Reklama

"Jak będziemy tylko i wyłącznie jeździli na Warszawę to ludzie tutaj nie będą widzieli tej naszej walki"

Opublikowano: śr, 23 lut 2022 12:30
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Rolnictwo Dokładnie dwa tygodnie temu około 70 rolników wyjechało protestować na drogi powiatu gostyńskiego, aby uczestniczyć w ogólnopolskim strajku pod szyldem AGROunii i hasłem „STOP Drożyźnie”. Dzisiaj grupa ponad 100 producentów trzody chlewnej, warzyw i owoców oraz hodowców bydła z ziemi gostyńskiej udała się do Warszawy, aby kontynuować swój sprzeciw wobec obecnej polityki rządu, która ich zdaniem doprowadzi do "upadku polskiego rolnictwa".

Przy okazji protestu, publikujemy zamieszczoną w "Życiu Gostynia" rozmowę z Pawłem Sędłakiem z Bodzewa, który uczestniczył w protestach 9 lutego . Wsiedliśmy razem z nim do ciągnika, którym przyjechał uczestniczyć w ogólnopolskim strajku. Mimo młodego wieku okazał się fantastycznym źródłem informacji na temat bolączek polskiego rolnictwa. 

„Nikt nie myśli, że dla wielu z nas, ten traktor to taki drugi dom”

- Sprzedałem świnie po 3,80 zł za kilogram. Z czego dzisiaj, żeby produkcja się opłacała musiałyby kosztować 5 - 6 złotych. Mówimy o wyjściu „na zero”, a gdzie, żeby żyć, inwestować i na inne rzeczy wystarczyło. Rolnicy, którzy tutaj jadą tymi nowymi ciągnikami mają w większości zobowiązania. I to na długi lata i bardzo duże zobowiązania - słyszę zamykając drzwi bardzo popularnego wśród rolników ciągnika John Deer (charakterystycznych zielonych traktorów wyjechało w środę chyba najwięcej na nasze drogi).

Pan Paweł i jego rodzice - wszyscy wspólnie prowadzą gospodarstwo - również „uzbroili” się w amerykańską maszynę. 

- Często słychać, że wszyscy pokupiliśmy sobie zagraniczne traktory. Jakbyśmy mogli, to pewnie wolelibyśmy polskie, ale niech ludzie powiedzą: gdzie jest nasz Ursus? Jak w podobnej cenie dostanie się John Deera czy Fendta, może Fendta nie, ale New Hollanda, to co człowiek wybierze? Dzisiaj ludzie też jeżdżą mercedesami, jest wolny rynek. Kto dzisiaj, nie chce jechać w komforcie? Nikt nie będzie robił wiecznie „30-tką” [Ursus C-330 - przy. red]. A nikt nie myśli, że dla wielu z nas, ten traktor to taki drugi dom. Jak przyjdzie sezon, to one kręcą motogodzin, a motogodzin. Tutaj jedzie kolega, który ma trójkę dzieci i mówi, „że one go praktycznie nie widzą”. Aby przez okno na traktorze albo jak przyjdzie na obiad. I też nie zawsze, bo ile razy jest tak, że żona mu jedzenie przywozi na pole - opowiada 22-letni rolnik z Bodzewa. 

Paweł Sędłak w swoim ciągniku na proteście: Będzie miał 10 lat i ma 8000 motogodzin nakręcone. Swoje robi, musi swoje zrobić. Nikt nie będzie robił wiecznie „30-tką”

Ludzie z miasta

Wyjeżdżamy z miejsca zbiórki na ulicę Wrocławską. W CB-radiu odzywa się jakiś zdenerwowany kierowca TIR-a. „Niech sobie jadą do Warszawy protestować, a nie tutaj”. „A ty kolego, jak jeździsz z towarem to tylko po Warszawie?” - nie pozostaje mu dłużny pan Paweł. Nikt nie będzie mu „w kaszę dmuchał”. Zaraz jednak rodzi się na jego twarzy uśmiech, gdy dostrzega idącą ulicą kobietę, która w geście poparcia dla protestu podnosi kciuk do góry.

- Widzę coraz większe poparcie od ludzi z miasta. Wszyscy musimy się zrozumieć, przecież nie jedziemy tak wolno, żeby nie wiadomo, jak bardzo utrudniać ruch. Każdy się gdzieś śpieszy, ale niestety nie ma innej drogi wyjścia. Bo gdzie my mamy wyjechać strajkować? Tylko i wyłącznie na drogi. Owszem, możemy jechać na Warszawę, jeździmy na Warszawę, można powiedzieć jesteśmy tam co roku, i to może kilka razy. Tylko, że to jest dość duży problem logistyczny, bo z naszego rejonu te traktory muszą jechać na ciężarówkach. Jak ostatnio byliśmy to policja nie wpuściła nas do samego środka, ale dosyć daleko wjechaliśmy. Chłopaki wyrzucili kapustę na ulicę. Ale jak będziemy tylko i wyłącznie jeździli na Warszawę to ludzie tutaj nie będą widzieli tej naszej walki. Ile jest takich osób, które nie interesują się rolnictwem, nie jest mu to do życia potrzebne, to co będzie śledził? A jak utrudnimy trochę ruch na Gostyniu i ogólnie w całym kraju to tam „do góry”, w rządzie to odczują, że rolnicy wyjechali - mniema nasz rozmówca.

Rolnicy skupienie w AGROunia Gostyń-Rawicz uczestniczą w proteście, który rozpoczął się dziś o godzinie 10.00 - fot. AGROunia Gostyń-Rawicz

Strajkują od pokoleń

Po tym wstępie widać, że taki strajk to dla pana Pawła nie pierwszyzna.

- U mnie jeszcze rodzice prowadzą gospodarstwo, ja im pomagam. Będzie z dobrych 8 lat, żeby ojciec poszedł na emeryturę, aktualnie mnie zastępuje. Jakby miał czasu, też by tu pewnie przyjechał. Jak ojciec jeździł na strajki, to świętej pamięci dziadek go zastępował. My jeszcze jesteśmy w dobrej sytuacji. Są tutaj rolnicy, gdzie jest tylko on i rodzice, starsi ludzie. No więc do Gostynia jeszcze da radę się wygospodarzyć, ale z wyjazdem na Warszawę już nie, bo i rano i wieczorem w domu musi być. Czy tego chce, czy nie - jest robota, ktoś musi go zastąpić. My zawsze staramy się tak wygospodarować z czasem, żeby być. 

- I co? Daje coś takie „jeżdżenie po Gostyniu”? - pytam.

- Swoje sukcesy mamy. Jeździliśmy po Gostyniu za „Piątki Kaczyńskiego” no i ją odłożyli. Jak sobie ktoś chce to może zobaczyć na profilu AGROunia Gostyń Środa i też ogólnym AGROunii, mamy kanał na YouTube, można obejrzeć wszystkie działania. Codziennie się coś dzieje, codziennie nowe postulaty. Na razie nie bardzo skutek przynoszą, bo nasi rządzący twierdzą, że oni wszystko robią dobrze, w ogóle nie chcą z nami za bardzo rozmawiać. Ale jak nie wyjdziemy na drogi, to nikt nie usłyszy tego, co mamy do powiedzenia. Jak rozmawiamy na strajkach z kolegami z innych stron Polski, to opowiadają, że u nich tyle osób znalazło się w tak trudnej sytuacji, mieli tak duże zobowiązania, że już nie dali rady i popełnili samobójstwo.

Na takie słowa nie ma chyba dobrej odpowiedzi, więcej lepiej się nie odzywać. Po chwili milczenia zmieniam temat. 

- A pan, panie Pawle, co hoduje? Duże ma pan gospodarstwo?

- Mam bydło mleczne, opasy i tuczniki oraz maciory. Miałem 35 macior w cyklu zamkniętym i oczywiście produkcję od nich, a dzisiaj mam dwanaście. I myślę nad dalszym zmniejszaniem, bo nie jestem w stanie dalej dokładać. Już jestem do tyły dobre dwa lata, dwa lata. Ile mogę? Bydła mlecznego jest 10 krów dojnych, opasów - około 50 sztuk. 

- Da się z tego wyżyć? - zastanawiam się.

- Dzisiaj mleko jest w takiej cenie, że szłoby, ale znowu koszty produkcji tak podrożały, że faktycznie wychodzi się na nim tak, jak się wychodziło. Soja, śruta rzepakowa - żeby je kupić to muszę z czegoś dołożyć. A z czego? Czemu w sklepie ludzie mają płacić 30 zł za kilogram mięsa, skoro ja dostaję 3,80 zł? Niech każdy zarobi równo. Ja jestem do tyłu, ale rzeźnia nigdy nie będzie do tyłu. Przewoźnik też nigdy nie będzie. Jak mi się dalej nie będzie opłacać, to będę musiał wszystko zlikwidować i szukać, gdzieś pracy, bo z czegoś trzeba żyć.

- Myśli pan nad tym poważnie?

- Chodziłem do technikum rolniczego w Grabonogu, było nas wtedy rolników chyba ze szesnastu. Dzisiaj w proteście jedzie jeden kolega z nami, i drugi od Kościana - w sumie trzy osoby. A reszta, która ma powiązania z rolnictwem i mieli być rolnikami, wszyscy pracują na etatach. Ogólnie dużo osób, które tutaj widać pracuje zawodowo. Typowych rolników będzie ubywać, jeżeli tak to dalej będzie wyglądało. Zostaną tylko ci, którzy mają dużo ziemi, dużą produkcję i nie mogą sobie pozwolić na dodatkowe zajęcie. Przede wszystkim jednak w Polsce jest tak, że są gospodarstwa pokoleniowe i to jest problem. Bo wiele pokoleń na to pracowało, a teraz co - jedno ma to wszystko zniszczyć?

Dużo ludzi mówi: „W sklepie jest tak drogo, to wy pewnie też swoje dostajecie”. A ja zawsze na to: „W „Życiu Gostyniu” na końcu gazety z boku jest taki zielony listek, tabelka, tam jest napisane, ile rolnik dostaje za kilogram mięsa. I właśnie, jak się idzie do sklepu i sobie myśli: „O, te bambry to mają dobrze”, to wtedy warto tę gazetę otworzyć i się dowiedzieć. Oczy się wtedy otworzą

- Smutna perspektywa. Każdemu rolnikowi z krwi i kości pewnie na samą myśl serce się kraje. 

- A jakże. Jest przecież masa gospodarstwa na sprzedaż, u mnie w wiosce też, i nikt się nie interesuje, żeby całe kupić z budynkami. Można przyjść, jeśli ktoś jest chętny, żeby zostać rolnikiem, kupić „gotowe” gospodarstwo. Na ziemię chętni byliby rolnicy. Ale z budynkami jest taki problem, że jak zostaną to płaci się masakrycznie wysoki podatki.

Przecież KRUS jest niski, a dopłaty wysokie

Mniej więcej na przy wyjeździe z Gostynia na Leszno pan Paweł opowiada historię, która staje się zaczątkiem dyskusji na temat m.in. rolniczego ubezpieczenia i dopłat do rolnictwa.

- Mam rodzinę w Poznaniu, kiedyś przyjechali do nas i mówią, że my nie płacimy podatku. W ogóle, od niczego. To ojciec wyjął papiery i udowodnił, ile kosztują budynki, to byli zdziwieni. A my nie mamy jakiegoś dużego gospodarstwa, żeby nie wiadomo, jakie opłaty ponosić. Ale im więcej masz, tym więcej płacisz. Tak samo mówi się, że rolnicy mają na wszystko dopłaty, bo dopłacają do paliwa do nawozu. Tylko, że dzisiaj robi się tak, że dużo puszcza się w eter, w internecie pisze się, że będzie jakaś dopłata. I ludzie z miasta myślą: „znowu coś dostali”. Aby, żeby poszczuć, bo to najlepiej wychodzi naszym rządzącym - skłócanie wsi z miastem. A jak najłatwiej to zrobić - pieniędzmi. Ogłosi się, że tak jest, a prawda jest zupełnie inna. I tak dopłaty do nawozu nie ma, bo to był tylko postulat, ale nikt się na to nie zgodził. Zresztą nawet, gdyby dopłacili te 1000 zł, to jak dzisiaj tona nawozu kosztuje 3500 zł, gdzie rok temu było 900 zł, to i tak jesteś do tyłu i tak. 

- To ile w końcu musiałby kosztować ten nawóz, żeby się opłacało produkować? Rozmawiałem z jednym z rolników, który mówił, że ma fakturę z 2004 roku, gdzie świnie kosztowały 5,90 zł. 

- Mogły, ale to były inne czasy. Obecnie, przy tej cenie to zboże musiałoby kosztować z 2000 - 2500 zł na kontraktacji, żeby wyjść na tym jeszcze w miarę. Dobra byłaby taka cena zboża jak jest teraz [1300 - 1400 zł za tonę - przyp. red], przy starej cenie nawozu. Z drugiej strony środki ochrony roślin podrożały, no i oczywiście paliwo.

- Dobrze, to wróćmy jeszcze na chwilę do opłat...

- Niby wszyscy mówią, że KRUS jest tani. Owszem, ale byłbym ciekaw, jak jestem chory i mam grypę, gdzie powinienem mieć zwolnienie a nie chodzić do pracy, czy ktoś wziąłby L4 wiedząc, że jego dzienny zysk będzie wynosił 10 złotych. Bo ja tyle bym dostał. No nie wiem, czy jest ktoś chętny, żeby przyszedł za mnie pracować przez cały dzień za 10 zł. Chyba raczej nie bardzo.

- OK, a dopłaty bezpośrednie?

- Gdyby nie one, to pewnie połowy z tych ciągników by na tym strajku nie było. Niech sobie każdy policzy, jakie bez nich byłby ceny w sklepach, żeby z tej naszej roboty był jakikolwiek zysk. O tym nikt nie myśli. Proszę spojrzeć: niemieccy rolnicy mają nawet zrobioną dopłatę do tucznika sprzedanego na Polskę. A my? My nie musimy mieć dopłaty, tylko chcemy normalnie, godnie żyć i sprzedawać tak, jak powinno być.

- Co to znaczy, „tak jak powinno być”?

- Rzeźnie, transport zyskują, tracimy my i przysłowiowy Kowalski. Jak my mamy tanio, to on też powinien mieć tanio w sklepie. Też jest taka sprawa, że nas się cały czas nas kontroluje, przede wszystkim weterynaria, sprawdza jakość. Ale czemu nie skontrolują tego, co jedzie z zagranicy, tam naprawdę jedzie taki chłam. Ile razy było tak, że Michał Kołodziejczak z resztą chłopaków z AGROunii byli w Biedronce i udowadniali, że ziemniaki i inne warzywa są z zagranicy przywiezione, a podpisuje się, że są polskie. Czemu oni kłamią? Niech napiszą, że to jest obce, a to nasze, wtedy ludzie na pewno wybiorą polskie. 

Widział pan ten baner, słowa świętej pamięci Andrzeja Leppera. W sumie jest w tym dużo prawdy - komentuje rolnik z Bodzewa

Wszystko kręci się wokół rolnictwa

Pan Paweł komentuje każdy przejeżdżający samochód, czy to osobowy czy ciężarowy pod względem jego „związków” z rolnictwem. I tak zauważa białego hyundai’a należący do „firmy z Rawicza, handluje nawozami i maszynami rolniczymi”. 

- Pracuje tam pewnie ileś osób i wszyscy chcą zarobić. Trochę tych ludzi żyje z rolnika, a jak się człowiek tak trochę zagłębi w temat to nawet wszystko jest powiązane, i kółko się zamyka. Nawet pan...

- Ja? 

- No tak. Pracuje pan w „Wieściach Rolniczych” czy w „Życiu Gostynia” i każdy z rolników czyta i chce poczytać tę gazetę.

- Faktycznie....

- No właśnie. A ile rolnictwa jest w transporcie? Ci kierowcy, co tak narzekają, że blokujemy drogi. Kiedyś mieliśmy taką sytuację na krajowej „dwunastce”, na krzyżówce na Koszkowo, że jeden pan ciężarówką zajechał nam drogę. Wyszliśmy do niego, a on mówi: „Jak strajkujemy to wszyscy. On sobie stanie w poprzek drogi i my też nie pojedziemy”. Tylko, że nie pomyślał trochę chłop i my do niego proste pytanie: „Co wieziesz na pace? Widzisz, co masz?”. „No widzę, widzę”. „To, co blokujesz drogę”? „Bo wszyscy blokują, to on też blokuje”. „Ale patrz, wozisz cały czas to, co masz ze sobą?” „Wozi, ale co to za znaczenie?”. „A wiesz, do czego służy ta maszyna, co stoi na lawecie? To jest śrutownik do kukurydzy”. Mówię: „Komu będzie potrzebny ten śrutownik, pod supermarketem będzie stał? Nie, wieziesz go do rolników”. Tak się zamyślił: „Faktycznie, wy mi „trochę” zapewniacie robotę”. Postał jeszcze chwilę i mówi: „Wiecie panowie, trochę głupio postąpiłem, zbyt pochopnie”. I odjechał.

- Fajna historia. A coś bezpośrednio ze strajków pan pamięta? Tak, jak z tą kapustą w Warszawie?

- Raz podszedł do nas policjant, zaczął spisywać i mówi: „Wiecie co panowie, ja też mam gospodarstwo, tylko pracuję jako policjant”. Odpowiadamy: „No to powinieneś z nami tutaj stać”. „Mam za małe gospodarstwo, sami wiecie, jaka jest koniunktura. Jak ja z wami stanę, to mój szef za chwilę przyjdzie, wręczy mi karteczkę i powie: „Dobra chłopie, ty już nie jesteś tutaj potrzebny”. „Jestem z wami, popieram, ale jest takim problem, że dzisiaj jestem w mundurze i muszę wykonywać obowiązki, które do munduru należą”.

Kobiety działające

Dojeżdżamy do Hersztupowa, i tutaj kończy się nasza pasjonująca podróż z panem Pawłem. Na koniec zostaje tylko jedno pytanie:

- A kobiety? Widać je na strajkach?

- Widać, widać, mamy nawet kobiety działające. Jak byliśmy w Środzie Wielkopolskiej na strajku, pomagaliśmy chłopakom, to było dużo dziewczyn. 

- W ciągnikach? 

- Też widać, i to coraz więcej. Dzisiaj w sumie takie czasy mamy, że jest „wymóg”, żeby kobiety pomagały. Większość robią nadal mężczyźni, ale jest coraz więcej kobiet. Znam nawet taką dziewczynę, co jeździ u kuzynki prasą, orze, wszystko robi.

- Na strajkach jakąś pan spotkał? Bezpośrednio protestującą?

 - Jechała z nami koleżanka, ma zaliczenie na studiach i dlatego nie jedzie, ale tak na pewno by z nami tutaj była. 

Wszyscy w mieście mówią, że rolnicy wyjechali na drogi nowymi ciągnikami. Jedzie przed nami Ursus, też chłop robi, gospodarzy i stara się, chce się rozwijać, ale państwo go stopuje. Nawet dzieci na strajk bierze - zwraca uwagę podczas protestu bodzewski rolnik

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy