe i mają prawo do układania sobie życia niekoniecznie w zgodzie z ich oczekiwaniami. Są jednak sytuacje, gdy rodzice mają rację. Pewna pani zleciła nam kiedyś obserwację jej nastoletniej córki, którą także podejrzewała o przebywanie w złym towarzystwie. Nasze czynności to potwierdziły i zebraliśmy dowody na to, że to towarzystwo było nie tylko „złe”... Po prostu byli to przestępcy, którzy uzależniali córkę od narkotyków, za które płaciła kosztownościami wykradanymi z domu. Nasze działania zapobiegły temu, żeby płaciła za nie także prostytuując się.

Czy w sprawie rozwodowej potrzebne są  „twarde dowody” na niewierność? Fizyczny dowód na fizyczny kontakt?

No właśnie, że nie. Naszym klientom wydaje się, że musimy złapać na gorącym uczynku dana parę, najlepiej wejść do przysłowiowej sypialni z butami i nagrać konsumpcję zdrady. Bo do sądu muszą mieć dowody, że ta zdrada – fizycznie- nastąpiła. Nie. Sąd interesuje, czy doszło do rozpadu małżeństwa, a więc brak więzi emocjonalnej, intymności i wspólnego „gospodarstwa domowego” i czy nastąpiło to z wyłącznej winy jednego ze współmałżonków..

Zakładacie podsłuchy? Kamerki? 

Nie, bo to jest przestępstwo. Ja nie mogę zakładać podsłuchów czy instalować kamerek w cudzym mieszkaniu, jeszcze się przed tym włamać lub wejść podstępem jako „pan z gazowni”. Natomiast, jeśli mąż czy żona sami we wspólnym aucie czy posesji założą takie systemy przeciwko złodziejom i „zapomną” poinformować o tym współmałżonka, to już ich spawa. Technika daje dzisiaj dużo możliwości, ale trzeba liczyć się z konsekwencjami.

A co z prowokacjami? Jakaś ponętna blondynka chce spotkać się z mężem klientki...

Nie stosujemy. Nasza praca polega na obserwacji i dokumentowaniu stanu faktycznego. Nie preparujemy rzeczywistości do oczekiwań klienta. Miałem styczność z takimi firmami, które prezentują wręcz katalogi „przynęt” i obiecują 100% pewność. Bądźmy realistami. Co nam taka prowokacja daje? Czy jeśli facet z kumplami po kilku piwach będzie zaczepiony prze piękną dziewczynę z jego „puli marzeń” i okaże zainteresowanie, może wymieni się numerami telefonów, a może nawet umówi gdzieś w wiadomym celu- czy to świadczy o jego winie, czy o tym, że dał się wkręcić? W ten sposób na każdego można znaleźć „dowód”. 

Co z legalnością dowodów zdobytych przez waszą obserwację?

Nasze uprawnienia są jasno określone. Ja mogę nagrywać swoje rozmowy bez uprzedzania rozmówcy o rejestracji. Ustawa o usługach detektywistycznych pozwala też na gromadzenie danych osobowych bez wiedzy osoby, której to dotyczy.  Nie mogę jednak namawiać do czegoś, sugerować, preparować dowodów. Jeśli siedzę w kawiarni i przypadkiem stolik obok obserwowana osoba wyraźnie nawiązuje intymną  relację z inną osobą, rozmawia czy wykonuje jednoznaczne gesty, mogę to udokumentować, to nie podsłuch. Tak samo jest w przypadku, gdy w trakcie obserwacji siedzę w samochodzie, a w oknach pobliskiego bloku, bez zasłon i rolet rozgrywa się publicznie czyjaś  fantazja seksualna - jego nieostrożność i pech. Nagranie takiej sceny również jest legalne. Oczywiście, gdy zrobię to z miejsca w którym ja- ale także każda inna osoba- mogłem się w tym czasie legalnie znaleźć i widzieć to, co zarejestruję. Jeśli dochodzi do bezpośredniej rejestracji aktu zdrady, same zdjęcia często nie wystarczą, dopiero na nagraniu video widać kontekst sytuacyjny i np. to że nie mamy do czynienia z całusem na powitanie znajomych tylko z czymś więcej...

Jest taka teoria: jest jego prawda, jej prawda i screenshoty. Co ty na to?

To skomplikowane. W dużym skrócie, jest oczywiście tajemnica korespondencji, która obejmuje nie tylko listy czy dokumenty ale i skrzynki mailowe czy komunikatory i jej łamanie jest karalne. Jednak, jeśli mąż czy żona przypadkiem trafia na kompromitujące współmałżonka treści i je umiejętnie udokumentuje- wspomniane screenshoty czy nawet zdjęcia ekranu telefonu itd.- sąd dopuszcza takie dowody, a sprawy karne o złamanie prywatności umarza, jako czyny o niskiej szkodliwości społecznej. 

Jak bardzo pomagają wam w pracy media społecznościowe? Chwalimy się zdradą?

Bardzo. Zwłaszcza, że często niewierni małżonkowie maja na swoim koncie idylliczne obrazki szczęścia domowego, ale już np. ich często młodsza kochanka zamieszcza zdjęcia i opisy, które są gotowym materiałem dowodowym.

Czy pandemia zwiększyła zapotrzebowanie na usługi biur detektywistycznych czy wręcz odwrotnie? Nie mamy okazji do cudzołóstwa?

Lockdown zamknął małżeństwa w swoich domach, a kochanków w swoich. Firmy detektywistyczne często w tym czasie nie miały co robić, zwłaszcza przy zamkniętych hotelach czy lokalach gastronomicznych. Jednak gdy poluzowano obostrzenia, zdrady ruszyły z nową mocą i jesteśmy, kolokwialnie mówiąc, zawaleni robotą. Wiele małżeństw po przymusowym zamknięciu zrozumiało też, że nie mają ze sobą nic wspólnego oprócz dzieci i kredytu. Część się dogadała i rozeszła, część zaczęła szukać szczęścia na boku.

Instytucja małżeństwa jest przeżytkiem?

Bez przesady. Choć muszę podkreślić, że – pominąwszy rzadkie przypadki uzależnienia od seksu i podłego charakteru małżonka- zdrada nie jest przyczyną rozpadu związku, a jego skutkiem. Nie potrafimy rozmawiać, rozwiązywać na bieżąco naszych problemów, dbać o małżeństwo. Romantyczne wizje „na zawsze” pozbawiają nas samokrytycyzmu. Gdy dzieci  dorosną i zajmą się swoimi sprawami, pojawia się pustka. Jedni znajdują hobby, inni kochanka.

I ostatnie pytanie, nieco przewrotne. Czy Polacy potrafią zdradzać?

Trudne pytanie. Powiem tak. W miejscu zamieszkania i wśród znajomych potrafią długo ukrywać romans. Czasem latami, jeśli nie chcą czy nie mogą rozwiązać swojego małżeństwa. Jednak wystarczy jakiś wyjazd, nawet do przysłowiowego Karpacza i nagle im się wydaje, że są niewidzialni. I wtedy wkraczamy my (śmiech).

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy