- Młodzież z technikum ZSZ w Gostyniu w 1992 roku
- Mirosław Sobkowiak zapamiętał wydarzenia sprzed lat
- M. Sobkowiak: To był sygnał, że Jurek Owsiak ma jakiś wpływ na młodych ludzi
- Gitarowy koncert w ZSZ w Gostyniu
- Pierwsze datki dla wielkiej orkiestry. Liczyli pieniądze w gabinecie. Dyrektor też się dorzucił
- Jak wspomina tamtą akcję "młodzież"?
Młodzież z technikum ZSZ w Gostyniu w 1992 roku
Powinniśmy przenieść się do 1992 roku, na teren Zespołu Szkół Zawodowych w Gostyniu, a konkretnie zajrzeć do ówczesnej IV klasy technikum mechanicznego. Wychowawcą był polonista Mirosław Sobkowiak, który opiekował się też zespołem redakcyjnym tworzącym szkolne pismo "Schizol".
- Na pewno słyszeliście o akcji Jurka Owsiaka zbierania pieniędzy dla dzieci z wadami serca. Już wkrótce finał. To już ostatni dzwonek, żeby wspomóc ten cel. Pieniądze możecie wrzucać do naszej skrzynki, ale najlepiej przynoście je nam osobiście. Może skromna suma uratuje życie jakiemuś dziecku - czytamy w archiwalnym numerze "Schizola".
W zespole redakcyjnym pracowali między innymi: Robert Marcinkowski (aktualnie gostyński starosta), Sebastian Nowak (obecnie dyrektor CKiB w Piaskach) oraz ks. Jakub Przybylski (obecnie w klasztorze księży filipinów na Świętej Górze odpowiedzialny za kontakty z mediami).
Mirosław Sobkowiak zapamiętał wydarzenia sprzed lat
- Ci młodzi ludzie podejmowali różne aktywności. Organizowali między innymi, oczywiście za zgodą i przy współpracy dyrekcji szkoły, koncerty prezentujące różnego rodzaju muzykę. Rok przed pierwszym finałem [1992 rok] właśnie jeden z takich koncertów był organizowany - przypomina sobie Mirosław Sobkowiak, spoglądając w przeszłość.
Przeglądając archiwum "Schizola" znaleźliśmy informację o wydarzeniu - chodziło o koncert muzyki flamenco Witolda Łukaszewskiego z Kościana, który odbył się w szkolnej auli przy ul. Tuwima. Już wówczas młodzież z zainteresowaniem obserwowała poczynania Jurka Owsiaka i jego akcje nagłaśniane w radiowej Rozgłośni Harcerskiej (najstarsze niezależne radio). W 1992 roku Owsiak był już postacią nietuzinkową, uznawaną za radiowego prowokatora, ale też cenionego artystę - rzemieślnika, witrażystę "z górą kasy". Jednak jego droga do stworzenia największej akcji charytatywnej w kraju była kręta, pełna rock and rolla, absurdalnego humoru i zaskakujących zwrotów akcji. W Gostyniu jakoś łatwiej to poszło.
M. Sobkowiak: To był sygnał, że Jurek Owsiak ma jakiś wpływ na młodych ludzi
Kiedy 34 lata temu, w "zawodówce" trwały przygotowywania do koncertu wirtuoza gitary, Owsiak pod auspicjami Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników, rzucił w Jarocinie hasło „uwolnić słonia” i zorganizował happening, który zachęcał młodych ludzi w Polsce do walki o poprawę losu zwierząt zamkniętych w zoo, poprzez wysyłanie kartek pocztowych.
- Dyrektorzy ogrodów zoologicznych podali informację, że rzeczywiście zostali zasypani kartkami. To był sygnał, że Jurek Owsiak ma jakiś wpływ na młodych ludzi. Jeśli chodzi o komiczne Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników wszystkim chętnym, którzy chcieli się zapisać, wysyłał legitymację, którą również dostałem. Podczas rozmów z młodzieżą, słuchaliśmy muzyki z Rozgłośni Harcerskiej - to były rytmy dla młodych ludzi, głównie z obszaru punk-rockowego. Kiedy wyszło na to, że Owsiak akcje robi dla sławy, pojawiła się informacja, że utworzył Fundację Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i w jej ramach planował kupić karetkę pogotowia dla Centrum Zdrowia Dziecka - wspomina Mirosław Sobkowiak, obecnie dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Gostyniu.
Gitarowy koncert w ZSZ w Gostyniu
Młodzieży z „zawodówki” pomysł niesienia pomocy w sposób, jaki proponował Owsiak, bardzo się spodobał. Ogłoszenie o zbiórce dla Centrum Zdrowia Dziecka zbiegło się w czasie z koncertem „od flamenco do rocka”.
- Koncerty były odpowiedzią na potrzeby i zainteresowania młodych ludzi, a oprócz tego w swoich działaniach, jako opiekuna grupy młodych ludzi, zawsze starałem się wprowadzić dodatkowy element edukacyjny. Witek Łukaszewski z Kościana, grając na gitarze pokazywał różne możliwości instrumentu. Uczestnicząca w nim młodzież zobaczyła, że na jednej gitarze można zagrać każdy rodzaj muzyki. Zaczynało się od flamenco - łącznie z pokazem tanecznym. Pamiętam, że z Witkiem przyjechała tancerka flamenco. To był świetny koncert z prezentacją różnych brzmień - od muzyki klasycznej, przez flamenco, po punk-rockowe i rockowe brzmienia. Wszystko, co było możliwe Witek zagrał na gitarze. Z popisami, bo on potrafił tańczyć, podrzucić gitarę i złapać ją cały czas grając - opowiada Mirosław Sobkowiak.
Zaznacza, że organizowane w ZSZ, na początku lat 90., muzyczne wydarzenia cieszyły się dużym zainteresowaniem i na frekwencję nie można było narzekać, mimo że były biletowane występy.
- Pieniądze wykorzystywaliśmy na kupowanie papieru do wydruku kolejnych numerów "Schizola". Ale kiedy pojawił się pomysł Owsiaka ze zbiórką na zakup karetki, to stwierdziliśmy - nie pamiętam, kto rzucił hasło, żeby pieniądze z koncertu flamenco Witka podarować Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Co więcej, jak opowiedzieliśmy Witkowi, że cały dochód przeznaczamy na niesławną jeszcze wtedy fundację, to gitarzysta garść otrzymanej za koncert gaży, po wynagrodzeniu tancerki, wrzucił do puchy. Całą kwotę ze szkoły przesłaliśmy do fundacji. Tak, trochę nieoficjalnie i spontanicznie, bo nikt nie przewidywał, że fundacja Owsiaka się rozrośnie, zainaugurowaliśmy finały w Gostyniu. Zresztą sam Jurek mówił, jak się potem z nim spotykałem, że planował, że to będzie jednorazowa zbiórka, ale pozytywny odzew akcji sprawił, że Owsiak pociągnął to dalej - opowiada Mirosław Sobkowiak.
Pierwsze datki dla wielkiej orkiestry. Liczyli pieniądze w gabinecie. Dyrektor też się dorzucił
W samej szkole podczas akcji - co można przeczytać w archiwalnych wydrukach pisma "Schizol" - młodzi ludzie zebrali blisko 550 000 zł. Dziś to 55 PLN, jednak w 1992 roku kwota 550 000 zł była znacząca. Wówczas średnie wynagrodzenie wynosiło ok. 2 935 000 starych złotych (czyli 293,50 PLN). 550 tys. stanowiło zatem niespełna 1/5 średniej pensji.
- Po koncercie ówczesny dyrektor - Władysław Terech zaprosił chłopaków, Witka i tę tancerkę na kawę do swojego gabinetu i tam liczyliśmy pieniądze. Pamiętam, że dyrektor Terech też od siebie wrzucił jakieś tysiące złotych - relacjonuje Mirosław Sobkowiak. - W ten sposób, bardzo spontanicznie, trochę wesoło, humorystycznie pojawiło się coś, co potem Jurek, bo to jest absolutnie jego zasługa, rozpowszechnił na całą Polskę. Za to w Gostyniu, przy okazji świetnej zabawy w Zespole Szkół Zawodowych, dołożyliśmy do ogólnopolskiej dziś akcji swoją cegiełkę - dodaje.
Koncert odbył się 17 grudnia, po kilku tygodniach młodzież z technikum wzięła udział w oficjalnym finale WOŚP. 6 lutego 1993 roku w Gostyniu odbył się oficjalny finał WOŚP. W organizację zaangażowała się też redakcja "Gazety Gostyńskiej". W mieście i okolicy zebrano 70 mln starych złotych, a młodzież z technikum miała prawo się pochwalić: Byliśmy pierwsi! Byliśmy wszędzie!
- To jeszcze nie koniec naszego wkładu w Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy! W niedzielę, 5 lutego przed klasztorem na Świętej Górze kwestowali m.in. Robert Marcinkowski, Jakub Przybylski, Maciej Busz. Centralnym punktem tej rock'n'rollowej imprezy był koncert rockowy w GOK "Hutnik" w dniu 6 lutego. Takiej frekwencji nie miał żaden koncert w „Hutniku": 595 biletów sprzedanych, ok. 50 zaproszeń rozdanych, ponad 50. muzyków! W jego organizację zaangażowali się Marcin Janiszewski, Rafał Chudy i Robert Antkowiak (wszyscy z technikum mechanicznego). Oni także współprowadzili ten koncert oraz urządzili licytację kaset oferowanych na ten szlachetny cel przez sklep muzyczny "Disco". Wśród pilnujących porządku znaleźli się Arek Bujak i Darek Ambroży. Wszystkim tym członkom Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz wszystkim, którzy przekazali dar swych serc dla serc dzieci, mówimy: "Wielkie Dzięki". I kochamy Was, bo pokazaliście, że potraficie kochać. I powtarzamy za Jurkiem Owsiakiem: Orkiestra gra nadal i wierzymy, że będzie grała do końca świata - pisali redagujący "Schiozola".
Jak wspomina tamtą akcję "młodzież"?
Absolwenci technikum mechanicznego ZSZ w Gostyniu wciąż w pamięci mają koncert muzyki flamenco w wykonaniu Witka Łukaszewskiego. Sebastian Nowak podobnie, jak Mirosław Sobkowiak uważa, że był pierwszym muzycznym wydarzeniem, które zapoczątkowało WOŚP i spotkał się z dużym odzewem ze strony młodzieży. Wspominają również pierwszą zbiórkę pieniędzy - zbierali je do zwykłych reklamówek. Obecny dyrektor CKiB w Piaskach bardzo dobrze zapamiętał wizytę w oddziale Poczty Polskiej w Gostyniu, gdzie przyniósł całą kwotę uzbieraną w szkole, podczas koncertu "Od flamenco do rocka".
List do Jurka Owsiaka (autor - w imieniu uczniów - Robert Marcinkowski)
Sebastian Nowak:
Kiedy 35 lat temu w grudniu, jako redakcja pisma uczniowskiego „Schizol", organizowaliśmy pierwszy koncert na rzecz dzieci z wrodzonymi wadami serca w Zespole Szkół Zawodowych, nie mieliśmy jeszcze pojęcia, że wkrótce akcja ta ogarnie całą Polskę. Dowiedzieliśmy się o niej z programu telewizyjnego dla młodzieży, który prowadził Jurek Owsiak i spontanicznie postanowiliśmy odpowiedzieć na jego apel. Przyłączyła się do nas także m.in. redakcja ówczesnej "Gazety Gostyńskiej", która wsparła nasze działania. Nie było wtedy jeszcze oryginalnych puszek, więc pieniądze zbieraliśmy do reklamówek i kartoników przez nas przygotowanych. Koncert muzyki flamenco w wykonaniu Witka Łukaszewskiego był pierwszym muzycznym wydarzeniem, które zapoczątkowało WOŚP i spotkał się z dużym odzewem ze strony młodzieży. W ten sposób zebraliśmy pierwszą niebagatelną kwotę – ponad pół miliona złotych (przed denominacją), która została wpłacona na konto Funduszu Pomocy dzieciom z Wadami Serca. Jak dziś pamiętam wizytę w oddziale Poczty Polskiej w Gostyniu, gdzie „w reklamówce" przyniosłem całą kwotę zebraną zarówno w bilonie oraz w banknotach i zdziwienie oraz cierpliwość Pani, która musiała przeliczyć pieniądze, a trwało to naprawdę długo. Niestety nasza wpłata została pomniejszona o 10 tys. złotych, co było kosztem dokonania przelewu. Wzięliśmy oczywiście także udział w pierwszym finale na początku stycznia kolejnego roku zbierając w Gostyniu, w Piaskach oraz w Borku. Później były kolejne koncerty i kolejne zbiórki. Największym koncertem był ten, zorganizowany w GOK Hutnik, na którym sprzedano ponad 500 biletów i wystąpiło ponad 50 muzyków – był to pewnie jeden z największych koncertów w historii tej placówki zorganizowany przez młodzież. W sumie udało nam się zebrać ponad 70 mln złotych, oczywiście przed denominacją.
Robert Marcinkowski:
Mieliśmy po kilkanaście lat, głowy pełne pomysłów i serca pełne entuzjazmu. Idea WOŚP doskonale się w to wpasowała. Pamiętam pozytywne nastawienie koleżanek i kolegów ze szkolnych lat, a także duże wsparcie ze strony naszego wychowawcy Mirka Sobkowiaka. Pierwszą akcję prowadziliśmy zbierając pieniądze do foliowej reklamówki. Bardzo spontanicznie, choć z pełnym przekonaniem i wiarą w sens pomagania innym. Działaliśmy nie dlatego, że WOŚP była na fali czy miała już swoją renomę, ale dlatego, że bliska nam była idea robienia czegoś dla tych, którzy potrzebują wsparcia. W zasadzie w tym zakresie nic się nie zmieniło. Część z nas, może już niekoniecznie w charakterze oficjalnie zarejestrowanych wolontariuszy, nadal wspiera WOŚP na różne sposoby. Można powiedzieć, że mimo upływu lat i różnych ról, które pełnimy orkiestrowe brzmienia są nam niezmiennie bliskie. Człowiek z Orkiestry wyjdzie, ale Orkiestra w człowieku zostaje na zawsze.
ks. Jakub Przybylski:
Jako uczeń Zespołu Szkół Zawodowych w Gostyniu aktywnie uczestniczyłem w pierwszym finale WOŚP w naszym mieście. W nieistniejącym już budynku przy ulicy Polnej (Eldom) był pierwszy sztab, do którego zaprosili mnie Mirosław Sobkowiak, mój nauczyciel i Leszek Jankowski, redaktor "Gazety Gostyńskiej". Sami z tektury przygotowywaliśmy puszki na zbiorkę. Wspominam to bardzo miło i z sentymentem. To był czas młodości i wolności, szczególnie po upadku komuny. Mogliśmy się angażować, organizować koncerty i się bawić, a przy okazji czynić dobro i budować wspólnotę. Pamiętam, że z koleżankami i kolegami staliśmy pod klasztorem i prosiliśmy o wsparcie. Był uśmiech, satysfakcja i życzliwość ludzi. Uczyło mnie to społecznego zaangażowania, co mam w sercu do dzisiaj.
Zdjęcia gazetki "Schizol" pochodzą z arch. ZSZ w Gostyniu
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.