reklama

Skrzyżowanie zarzucone obornikiem i rodzina wioząca dziecko do szpitala. Mieszkańcy sugerują kontrolę firmy spedycyjnej

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Skrzyżowanie zarzucone obornikiem i rodzina wioząca dziecko do szpitala. Mieszkańcy sugerują kontrolę firmy spedycyjnej - Zdjęcie główne
Autor: Agata Fajczyk

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościObornik, który grubą na 20 cm warstwą pokrył jezdnię w Koszkowie (gm. Borek Wlkp.) pochodził z ogromnej fermy byków, która od kilku lat funkcjonuje w sąsiedniej miejscowości. Właściciele posesji położonych przy DW 437 opowiadają, że nie jest to pierwszy raz, kiedy zanieczyszczenia „wylały się na jezdnię. Uważają, że w firmie spedycyjnej współpracującej z właścicielem fermy należy przeprowadzić kontrolę pojazdów i urządzeń.
reklama

To zdarzyło się około godziny 9 rano. Zaczęłam myć okna. Spojrzałam na drogę, bo zawalona była grubą warstwą błota. Początkowo myślałam, że to jest ziemia, ale kiedy poczułam smród zorientowałam się, że to obornik - opowiadała jedna z mieszkanek, spoglądając na drogę pokrytą obornikiem.

Na drodze wojewódzkiej 437 (DW437), prowadzącej z Borku w kierunku Dolska zalegała gruba warstwa śmierdzącego błota, ciągnąca się na jednym pasie przez blisko 2 kilometry. Obornik stanowił nie tylko utrudnienie w ruchu. Poruszanie się szosą  stało się niebezpieczne dla użytkowników. Najbardziej zanieczyszczone było skrzyżowanie drogo wojewódzkiej z drogą podporządkowaną przez Koszkowo - cuchnące błoto rozlało się na całej szerokości jezdni. Przejazd nie był możliwy. Zawiadomiono straż pożarną i policję.

reklama

Awaria zabezpieczeń przy burcie ratunkowej

Funkcjonariusze wydziału ruchu drogowego prowadzili czynności, ustalające okoliczności i przyczynę zdarzenia. Zestawem ciężarowym kierował 35-letni mężczyzna, który  pracuje w firmie spedycyjnej z gminy Borek. Przewoził obornik z fermy byków, znajdującej się w sąsiedniej miejscowości w ogromnej "wannie", kiedy doszło do awarii zabezpieczenia burty ładunkowej. Jak przekazali funkcjonariusze KPP w Gostyniu, podczas ruszania auta doszło do wypięcia się zaczepu blokującego burtę naczepy,

 - Najprawdopodobniej pękło zabezpieczenie od burty ładunkowej. Awaria spowodowała, że podczas ruszania doszło do całkowitego wypięcia się zaczepu blokującego burtę naczepy, w wyniku czego duża część ładunku wypadła na jezdnię - wyjaśniła na miejscu mł. asp. Marta Ławniczak z wydziału ruchu drogowego KPP w Gostyniu. 

reklama

Pierwsze ślady zanieczyszczeń widać było na początku wioski, na drodze która prowadzi od skrzyżowania z DK12, przez Koszkowo. Materiał wylewał się na jezdnię aż do skrzyżowania z drogą do Wycisłowa. 

- Kierowca był świadomy, co się stało - część obornika pozostałą w wannie zostawił na polu, przy szosie w kierunku Wycisłowa. Następnie powiadomił szefa firmy, który jest właścicielem samochodu ciężarowego. Kiedy dojechała ładowarka, natychmiast zaczęli sprzątać drogę - uzupełniła policjantka. 

 

Każdy dostał swoją rolę, żeby sprawnie to poszło

Wyłączenie szosy z ruchu było konieczne, żeby usprawnić prace porządkowe. Na skrzyżowaniu, w poprzek drogi stanął samochód ciężarowy z ogromną wanną, do której wrzucano zbierany z drogi obornik. Z czasem zarówno w wiosce, jak i na drodze wojewódzkiej zaczęły tworzyć się dlugie korki z przewagą cieżarowych samochodów, tym bardziej, że w pobliżu na DK12 trwa budowa ronda.

reklama

Na miejscu pojawili się strażacy-ochotnicy z jednostek OSP w Borku Wielkopolskim i Zalesiu. Po zgarnięciu obornika, polewali jezdnię wodą. W prace porządkowe zaangażowali się również właściciele posesji. 

Na zakręcie leżała warstwa 20 centymetrów, taka duża pryzma. Nigdy nie miałam tak zalanego podwórka - powiedziała jedna z mieszkanek Koszkowa.

Rodzice spieszyli się do szpitala. Sprzątanie przerwano

Usuwanie obornika z jezdni trwało ponad 2 godziny. Pracującym towarzyszył uciążliwy fetor. Skrzyżowanie udostępniano dla uczestników ruchu tylko w nagłych przypadkach. Doszło do takiej sytuacji, gdyż w korku pojawiła się rodzina z chorym dzieckiem. Potrzebna była pilna konsultacja lekarska. Prace zostały przerwane, z drogi zjechał wóz strażacki i samochód ciężarowy, żeby rodzina mogła jak najszybciej do szpitala w Śremie. 

reklama

Tym razem to nie rolnik zawinił

Komentarzy w sprawie incydentu, w mediach społecznościowych, było wiele:

Czy taka trudność ustalić po śladach do posesji winowajcy - napisała internautka.

 

Rolnik powinien posprzątać a jak nie to mandat. Pamiętam jak pracowałam jeszcze to za każdym wyjazdem ciągnika z pola była jezdnia zamiatana tak zadecydował burmistrz, ma być czysto albo mandat - komentował oburzony czytelnik.

 

Proszę pani i tu nawet nie chodzi o to że ma być czysto ale o bezpieczeństwo innych bo na takim oborniczku motocyklem można nieźle wywinąć - dodał inny.

W tym przypadku ukarany został jednak kierujący zestawem ciężarowym, przewożący obornik. Za spowodowanie zanieczyszczenia jezdni otrzymał mandat karny w wysokości 200 zł. Zgodnie z obowiązującym taryfikatorem, więcej "dostać" nie mógł.

Właściciele fermy bydła proszą rolników o "udostępnienie pola"

Właściciele posesji, położonych przy drodze wojewódzkiej, którzy bezpośrednio obserwują, co się w okolicy dzieje, zauważyli, że to nie pierwsza „akcja”, kiedy śmierdzące błoto zalega na drodze wojewódzkiej, stwarzając niebezpieczeństwo dla użytkowników. Wcześniej na jezdni w Koszkowie pojawił się rozrzucony kurzy obornik (chociaż nie w tak rekordowej ilości). Poza tym - według mieszkańców wsi - często zanieczyszczenia pojawiają się na innych drogach w gminie lub na DK12. Sugerowali raczej kontrolę sprzętu w firmie spedycyjnej, wtórowali im strażacy. Jedni i drudzy wskazywali na zużycie i nieszczelność.

Byli też mieszkańcy zapewniający, że w Koszkowie i innych miejscowościach w okolicy Dąbrówki, smród obornika, wywożonego w "wannach" z pobliskiej fermy bydła to rzecz normalna, ponieważ właściciele "byków" często korzystają z "uprzejmości" rolników z boreckiej gminy. Obornik ostatnio zalegał podobno na drodze w Strumianach. 

- Właściciele często dzwonią do naszych gospodarzy. Nie mają miejsca na składowanie obornika, tego jest mnóstwo i naszych rolników też pytają, czy nie mają pola, które mogliby udostępnić,  do zrzucenia. Do nas też dzwonili w sprawie maszyn, ładowarek, kiedy taki obornik pojawił się na „krajówce” - opowiadała jedna z mieszkanek. 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo