Reklama

Cudzoziemka w Gostyniu. Do domu ma ponad tysiąc km

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: Agnieszka Andrzejewska

Cudzoziemka w Gostyniu. Do domu ma ponad tysiąc km - Zdjęcie główne

Anastazja jeszcze nie wie czy zostanie w Polsce... | foto Agnieszka Andrzejewska

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kultura Anastazja Bondarenko, 28-letnia Ukrainka, przyjechała do Gostynia z Kijowa w lipcu zeszłego roku, w samym środku pandemii. Jakie były powody jej przyjazdu, jak postrzega Polskę i jakie ma plany na najbliższą przyszłość opowiedziała w rozmowie z Agnieszką Andrzejewską.

Reklama

Przyjechałaś do naszego miasta, by zostać wolontariuszką w Stowarzyszeniu Wspierania Przedsiębiorczości Powiatu Gostyńskiego. Jak to się stało, że trafiłaś do nich?

Wzięłam udział w programie dla młodzieży Europejski Korpus Solidarności, który zajmuje się wymianą międzynarodową. Kiedy rok temu podjęłam decyzję o przeniesieniu się do Polski, zaczęłam szukać ofert i akurat ta SWPPG bardzo mi się spodobała, bo była najlepiej napisana i zaskoczyła mnie możliwościami. No i nawiązywała do mojego doświadczenia zawodowego.

Doświadczenia? Masz zaledwie 28 lat, więc chyba dopiero co skończyłaś szkołę i zaczęłaś pierwszą pracę?

Nie, to nie tak. Pierwszą pracę miałam w wieku 17 lat jako kelnerka. Z zawodu jestem tłumaczką z języka perskiego i kulturolożką. Po ukończeniu studiów lingwistycznych zwiedziłam przez miesiąc Iran , ale nigdy w zawodzie nie pracowałam. Potem był drugi kierunek – kulturologia i w 2017 roku zaczęłam pracować w największych ukraińskich muzeach związanych ze sztuką współczesną. Jako 25- latka zostałam szefową związku zawodowego w moim miejscu pracy i byłam tam jedną z najstarszych pracownic.

Jak to możliwe?

Nasz sztab pracowników składał się z 30 osób, przeważnie młodych studentów, którzy byli zatrudnieni na umowę-zlecenie. Niosło to za sobą sporo konsekwencji, przeważnie niedobrych. Oczywiście, po założeniu związku zawodowego kierownictwo zaczęło naciskać, by przekazać im listę wszystkich członków, groziło zwolnieniami itd. No i po wygaśnięciu umów rzeczywiście wyrzucili wszystkich na ulicę…

I to przeszło bez echa?

Na szczęście nie. Nasi przyjaciele nagłośnili to w międzynarodowych mediach. Paradoksalnie, Pinchuk Art Centre, największa ukraińska instytucja sztuki współczesnej, mówiąca o demokracji i prawach człowieka, sama ich nie szanuje. Szkoda, bo sama instytucja dla artystów robiła dużo dobrego, za to pracowników miała za nic.

"Dojadło" ci się, miałaś dosyć?

Najgorsza była dwulicowość, z jednej strony światłe słowa i idee, z drugiej - niepełnoletni pracownicy bez praw. W 2020 roku pracowałam już w mediach i znowu, będąc w związkach zawodowych widziałam więcej, jak się zmienia sytuacja w naszym kraju. Wiedziałam, że muszę odetchnąć…

Tak po prostu wybrałaś Polskę?

Szczerze, to nie. Poznałam chłopaka, Saszę [Ukraińca – przyp. red], zakochałam się. A że on mieszka teraz w Polsce, w Krakowie to… szukałam sposobu, by tu przyjechać, zaczęłam uczyć się polskiego. Chciałam połączyć wybór serca z rozumem.

Udało się?

Jestem tu, to chyba tak (śmiech).

A nie mogłaś poszukać czegoś w okolicach Krakowa?

Niestety, wtedy akurat nie udało się znaleźć czegoś ciekawego w pobliżu, ale za to polubiłam się z polskimi kolejami. Odwiedzamy się, chodzimy na wycieczki. W Gostyniu byliśmy w Escape Roomie na przykład. Jest dobrze.

No to wróćmy do twojego przyjazdu do Gostynia. Jak to wyglądało? Czasy nieszczególne…

Hania [Nowakowska, konsultantka ds. wspierania eksportu, w SWPPG, koordynuje Europejski Korpus Solidarności - przyp. red.] od razu uprzedziła mnie, że w biurze pracują sami Polacy. Trochę się przestraszyłam, jak sobie poradzę z moim słabym polskim. Ale intensywnie się uczyłam. Po przyjeździe do nowego kraju musiałam siedzieć zamknięta przez 10 dni [kwarantanna – przyp.red.] i to mnie naprawdę dobiło. Gdy już mogłam wyjść, poczułam się podwójnie wolna.

Jakie są plusy pobytu w Polsce jako wolontariuszka?

Przede wszystkim mam zabezpieczoną opiekę mentora, lokalnego mieszkańca. Mi się poszczęściło, mam bardzo sympatyczną osobę, Jacka. Poza tym mieszka tu także Ukrainka, która była wolontariuszka przede mną w SWPPG. Czytałam jej bloga, mamy stały kontakt. Mam zapewnion , jak to mówicie „wikt i opierunek”, czyli mieszkanie, ekwiwalent żywnościowy i „kieszonkowe”.

Spotkałaś tu wielu Ukraińców?

Tak, mnóstwo, nawet w moim bloku mieszka ukraińska rodzina. Ci ludzie przyjechali tu do pracy, zaczynali z zupełnie innego pułapu niż ja, od zera. I na tym polega moja praca, na wsparciu emigrantów. Poznałam wkrótce więcej ukraińskich dzieci i zrozumiałam, że muszę im pomóc.

W jaki sposób? Czego im brakuje?

Przede wszystkim towarzystwa. Rodzice pracują, są wiecznie zajęci – a one chodzą do szkoły, przedszkola, a potem siedzą w domu. Nie wiedzą, dokąd mogłyby wyjść, gdzie poznać rówieśników, jak się odnaleźć w Polsce. Młodsze łatwiej przyswajały język polski, starsze mają z tym problem. No i nie każde dziecko tak samo reaguje na zmiany.

Rozumiem, znam ten problem z Zielonej Wyspy. Co więc wymyśliłaś?

Zaczęłam pytać, szukać, organizować ich spotkania i wspólne wyjścia „dziecięcej ekipy”, chociażby do gostyńskiej biblioteki [jednej z najlepszych w Polsce – przyp. red.]. Byłam naprawdę zaskoczona, jak szeroka jest oferta kulturalna w takim małym mieście, jak Gostyń. Chodziliśmy do OSiR- u, do Hutnika. Uwielbiamy zajęcia w Kopule Zapomnienia, gry planszowe tam prezentowane są fantastyczne. Jakiś postęp widać.

Co jeszcze robisz w ramach swoich obowiązków?

Prowadzę stronę internetową Cudzoziemcy Gostyń oraz zajmuję się współpracą z różnymi organizacjami, lokalnymi władzami czy biznesami. Szukam też prawników, którzy w miarę możliwości i potrzeb mogli by pomóc Ukraińcom.

Tęsknisz za domem?

Strasznie. To nie tylko dystans, ponad 1000 km. To codzienny brak najbliższych. Rodzice, młodsze rodzeństwo, brat i siostra. I 3 koty. Psa Dżoziego przywiozłam ze sobą we wrześniu, gdy byłam tam ostatni raz. Jechałam przez to autokarem i to była masakra. Sama podróż trwała 24 godziny, z czego 12 spędziłam na granicy. Brakuje mi mojej rodziny .

Dobrze, zmiana tematu. Czas szybko mija, twój wolontariat się kończy już w lipcu. I co dalej?

Nie wiem jeszcze. Na razie staram się wszystko uporządkować tak, by kolejna osoba po mnie miała także ułatwiony start i by chciała kontynuować rozpoczęte przeze mnie projekty. Studiuję projektowanie graficzne, tworzę swoje portfolio i myślę, jak wykorzystać swoje możliwości. Zdaję sobie sprawę, że zdobycie pracy w moim zawodzie będzie utrudnione. Musiałabym zdać egzaminy ze znajomości języka polskiego, a one nie dość , że są trudne, to i oblegane.

Ale zostajesz w Polsce?

No właśnie, nie powiedziane. Dużo rozmawiam ze swoim chłopakiem, oboje tęsknimy za Ukrainą i może się zdarzyć, że tam po prostu wrócimy, albo będziemy podróżować między dwoma krajami. Czas pokaże.

No dobrze, to po pół roku mieszkania tutaj jak widzisz Polaków?

Z takich śmiesznych rzeczy, to miałam zderzenie z rzeczywistością. Wydawało mi się, że już znam polski, czytam książki po polsku… i idę do cukierni, proszę ładnie o drożdżówkę, a pani do mnie krótko: „co???”. Mam silny akcent ukraiński i jak ktoś zwraca na to uwagę, to mnie po prostu nie rozumie. Inna sytuacja związana jest z Bożym Narodzeniem. My Wigilię obchodzimy 6 stycznia. Przyjechałam więc do Krakowa 5 stycznia przed północą, planuję na rano zakupy, by zrobić ukraińskie potrawy, a mój chłopak w śmiech, że wszystko będzie zamknięte. Nie poddałam się i w dwóch „Żabkach” kupiłam wszystko, co potrzebne. Często używam jeszcze „języka migowego”, gdy brakuje mi słów. Jednak miłe jest, gdy ktoś zapytany mi odpowie, a potem rozmawia dalej ze mną na różne tematy i ta bariera językowa opada.

A Polska jako kraj?

Zaskoczył mnie system zdrowotny. Nasz jest o wiele tańszy, niby są składki , ale ich nie ma. U nas stosujemy samoleczenie, można prawie wszystko kupić w aptece, nie tak jak u was. Nie rozumiem, dlaczego nie możesz sobie sama kupić penicyliny, ale ketonal już tak. Szokują mnie kolejki do lekarzy, płatność za wizyty. Ja mam w ramach wolontariatu ubezpieczenie, na szczęście. Jeżeli chodzi o przyczyny migracji zarobkowej Ukraińców, to wszystko proste: polska pensja minimalna to 3000 zł czyli 21.000 hrywien. Ukraińska oficjalna minimalna pensja - 5.000 hrywien. Od dobrego życia nikt by nie wyjeżdżał - i tyle na temat.

Czy uważasz, że twój przyjazd do Polski miał sens?

Chciałam wykorzystać ten rok, by zrobić reset, udoskonalić się zawodowo i zdobyć zawód w nowej dziedzinie. Jestem w połowie drogi, ale już wiem, że to był dobry pomysł.

Dziękuję za rozmowe i życzę powodzenia.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy