reklama

Tragiczny pożar w gospodarstwie. Właściciel sam próbował ratować dobytek, zginęła obsada chlewni

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Tragiczny pożar w gospodarstwie. Właściciel sam próbował ratować dobytek, zginęła obsada chlewni - Zdjęcie główne
Autor: Archiwum gostynska.pl, "Życie Gostynia"

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościW poniedziałek, 7 września 2026 roku, w miejscowości Koszkowo (gmina Borek Wielkopolski) doszło do pożaru w budynku chlewni. Choć sam ogień zdołano szybko opanować, silne zadymienie doprowadziło do śmierci kilkudziesięciu zwierząt. Straty materialne oszacowano wstępnie na około 100 tysięcy złotych.
reklama
reklama

Do pożaru chlewni zadysponowano ponad dwudziestu strażaków

Zgłoszenie o zdarzeniu wpłynęło do stanowiska kierowania Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Gostyniu o godzinie 6.20.

Na miejsce natychmiast skierowano sześć zastępów straży pożarnej – łącznie 24 ratowników.

W akcji brały udział jednostki:

  1. JRG Gostyń,
  2. OSP Borek Wielkopolski,
  3. OSP Karolew,
  4. OSP Zalesie.

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD GRAFIKĄ - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ 

Gospodarz starał się ratować swój dobytek. Jak była przyczyna pożaru?

Jeszcze przed przybyciem pierwszych zastępów walkę z żywiołem podjął właściciel gospodarstwa.

Największym zagrożeniem dla znajdujących się wewnątrz zwierząt nie były same płomienie, lecz gęsty, toksyczny dym, który błyskawicznie wypełnił pomieszczenia chlewni. Strażacy po przyjeździe na miejsce skupili się na usunięciu dymu i dokładnym zabezpieczeniu obiektu.

reklama

- Prawdopodobnie przyczyną pojawienia się ognia było zwarcie instalacji elektrycznej, które doprowadziło do zapalenia się słomy znajdującej się w środku budynku - relacjonuje starszy kapitan Marcin Nyczka, zastępca Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Gostyniu.

Akcja strażaków PSP i OSP polegała przede wszystkim na oddymieniu chlewni.

- Następnie użyliśmy kamery termowizyjnej, żeby wykluczyć jeszcze ewentualne zarzewia pożaru. Na szczęście nie wykryliśmy żadnych – mówi zastępca komendanta.

Świnie nie zginęły bezpośrednio od ognia

Niestety, mimo sprawnej akcji ratowniczej, skutki zadymienia okazały się tragiczne dla hodowli. Łączne straty właściciel oszacował na około 100 000 złotych.

reklama

- Oprócz zniszczeń w samym budynku spowodowanych przede wszystkim bardzo silnym zadymieniem w wyniku pożaru padło kilkadziesią zwierząt: osiem macior i czterdzieści pięć prosiąt – informuje st. kpt. Marcin Nyczka.

Działania ratowniczo-gaśnicze na terenie gospodarstwa trwały ponad godzinę. 

KLIKNIJ ZDJĘCIE, żeby PRZECZYTAĆ FOTOREPORTAŻ

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo