Reklama

Jeszcze stanę na nogi – mówi 16-letnia Zuzanna Kryś z Pogorzeli

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: Agnieszka Andrzejewska

Jeszcze stanę na nogi – mówi 16-letnia Zuzanna Kryś z Pogorzeli - Zdjęcie główne

Zuzanna Kryś wraz z mamą Sylwią | foto Agnieszka Andrzejewska

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kobieta i dziecko O 16- latce Zuzannie Kryś z Pogorzeli, która od zeszłego lata walczy ze złośliwym nowotworem kości strzałkowej (osteosarkomą) pisaliśmy nie raz. W nierównej walce straciła kawałek chorej nogi, ale nie zamierza tracić niczego więcej, ani zdrowia, ani życia ani marzeń. Zapewnia, że za chwilę wróci do normalności.

W zeszłym tygodniu, 9 marca udało się nam nareszcie spotkać z nastolatką z Pogorzeli, o której pisaliśmy chociażby TUTAJ . Jej walka z nowotworem spowodowała tyle pozytywnego zamieszania w Pogorzeli i okolicach, aktywizując rodzinę, przyjaciół i totalnie obce osoby do organizowania wszelkich form pomocy, zbiórek, meczy charytatywnych czy licytacji. Cel jest jeden, pomóc Zuzie stanąć na nogi.

Na pierwszy rzut oka, drobniutka nastolatka o pięknych oczach, klasycznych rysach twarzy. Jednak jest coś w jej spojrzeniu, co mimowolnie budzi respekt. Siedzi wygodnie na sofie, z kikutem lewej nogi odważnie przystrojonym w kolorową skarpetkę. To raczej jej mama, siedząca obok Sylwia Krys jest na początku onieśmielona. Rozmowa na poważny temat nowotworu przerywana jest co chwilę śmiechem. Obie są pozytywnie nastawione do życia, wynajdują anegdotki, dopowiadają różne historie, które jednak zostaną między nami.  Zuza jest chora, ale planuje wyzdrowieć.

Czy spotkała się z tekstem „Ja bym nie dała rady?”

- Córka nie, ale ja sama, przyznaję, jeśli bym usłyszała o kimś innym, to taka byłaby moja pierwsza myśl - mówi Sylwia Kryś, mama nastolatki.  - Jednak jeżeli to spotyka ciebie, twoje dziecko - to po prostu robi się wszystko. Wcześniej była praca, zamówienia, zobowiązania w małym miasteczku. Teraz mam tylko jeden cel: wygrać z rakiem Zuzy. I czy to będzie w Warszawie czy na księżycu, pojadę, dam radę, obie damy radę.

Zuzanna dodaje: 

- Kuzynka mamy powiedziała mi, że są z niej dumni, że mama dała radę w Warszawie, że sama jedzie do stolicy, jeździ tam, wszystko załatwia. Ja też jestem pod wrażeniem. 

Onkologia a koronawirus

Jedynym, co może je zatrzymać w terminarzu kwalifikacji do chemii w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie  jest Covid- 19.  Wystarczy, że dziecko czy rodzic ma pozytywny test i wszystko się przedłuża.  Im również się to prztrafiło, Sylwia miała pozytywny wynik testu, więc Zuzę przesunięto w grafiku. Wróciły do domu, „zdrowa” dziewczyna z nowotworem i „chora” mama z koronawirusem. Same podkreślają, że w szpitalu była taka odwrócona piramida. Najpierw chorowali rodzice, pielęgniarki, a potem lekarze. Dzieci? Na samym końcu i to nieliczne. Jak na onkologicznych pacjentów z osłabioną odpornością…  plasuje się to w kategorii cudu?

Oczywiście, w rzeczywistości szpitalnej nadal obowiązują standardy sprzed 20 lat. W wąskiej sali – przeznaczonej dla jednego dziecka – upchane są 2 łóżka i sprzęt medyczny - wyprawa do toalety to tor przeszkód, a przy całonocnej „chemii” takie spacery są co 2 godziny. Podczas dwutygodniowego pobytu rodzic śpi na podłodze. O6 rano sprzątaczki z właściwym sobie wdziękiem opróżniają kosze na śmieci, o odpoczynku i regeneracji nie mam mowy.

– Wczoraj wróciłyśmy i nareszcie mogłam się wyspać na swoim wygodnym łóżku, w ciszy i spokoju – wzdycha Zuzanna. 

Za chwilę urodziny i wakacje

Zuza jest zwyczajną nastolatką, inteligentną, poukładaną, mającą swoje zainteresowania i plany.

- Najbardziej lubię jazdę na rolkach… - odpowiada bez wahania.-  Jak teraz musiałam z tego zrezygnować, to zaczęłam rysować. Szkicuję projekty z komputera i nawet mi to wychodzi.

Przyznaje odważnie, że czytać nienawidzi, ale może pewnym wytłumaczeniem jest to, że ma dysleksję. Lubi też słuchać muzyki, każdej poza disco polo. I spotykać się z przyjaciółmi, wychodzić, cieszyć życiem.

- Teraz jestem odizolowana od rówieśników, ale mam nadzieję, że pamiętają o mnie. Jestem ciągle tą samą Zuzą, niepokorną, zwariowaną dziewczyną. Straciłam kawałek nogi ale nie charakter -.

Wie, że wielu znajomych nie ma pojęcia, jak się zachować wobec jej choroby i okaleczenia młodego ciała. Ma dla nich złota radę:

- Traktujcie mnie tak samo jak wcześniej. Po prostu -.

Jak na nastolatkę, to bardzo dojrzała i emocjonalnie wyważona osoba. Wie, że na pewne rzeczy nie ma wpływu, ale nie zamierza się poddawać na wszystkich frontach. Pod koniec maja Zuza obchodzi 17- ste urodziny.

– Mam nadzieję, że do tego czasu skończę leczenie, wrócę do swojego życia, stanę znowu na nogi – planuje.

Latem wybiera się z rodziną w Bieszczady, gdzie chcą wziąć udział w koncercie „Starego Dobrego Małżeństwa”. Poza tym ma do nadrobienia wyjścia z przyjaciółmi, imprezy i spacery. Straciła rok z życia, a za chwilę wakacje. Nie zamierza ich zmarnować. 

Czy to już koniec leczenia?

Na tę chwilę stan Zuzanny Kryś jest stabilny.  Z wyglądu krucha dziewczynka, duszę ma walecznego lwa. Zadziwia lekarzy swoim optymizmem i wolą walki. Jako jedna z niewielu pacjentek przyjmuje chemię właściwie bez skutków ubocznych.

– Wciąga jedną rurką, a wypuszcza drugą – śmieje się jej mama, Sylwia.

Kikut po amputowanej kończynie się zagoił, czas na intensywną rehabilitację i kolejny krok – dosłownie - ku protezie.

Jeszcze niedawno na lewej nodze powstał nieciekawy guz ropny, którego lekarze nie chcieli ruszać. Dziewczyna sama „pomogła” im podjąć decyzje o interwencji, niefortunnie przewracając się w szpitalu przy próbie samodzielnego siadania na krzesło.

– Upadłam na tę amputowaną nogę, ból był potworny – wspomina Zuza.

Takich gorszych chwil było kilka, ale po każdej podnosiła się silniejsza i jeszcze bardziej zdeterminowana.

– Pamiętam, że skrzyczałam ją nawet, ale – jak się okazało- przy upadku guz pękł, potrzebne było oczyszczenie rany, zatamowanie krwawienia, a tym samym usunięcie ogniska zapalnego – przyznaje jej mama.

Wyszło więc na dobre. Teraz jej lewa noga jest już naprawdę zdrowa i gotowa do protezowania.

Żeby jednak nie było za łatwo, jak ironicznie stwierdza rezolutna dziewczyna, czeka ją jeszcze operacja lewego płuca. Kilka lat temu przeszła ciężkie zapalenie płuc i teraz lekarze wykryli na nim kilka zmian. Dla własnego spokoju i wykluczenia jakichś przerzutów chcą zoperować Zuzę.

– No trudno, niech tną – kwituje z właściwą sobie pogodą ducha sympatyczna Zuza.

Nieoczekiwany zwrot akcji

Po pierwszym artykule o chorej na nowotwór Zuzannie do naszej redakcji zgłosił się młody mężczyzna z Poznania, nazwijmy go inżynier A. Oświadczył, że chciałby nawiązać kontakt z rodzicami chorej dziewczynki, bo prowadzi firmę medyczną zajmująca się m.in. innowacyjnymi protezami dla ludzi po amputacji. Zaoferował opiekę nad Waleczną Zuza i wyprodukowanie dla niej bezpłatnej protezy lewej nogi. Z pewną ostrożnością podeszliśmy do tematu, ale po wstępnej pozytywnej weryfikacji przekazaliśmy młodemu człowiekowi numer telefonu Sylwi Kryś. W zeszły piątek, 11 marca doszło do pierwszego spotkania lekarzy i pacjentki. i… I na tę chwilę nie możemy za dużo zdradzić. Doktor A uważa, że jeszcze za wcześnie na dłuższą rozmowę, chcą najpierw pomóc Zuzannie stanąć na obie nogi. Za to mama dziewczyny nie ukrywa ekscytacji: 

- Poznaliśmy całą ekipę, sprawdzili sprawność Zuzi stan kikuta, wszystko super. Miała mieć zrobimy skan kikuta, ale muszą jednak zamówić silikonową nakładkę, bo ich jest za mała. - Mamy wrócić jak tylko dostarczą im nową, około tygodnia będziemy czekać – dodaje. 

Jak już młodzi inżynierowie zrobią skan, to zaczną wytwarzać dla Zuzi dedykowany lej protezowy.

- Plany są takie, że jak wyjedziemy do Warszawy, to oni w tym czasie zrobia formę i jak wrócimy po miesiącu, to Zuza będzie już mieć przymiarkę protezy  - cieszy się S. Kryś. Dodaje z mocą: - Jak wszystko będzie pasować to przed naszą waleczną 16- latką nauka chodzenia.

Podkreśla też, że cała ekipa Poznaniu  jest niesamowita i cieszy się, że trafiły pod ich skrzydła. 

Inżynier nie kryje podziwu

Choć wcześniej odżegnywał się od rozmowy, po przeczytaniu artykułu inżynier A dodał od siebie:

- Kikut jest dobrze zagojony, nasz chirurg naczyniowy i fizjoterapeuta potwierdzają dobrze wykonaną robotę w stolicy.

To i umięśnienie drobnej dziewczyny na pewno ułatwi dostosowanie protezy. Podkreślił też, że podejście Zuzy do tematu jest wybitnie waleczne i dojrzałe, budzące duże nadzieje w planach dalszej rehabilitacji.  Charakter nastolatki i niespotykane wsparcie w rodzinnym domu są, jego zdaniem, gwarantem sukcesu.

Wszyscy trzymamy kciuki za waleczną Zuzę.

Jeśli chcecie pomóc Zuzannie w walce z nowotworem i rehabilitacji, odwiedźcie TĘ stornę facebookową.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy