Reklama

Uśmiercił nauczycielkę, bo sam jest nauczycielem? Rozmawiamy o najnowszej książce Grzegorza Skorupskiego pt. "Mistrz marionetek"

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: fotomontaż Zbigniew Pacanowski

Uśmiercił nauczycielkę, bo sam jest nauczycielem? Rozmawiamy o najnowszej książce Grzegorza Skorupskiego pt. "Mistrz marionetek" - Zdjęcie główne

Grzegorz Skorupski na spotkaniu autorskim. O swojej najnowszej powieści opowie w bibliotece w Gostyniu 27 lipca o godz. 18.00 | foto fotomontaż Zbigniew Pacanowski

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kultura Mistrz marionetek - kim jest? Wyjaśnia to najnowsza powieść Grzegorza Skorupskiego - pierwsza, której fabuła osadzone jest we współczesnych realiach. Czy wiceburmistrz zrezygnował z pisania kryminałów retro? Rozmowa z autorem powieści "Mistrz marionetek"

Reklama

Autor książek historycznych i serii kryminałów retro z prokuratorem Adamem Karskim zdecydował się napisać powieść z fabułą osadzoną we współczesnych realiach. 

- Powiem szczerze, że byłem trochę zmęczony pisaniem powieści kryminalnych w stylu retro - wyznaje w wywiadzie dla portalu gostynska.pl.

Rozmowa pod ilustracją

O czym Grzegorz Skorupski napisał  najnowszą powieść? Fabuła osadzona jest w środowisku nauczycielskim, szkolnym. Nie mogło być inaczej, gdyż sam jest nauczycielem i pracował w tym zawodzie. Akcja dzieje się w wymyślonym mieście, w Wielkopolsce.

 

Grono pedagogiczne szacownego II LO im. Adama Mickiewicza to niebanalne osobowości: historyczka Klaudia – zainteresowana prawami kobiet, procesami o czary i zdrowym trybem życia, nieustannie buszująca w archiwalnych materiałach; fizyk, który kandyduje na radnego; tolerancyjny i otwarty ksiądz Krzysztof; polonistka Olga, po rozwodzie mieszkająca z nastoletnią córką w dużym domu otoczonym lasem i wdająca się w słowne utarczki z katechetą... Na lekcjach polskiego obecny jest też praktykant Marek – wrażliwy, lekko odjechany chłopak, zainteresowany wiarą i religią. Kiedy historyczka nie przychodzi do szkoły i nikt nie wie, co się stało, Olga przegląda wiadomości w jej laptopie i, idąc tym tropem, znajduje ciało Klaudii w parku. Poczucie zagrożenia narasta, gdy w miejskim archiwum zostaje zamordowana kolejna kobieta...

 

Jesteście ciekawi, co dalej? W jaki sposób została rozwiązana zagadka? 

Spotkanie promujące najnowszą powieść Grzegorza Skorupskiego już 27 lipca o godz. 18.00 w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Gostyń. (ul. Wrocławska 257). Będzie można dostać książki z dedykacją i autografem autora

Grzegorz Skorupski zastanawia się, czy czytelnikom spodoba się książka?

Zawsze z niepokojem czekam na te reakcje - zdradza.

 

Rozmowa z Grzegorzem Skorupskim, autorem powieści pt. „Mistrz marionetek”

Tym razem nie dostajemy do rąk powieści kryminalnej retro, takiej z wątkami historycznymi. Fabuła jest bez politycznych wydarzeń lat 20. i 30. XX w. w Polsce. Za morderstwem chyba nie idzie polityka. Jak to się stało?

Grzegorz Skorupski: Chciałem odpocząć na jakiś czas od pisania powieści kryminalnych retro. W moim przypadku jest tak, że za każdym razem, kiedy piszę, chcę coś przekazać. Pojawia się tło,  temat, który pragnę poruszyć, oprócz oczywiście zagadki kryminalnej. Z jednej strony w najnowszej mojej powieści jest intryga, wątek zbrodni, co składa się na tajemniczą fabułę. Z drugiej strony jest temat, którym chciałbym Czytelnika zainteresować, wpłynąć, zachęcić, by się poruszanym problemem zainteresował, podyskutował. W „Mistrzu marionetek” pojawia się temat fanatyzmu - z jednej strony sterowania ludźmi, manipulacji, nakazów, ale z drugiej także fanatyzmu religijnego. Powiem szczerze, że byłem trochę zmęczony pisaniem powieści kryminalnych w stylu retro, osadzonych w realiach historycznych, gdyż książki w tym stylu wymagają olbrzymiej pracy, przygotowania się, szukania informacji. Pisanie powieści raczej traktuję jako coś, co lubię, jako przyjemność. Żeby pisanie dalej mnie bawiło, musiałem zrobić sobie odskocznię od rzeczywistości międzywojnia. 

 

Czyli najnowsza powieść „Mistrz marionetek” to „odskocznia” od historii Gostynia, wydarzeń politycznych, rozmów na ten temat?

Po trzech powieściach kryminalnych retro uznałem, że to jest ten czas, by napisać coś innego. Powstała książka, do której nie musiałem przygotowywać się pod kątem historii, nie musiałem sprawdzać faktów, realiów, wątków politycznych, jak wyglądały ulice, domy, o czym wtedy bohaterowie rozmawiali, jaka była moda w dwudziestoleciu międzywojennym, mentalność mieszkańców, czy choćby w co się ubierali i ile kosztował chleb. 

 

Gdzie zatem została osadzona fabuła najnowszej powieści?

Tym razem akcja dzieje się w innej przestrzeni. To również miasto, ale nie ma konkretnego, realnego odniesienia. W powieści nie poznajemy jego nazwy, wymyśliłem je po prostu. Mogłem pozwolić sobie na swobodne oddanie się  wyobraźni, pomysłom, pozwoliłem sobie uruchomić fantazję i to ona kierowała tym, co stworzyłem. Nie musiałem dostosowywać danych rzeczywistości książkowej, głównego wątku, akcji do realiów. Potrzebowałem, by w wymyślonym mieście kursowały tramwaje, to je miałem. Potrzebowałem kilka szkół średnich, jakiegoś budynku – opisałem. Rzeczywistość mnie nie ograniczała. 

 

Jest jakaś różnica w pracy, w przygotowaniu tych powieści - retro i dotyczących współczesnych czasów?

O wiele szybciej przygotowywałem tę ostatnią powieść, pisało mi się komfortowo, przyjemnie. Być może dlatego, że nie musiałem już sprawdzać, ile kosztowały cygara w danym roku. Pracowałem nad „Mistrzem marionetek” mniej więcej 1,5 roku. Zaskoczyło mnie tempo pisania, bo nie musiałem robić kwerendy, researchu w kwestii historycznych niuansów.

 

Akcja rozgrywa się w środowisku nauczycielskim. Sam jesteś wykształconym nauczycielem, pracowałeś wiele lat w zawodzie... To pomagało w tworzeniu fabuły tej powieści?

Nie mogłem opisywać środowiska lekarzy, górników, z których społecznością nigdy wcześniej nie miałem do czynienia - nie funkcjonowałem jako lekarz, nie pracowałem w kopalni  ani w szpitalu. Społeczność nauczycielską znam, co pozwoliło mi być w powieści autentycznym. Wiem, czym się kierują nauczyciele, jak się zachowują, o czym mogą rozmawiać, znam mentalność. I nie mam zamiaru z racji pracy w szkole przez dwadzieścia lat wybielać nauczycieli. Są realni, prawdziwi. Ale książka nie tylko na tym się opiera. To tylko środowisko, które posłużyło mi za tło.

 

Ktoś był dla ciebie wzorcem? Stworzyłeś któregoś z bohaterów opierając się na charakterze znanej ci osoby?

Bohaterowie są fikcyjni, nie wzorowałem się na nikim ani fizycznie, ani z osobowością, charakterem. Nie ma w powieści postaci, którą spotkałem kiedykolwiek. Grono bohaterów jest oderwane od rzeczywistości, pochodzi z mojej głowy, wyobraźni. Żadna z postaci, która występuje w książce nie ma autentycznego związku z człowiekiem funkcjonującym w realnym świecie.

 

Czy rozmawiałeś z kimś o tym, jak ma wyglądać fikcyjne miasto, jak widzieliby bohaterów?

Nie dyskutuję o tym przed napisaniem powieści. No może z wyjątkiem mojej córki.  To z nią omawiam pewne kwestie nowej powieści. Jednak moi najbliżsi otrzymują produkt już gotowy do czytania i córka również.

 

Aktualnie, jako zastępca burmistrza pracujesz w urzędzie, siedzisz za biurkiem, od czasu do czasu przyjmujesz gości lub jako samorządowiec uczestniczysz w spotkaniach. Czy tęsknisz do pracy nauczyciela, historyka? Wracasz w myślach do szkoły, uczniów? Nie brakuje ci atmosfery w pokoju nauczycielskim i uczniowskiego gwaru?

Może trochę brakuje mi przekazywania wiedzy, ale bardziej sięgam nostalgią do pracy nauczyciela 30 lat temu, kiedy misja była inna, gdyż po prostu uczyło się. Chociaż... w książce jest jeden fragment lekcji języka polskiego - i - po zastanowieniu powiem, że do takich wydarzeń faktycznie trochę tęsknię.

 

Zamieniłbyś ratusz, urząd na pracę w szkole?

To dwa różne środowiska, społeczności, w każdym wykonuje się inną pracę. Po wykonywaniu przez określoną ilość czasu zawodu nauczyciela mam wrażenie, że byłem blisko tego momentu, kiedy człowiek już powoli ma dość i „się wypala”. Przestaje się być kreatywnym i autentycznym. Nie lubię nijakości i średniości. Albo coś robię z całych sił, albo odpuszczam sobie zupełnie.  Być może przyjdzie taki czas, że w ratuszu, jako samorządowiec też poczuję, że „to już dość” i zacznę szukać czegoś nowego. Póki co, cieszy mnie fakt, że pole, na którym można jeszcze wiele rzeczy zrobić, jest szerokie.

 

Co chcesz przekazać czytelnikom, także ze środowiska nauczycielskiego, szkolnego?

Za każdym razem, kiedy coś bardzo mnie interesuje, mocno intryguje, czy zaczyna niepokoić, to staram się ten temat zawrzeć w książce. W przypadku ostatniej powieści pojawia się mnóstwo takich kwestii. Spotkałem się z różnymi przejawami fanatyzmu, spotykamy go z różnych stron, dotyka nas fanatyzm religijny. Nagle osoby, w imię miłosierdzia, okazały wprost szokujący atak. Zaintrygowało mnie to, zacząłem się przyglądać problemowi, zauważyłem pewien wpływ fanatyzmu, który może być bardzo niebezpieczny. Może w nas uderzyć ze strony sekt, ale też może być fanatyzm ze strony oficjalnych religii uznawanych przez państwo. 

 

Można tę powieść nazwać kryminałem?

Czas kryminałów zakończył się wiele lat temu, w latach 70. i 80. XX w, kiedy to autor starał się skupić tylko na odzwierciedleniu przebiegu śledztwa, wszystko cokolwiek tam się działo, miało związek z morderstwem. Trudno moją najnowszą książkę określić kryminałem, używam określenia powieść kryminalna i to nie tylko dotyczy powieści retro. Coraz więcej jest dobrych powieści, gdzie wątek kryminalny, intryga, morderstwo są czymś takim, co nakręca akcję. Przeważnie opisuję emocje, one są dla mnie ciekawe, podobnie zachowanie człowieka, to co nim kieruje. To co prowadzi do zabójstwa jest jedną z najsilniejszych emocji.

 

Gdzieś usłyszałam, że określono twoją ostatnią powieść jako mądrą książkę...

Mnie na duchu mocno podniosło stwierdzenie pani Elżbiety Szelest, która zajmowała się korektą. Użyła sformułowania „mądra książka”. Powiedziała, że przekazuje coś więcej w sobie, niż tylko i wyłącznie emocje związane z rozwiązaniem zagadki kryminalnej. To mnie bardzo podbudowało.

 

Czy zatem Adam Karski jeszcze wróci do czytelników w twoich powieściach?

Deklaruję, że tak. Wiem, że są czytelnicy, którzy stęsknili się za nim. Właściwie mam dylemat, bo w głowie już mam dwie książki. Kontynuuję cykl z Olgą Stapikowską, czyli bohaterką najnowszej powieści, ale wiem też, co może robić Adam Karski. To będzie ciekawe, gdyż prokurator będzie młodszy, wrócimy do lat 20. Tyle mogę zdradzić. Obecnie tworzy się jednocześnie schemat obu tych powieści, ale chyba jednak jako pierwsza powstanie druga część przygód z Olgą. 

 

Kiedy Grzegorz Skorupski znajduje czas na tworzenie powieści, ich pisanie?

Najczęściej wieczorami. Nie jestem fanem filmów. Wtedy, kiedy moja żona ogląda film, ja biorę laptopa na kolana, zakładam słuchawki i piszę. Zdarzało mi się również, że kiedy miałem jakiś pomysł na rozwinięcie wątku, akcji, wstawałem wcześniej, żeby przed wyjściem do pracy poświęcić godzinę i przelać wizję na papier. Ale najczęściej piszę wieczorami i nocą. Dlatego potrzebuję na jedną powieść nawet półtora roku czy dwa lata. Traktuję pisanie jako zabawę, rekreację, odpoczynek. Muszę mieć na to ochotę. Są autorzy, spod których pióra wychodzą 2, 3 książki w ciągu roku. Ja od stycznia nie napisałem ani jednej strony, ale sporo o tym myślę i w głowie rodzi mi się nowy pomysł.

rozmawiała Agata Fajczyk

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy