Z amfiteatru udali się na polanę
Hubertus w Drzewcach będący bezpośrednim "spadkobiercą" tradycji imprez organizowanych na terenie Zamku Wielkopolskiego w Rokosowie od kilku lat gromadzi jeźdźców oraz sympatyków jeździectwa.
Organizatorzy i pomysłodawcy wydarzenia nie kryją dumy z faktu, że tradycja ta jest przekazywana z pokolenia na pokolenie.
- Cieszymy się, że są nadal młodzi ludzie i ich rodzice, którzy kultywują tę tradycję jeździectwa i tworzą historię - podkreśla Leszek Hądzlik, jeden z pomysłodawców i organizatorów hubertusów w powiecie gostyńskim.
Choć główna część drzewieckiego hubertusa odbyła się zwyczajowo na polanie, to samą imprezą rozpoczęto, również zgodnie z tradycją na terenie miejscowego amfiteatru. Następnie konno i zaprzęgami uczestnicy udali się leśnymi zagajnikami na miejsc rozgrywania gonitw i wyścigów.
DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁ POD ZDJĘCIEM - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ FOTOREPORTAŻ
Ojciec i syn w siodle czuwali na nad jeźdźcami
Oprócz sędziów w osobach doświadczonych Marka Żuławskiego oraz Krzysztofa Rembowskiego, kluczową rolę w czuwaniu nad porządkiem i bezpieczeństwem przebiegu wydarzenia pełnili już w siodłach master oraz kontramaster.
W tym roku obok przewodzącemu od lat gonitwom i wyscigom Karolowi Stróżyńskiemu, prezesowi koła powiatowego Związku Hodowców Koni Wielkopolskich w Gostyniu, jako kontramaster towarzyszył jego syn, Ksawery.
- Jako twój poprzednik, cieszę się, że zwracasz uwagę na bezpieczeństwo i tak trzeba. Dziękuję też twojemu synowi. Master i kontrmaster to są dwie bardzo ważne i istotne funkcje – jeden rozpoczyna i prowadzi, drugi zamyka cały bieg, żeby nikomu się nic nie stało i w razie czego służy pomocą - podsumował Leszek Hądzlik.
"To jest gonitwa płaska"
O tym, jaki nacisk na bezpieczeństwo kładą organizatorzy i na co może pozwolić sobie master zaprezentował właśnie Karol Stróżyński w stanowczych słowach przypomniał o priorytetach, jakimi są zdrowie i życie zarówno jeźdźców, jak i koni.
- Od wielu lat walczymy o tę imprezę i o to, żebyśmy bezpiecznie, cudownie się razem bawili. Płaski wyścig to jest płaski wyścig. Jak ja proszę jeźdźców, że jedziemy w kaskach, to nie ma od tego odstępstwa i żadnej dyskusji. My jesteśmy organizatorami, dbamy o wszystkich: i o bezpieczeństwo koni, i ludzi. Wolę, żeby to było wypowiedziane, a nie żebyśmy się za jakiś czas martwili, że znowu kogoś zabiera karetka. Bardzo proszę, żeby to był ostatni raz, bo to niestety psuje nam atmosferę - apelował Karol Stróżyński.
Debiut na medal: 12-letnia Blanka i koń Diego
Obok doświadczonych zawodników ogromne wrażenie wywarli najmłodsi adepci jeździectwa wśród nich 12-letnia Blanka Stankiewicz z Gostynia, która wygrała wyścig płaski na dystansie 500 jardów dla jeźdźców do 16. roku życia, startując na koniu Diego.
Dla młodej amazonki był to absolutny debiut w tego typu rywalizacji.
- Jestem zachwycona. Nigdy w takich rzeczach nie brałam udziału. Jestem też bardzo zadowolona z Diego, że tak dobrze się spisał - mówiła z radością Blanka Stankiewicz po przekroczeniu linii mety.
Mimo młodego wieku Blanka spędziła w siodle już połowę swojego życia.
- Jeżdżę od sześciu lat. Diego to jest taki stajenny koń, na którym najczęściej jeżdżę, więc staram się właśnie z nim rozwijać w tym sporcie - dodała zwyciężczyni wyścigu.
Wyniki gonitw i wyścigów Hubertus Drzewce 2026
Gonitwa za lisem
Zdobywaca trofeum: Robert Wojciechowski
Wyścig płaski na dystansie 500 jardów (do 16. roku życia)
- miejsce: Blanka Stankiewicz
- miejsce: Kajla Stankiewicz
- miejsce: Ada Sławińska
- miejsca: Maria Giezek
Wyścig płaski na dystansie 500 jardów powyżej 16. roku życia im. Jacka Kozaka
- miejsce: Sebastian Wichner
- miejsce: Oliwia Banaszak
- miejsce: Piotr Wileński
KLIKNIJ GRAFIKĘ, żeby PRZECZYTAĆ ARTYKUŁ
Komentarze (0)