To zdarzyło się około godziny 9 rano. Zaczęłam myć okna. Spojrzałam na drogę, bo zawalona była grubą warstwą błota. Początkowo myślałam, że to jest ziemia, ale kiedy poczułam smród zorientowałam się, że to obornik - opowiadała jedna z mieszkanek, spoglądając na drogę pokrytą obornikiem.
Na drodze wojewódzkiej 437 (DW437), prowadzącej z Borku w kierunku Dolska zalegała gruba warstwa śmierdzącego błota, ciągnąca się na jednym pasie przez blisko 2 kilometry. Obornik stanowił nie tylko utrudnienie w ruchu. Poruszanie się szosą stało się niebezpieczne dla użytkowników. Najbardziej zanieczyszczone było skrzyżowanie drogo wojewódzkiej z drogą podporządkowaną przez Koszkowo - cuchnące błoto rozlało się na całej szerokości jezdni. Przejazd nie był możliwy. Zawiadomiono straż pożarną i policję.
Awaria zabezpieczeń przy burcie ratunkowej
Funkcjonariusze wydziału ruchu drogowego prowadzili czynności, ustalające okoliczności i przyczynę zdarzenia. Zestawem ciężarowym kierował 35-letni mężczyzna, który pracuje w firmie spedycyjnej z gminy Borek. Przewoził obornik z fermy byków, znajdującej się w sąsiedniej miejscowości w ogromnej "wannie", kiedy doszło do awarii zabezpieczenia burty ładunkowej. Jak przekazali funkcjonariusze KPP w Gostyniu, podczas ruszania auta doszło do wypięcia się zaczepu blokującego burtę naczepy,
- Najprawdopodobniej pękło zabezpieczenie od burty ładunkowej. Awaria spowodowała, że podczas ruszania doszło do całkowitego wypięcia się zaczepu blokującego burtę naczepy, w wyniku czego duża część ładunku wypadła na jezdnię - wyjaśniła na miejscu mł. asp. Marta Ławniczak z wydziału ruchu drogowego KPP w Gostyniu.
Pierwsze ślady zanieczyszczeń widać było na początku wioski, na drodze która prowadzi od skrzyżowania z DK12, przez Koszkowo. Materiał wylewał się na jezdnię aż do skrzyżowania z drogą do Wycisłowa.
- Kierowca był świadomy, co się stało - część obornika pozostałą w wannie zostawił na polu, przy szosie w kierunku Wycisłowa. Następnie powiadomił szefa firmy, który jest właścicielem samochodu ciężarowego. Kiedy dojechała ładowarka, natychmiast zaczęli sprzątać drogę - uzupełniła policjantka.
Każdy dostał swoją rolę, żeby sprawnie to poszło
Wyłączenie szosy z ruchu było konieczne, żeby usprawnić prace porządkowe. Na skrzyżowaniu, w poprzek drogi stanął samochód ciężarowy z ogromną wanną, do której wrzucano zbierany z drogi obornik. Z czasem zarówno w wiosce, jak i na drodze wojewódzkiej zaczęły tworzyć się dlugie korki z przewagą cieżarowych samochodów, tym bardziej, że w pobliżu na DK12 trwa budowa ronda.
Na miejscu pojawili się strażacy-ochotnicy z jednostek OSP w Borku Wielkopolskim i Zalesiu. Po zgarnięciu obornika, polewali jezdnię wodą. W prace porządkowe zaangażowali się również właściciele posesji.
Na zakręcie leżała warstwa 20 centymetrów, taka duża pryzma. Nigdy nie miałam tak zalanego podwórka - powiedziała jedna z mieszkanek Koszkowa.
Rodzice spieszyli się do szpitala. Sprzątanie przerwano
Usuwanie obornika z jezdni trwało ponad 2 godziny. Pracującym towarzyszył uciążliwy fetor. Skrzyżowanie udostępniano dla uczestników ruchu tylko w nagłych przypadkach. Doszło do takiej sytuacji, gdyż w korku pojawiła się rodzina z chorym dzieckiem. Potrzebna była pilna konsultacja lekarska. Prace zostały przerwane, z drogi zjechał wóz strażacki i samochód ciężarowy, żeby rodzina mogła jak najszybciej do szpitala w Śremie.
Tym razem to nie rolnik zawinił
Komentarzy w sprawie incydentu, w mediach społecznościowych, było wiele:
Czy taka trudność ustalić po śladach do posesji winowajcy - napisała internautka.
Rolnik powinien posprzątać a jak nie to mandat. Pamiętam jak pracowałam jeszcze to za każdym wyjazdem ciągnika z pola była jezdnia zamiatana tak zadecydował burmistrz, ma być czysto albo mandat - komentował oburzony czytelnik.
Proszę pani i tu nawet nie chodzi o to że ma być czysto ale o bezpieczeństwo innych bo na takim oborniczku motocyklem można nieźle wywinąć - dodał inny.
W tym przypadku ukarany został jednak kierujący zestawem ciężarowym, przewożący obornik. Za spowodowanie zanieczyszczenia jezdni otrzymał mandat karny w wysokości 200 zł. Zgodnie z obowiązującym taryfikatorem, więcej "dostać" nie mógł.
Właściciele fermy bydła proszą rolników o "udostępnienie pola"
Właściciele posesji, położonych przy drodze wojewódzkiej, którzy bezpośrednio obserwują, co się w okolicy dzieje, zauważyli, że to nie pierwsza „akcja”, kiedy śmierdzące błoto zalega na drodze wojewódzkiej, stwarzając niebezpieczeństwo dla użytkowników. Wcześniej na jezdni w Koszkowie pojawił się rozrzucony kurzy obornik (chociaż nie w tak rekordowej ilości). Poza tym - według mieszkańców wsi - często zanieczyszczenia pojawiają się na innych drogach w gminie lub na DK12. Sugerowali raczej kontrolę sprzętu w firmie spedycyjnej, wtórowali im strażacy. Jedni i drudzy wskazywali na zużycie i nieszczelność.
Byli też mieszkańcy zapewniający, że w Koszkowie i innych miejscowościach w okolicy Dąbrówki, smród obornika, wywożonego w "wannach" z pobliskiej fermy bydła to rzecz normalna, ponieważ właściciele "byków" często korzystają z "uprzejmości" rolników z boreckiej gminy. Obornik ostatnio zalegał podobno na drodze w Strumianach.
- Właściciele często dzwonią do naszych gospodarzy. Nie mają miejsca na składowanie obornika, tego jest mnóstwo i naszych rolników też pytają, czy nie mają pola, które mogliby udostępnić, do zrzucenia. Do nas też dzwonili w sprawie maszyn, ładowarek, kiedy taki obornik pojawił się na „krajówce” - opowiadała jedna z mieszkanek.
Komentarze (0)