Nowatorskie leczenie w Izraelu już nie wchodzi w grę. Jednak walka z chorobą w Polsce też jest kosztowna
W ostatnim czasie wiele się zmienilo w życiu 44-letniego Tomka Smektały - przede wszystkim, tak jak już wspominaliśmy nie jest już poddawany bardzo kosztownym zabiegom (jeden przelot plus samo leczenie kosztowało 100 tysięcy złotych) PIPAC – dootrzewnej chemioterapii wykonywanej laparoskopowo w Izarelu. Nie jest to bynajmniej spowodowane tym, że leczenie się zakończyło i Tomek jest zdrowy, ale sytuacją geopolityczną na Bliskim Wschodzie, która uniemożliwiła leczenie w Klinice Assuta w Tel Awiwie.
- Oprócz choroby czekał tam na Tomka dodatkowy ogromny stres – wojna, naloty, konieczność uciekania do schronów, spadające odłamki nieprzechwycone przez „Żelazną Kopułę”, odwołane loty i ciągła niepewność jutra… To wszystko dodatkowo obciążało psychicznie i fizycznie wyczerpany organizm. Obecnie Tomek leczy się w Polsce - jest to immunoterapia, która niestety nie jest refundowana przez NFZ, ponieważ ze względu na brak guza nie kwalifikuje się do programu leczeniowego - tłumaczy Justyna Smektała, żona ciężko chorego 44-latka.
Cały czas pieniądze ze zbiórki internetowej na portalu siepomaga.pl oraz licytacji internetowych na Facebooku (WIĘCEJ NA TEN TEMAT CZYTAJ PONIŻEJ) przeznaczane są również na kosztowną rehabilitację.
Próbują wszystkiego, byle tylko powstrzymać rozwój choroby
- Chemioterapia uszkodziła nerwy obwodowe, pojawiła się neuropatia, w pewnym momencie Tomek miał nawet problem z chodzeniem - dodaje małżonka.
Ogromne pieniądze Tomek Smektała zostawia także w aptekach – leki nie są refundowane, a kwoty sięgają niekiedy kilku tysięcy złotych miesięcznie. Do tego dochodzi kosztowna suplementacja, która wzmacnia jego wymęczony organizm.
W grudniu ubiegłego roku pochodzący z Kuczyny mieszkaniec Kłody pojechał do Niemiec na leczenie komórkami dendrytycznymi - terapia ta wykorzystuje komórki pacjenta do stymulowania odpowiedzi immunologicznej i atakowania komórek nowotworowych.
- Na razie nie zapeszamy, ale w planach mamy również dodatkowe leczenie w Szwajcarii oraz prawdopodobnie kolejną wizytę w Niemczech. To kolejne koszty, ale Tomek się nie poddaje - walczy - mówi z nadzieją w głosie J. Smektała.
Rak ciężko doświadcza też jego rodzinę
Od dwóch i pół roku życie Tomka Smektały toczy się praktycznie na walizkach. Ciągłe podróże, tysiące kilometrów w biegu między szpitalami i klinikami, między krajami. Brak czasu na spędzenie najpiękniejszych lat z córką, na jej uśmiechy, na wspólne chwile, które każdy rodzic powinien przeżywać…Strach, niepewność jutra, zmęczenie przenikające każdą myśl i każdy krok. Każdy dzień to walka o to, by po prostu żyć i nie poddać się cierpieniu.
- Najczęściej słyszymy pytanie: „Skąd bierzecie namiary, gdzie jechać, lecieć? Kto Was kieruje?” Izrael, Szczecin, Niemcy, być może Szwajcaria… Zawsze odpowiadamy: Jak umiesz liczyć — licz na siebie. Nikt nas nigdzie nie pokierował. Nikt nie pomógł. Wszystkiego szukamy sami. „Skąd bierzecie siły?” Odpowiadamy: Tam na górze ktoś nad nami czuwa. Od samego początku to czuliśmy, bo ta walka trwa już trzeci rok. I nie zamierzamy się poddać - mówi Tomek i jego bliscy.
Tomek z całego serca dziękuje za dotychczasową pomoc, wsparcie, dobre słowa i każdą okazaną życzliwość.
Jak pomóc Tomkowi?
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.