reklama

Myśliwi i samorząd łączą siły w odbudowanie populacji tych ptaków. Niestety mają groźnego wroga, który przywędrował z Ameryki

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Myśliwi i samorząd łączą siły w odbudowanie populacji tych ptaków. Niestety mają groźnego wroga, który przywędrował z Ameryki - Zdjęcie główne
Autor: Bogdan Bujak
Zobacz
galerię
45
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościWielkopolska struktura rolnictwa, zdominowana przez wielkoobszarowe pola, od lat stanowi ogromne wyzwanie dla dzikiej przyrody. Brak naturalnych miedz, zakrzaczeń i śródpolnych zadrzewień doprowadził do drastycznego spadku liczebności zwierzyny drobnej. Na przekór tym trendom, w środę 3 czerwca 2026 roku, myśliwi z Koła Łowieckiego numer 18 „Diana” w Poniecu przeprowadzili kolejną akcję wsiedlania ptaków. Tym razem, dzięki nowo nawiązanej współpracy z władzami powiatu gostyńskiego, do wielkopolskich łowisk trafiło łącznie 320 bażantów i kuropatw. Wydarzeniu towarzyszył proekologiczny festyn edukacyjny skierowany do najmłodszych mieszkańców, udowadniający, że ochrona przyrody wymaga nie tylko działań w terenie, ale i budowania świadomości od najmłodszych lat.
reklama
reklama

Konsekwencja kluczem do sukcesu. To nie reintrodukcja, a stałe zasilanie

Środowa akcja to część długofalowej strategii ponieckich myśliwych, którzy od kilkunastu lat walczą o powrót zwierzyny drobnej na tamtejsze pola. Jak podkreśla Tomasz Stachowiak, prezes Koła Łowieckiego nr 18 „Diana” w Poniecu, kluczem w tego typu działaniach jest systematyczność.

- Wsiedlanie prowadzimy od kilkunastu lat, żeby osiągnąć cel, który sobie założyliśmy - powrót bażanta i kuropatwy do biotopu. Tylko wtedy ma to sens, kiedy akcja jest powtarzana, co roku, gdyż populacja wzrasta, wzmacnia się i mamy coraz więcej ptaka w łowisku. Gdybyśmy to zrobili jednorazowo, przez jeden sezon, drapieżniki na przykład lisy czy nawet ptaki drapieżne, z łatwością zjadłyby tę populację. (...) Teraz po latach możemy już spokojnie mówić nie o reintrodukcji bażanta czy kuropatwy, ale zasilaniu istniejącej już populacji - tłumaczy prezes Tomasz Stachowiak.

reklama

Poniecki myśliwy szacuje, że w ciągu ostatnich dwóch dekad wpuszczono na te tereny kilka, a nawet kilkanaście tysięcy osobników. Efekty tej pracy są najbardziej widoczne wiosną.

- Wtedy jeszcze nie jest co prawda nowa partia wpuszczona, ale już widać te, które były wsiedlone rok, dwa czy nawet kilka lat wcześniej, że się parują: to znaczy, że samiec i samica, czyli kogut i kura, chcą założyć i zakładają gniazda. Potem, będąc w łowisku, gdzieś na polowaniu czy zwyczajnie obserwując przyrodę, widać na drogach, na polach małe kuropatwy i bażanty - dodaje z satysfakcją T. Stachowiak.

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD ZDJĘCIEM - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ REPORTAŻ

Gdzie trafiły ptaki? Szczegóły akcji w obwodach łowieckich

reklama

W tym roku zaplanowano wpuszczenie 320 ptaków. Działania objęły dwa kluczowe obwody łowieckie zarządzane przez koło, charakteryzujące się odpowiednim dla tych gatunków biotopem.

- W tym roku wsiedlenia 160 bażantów i 160 kuropatw dokonaliśmy w obwodzie łowieckim 421 – to są okolice Krajewic, Ziółkowa, Strzelec Wielkich, Bodzewa i Lipia oraz obwodzie 429 – gmina Poniec i okolice miejscowości Janiszewo oraz miasta Poniec. To są tereny polne, które sprzyjają biotopowi kuropatwy i bażanta. Nie są to więc miejsca wybrane przypadkowo, lecz z rozmysłem. To zwiększa szansę na odbudowę populacji i jej uodpornienie na różne choroby - tłumaczy Roman Jędryczka z Koła Łowieckiego "Diana" w Poniecu.

reklama

Podczas środowego wydarzenia w samych Krajewicach wypuszczono pierwsze 30 sztuk kur bażanta oraz 20 sztuk kuropatw. Kolejny, potężny "rzut" zaplanowano na jesień.

- We wrześniu przeprowadzimy następną akcję. 250 sztuk kuropatwy zostanie wsiedlonych w obydwa łowiska w obwodach 421 i 429 - zapowiada myśliwy.

Samorząd i myśliwi łączą siły. Finanse i sojusz dla natury

Współczesna gospodarka łowiecka nastawiona na odbudowę gatunków generuje ogromne koszty. Zakup jednego ptaka (zarówno bażanta, jak i kuropatwy) to obecnie wydatek rzędu 50 zł - z tego powodu myśliwi szukają wsparcia. W tym roku udało im się je otrzymać od władz powiatu gostyńskiego, które przekazały na ten cel dotację w wysokości 4 000 zł. Pozostałą, znacznie większą część kwoty, myśliwi pokryli z własnych składek oraz środków koła.

- Bardzo się cieszymy, że możemy się włączyć w tę wspólną akcję i wesprzeć ją finansowo. (...) Dla nas istotny jest przede wszystkim wymiar edukacyjny i budowanie świadomości wśród mieszkańców, po co to robimy? Jest to temat nam bliski, stąd satysfakcja i podziękowania dla osób, które dzisiejszą inicjatywą stoją. Jesteśmy otwarci na dalszą współpracę - mówił obecny podczas wsiedlania Michał Listwoń, wicestarosta gostyński, który podkreślił, że dla samorządu ważne jest wspieranie inicjatyw dbających o lokalną bioróżnorodność i równowagę środowiskową.

Samorządowiec zaznaczył również, że działania te wpisują się w szerszą strategię proekologiczną realizowaną przez obecne władze powiatu. Radości z zawiązanego partnerstwa nie kryją sami myśliwi, widząc w nim szansę na stabilną przyszłość dla lokalnego ekosystemu.

- Myślę, że współpraca będzie owocować na przyszłość i będzie się rozwijać w bardzo dobrym kierunku - komentuje Roman Jędryczka.

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD MATERIAŁEM FILMOWYM

Rozwiń

Dlaczego zwierzyna drobna zniknęła? Zmiana rolnictwa i nowe zagrożenia

Dawniej kuropatwy i bażanty stanowiły naturalny element polskiego krajobrazu oraz tradycji kulinarnej. Dziś widok stada kuropatw na polu to rzadkość. Tomasz Stachowiak upatruje przyczyn w zmianach systemowych z przełomu wieków:

- Na początku lat 90. stosowanie środków ochrony roślin nie było tak restrykcyjne, jak teraz i zwierzyna drobna miała problem z dostosowaniem się do zmieniających się warunków - została przez postępującą chemizację wytruta. Do tego zmieniła się infrastruktura pól, a rolnictwo zaczęło przechodzić z małoobszarowego na większe i cały czas idziemy w tym kierunku. Obecnie nie ma już miedz, zakrzaczeń, środowisko się zmieniło, między innymi dlatego populacja drobnej zwierzyny zmniejszyła się dramatycznie, momentami do zera. Taka sytuacja dotyczy nie tylko kuropatwy czy bażanta, ale też zająca szarego - podaje prezes.

Tę perspektywę uzupełnia inny członek Koła Łowieckiego „Diana”.

- W okolicach Grójca myśliwi do dzisiaj normalnie polują na dzikie bażanty, gdyż ich populacja jest tak znaczna. Ale mówimy o województwie mazowieckim, gdzie jest największe rozdrobnienie rolnictwa w całym kraju. Tam gospodarstwa mają po dwa, trzy hektary i miedza jest nadal czymś naturalnym. Inaczej jest w Wielkopolsce - sam mam gospodarstwo 350-hektarowe i pola o powierzchni 30, 50 czy nawet 70 hektarów. Naturalnych miedz, zakrzewień czy zadrzewień jest coraz mniej - wylicza Przemysław Koncewicz. 

Główne przyczyny spadku populacji zwierzyny drobnej

  1. Przejście z rolnictwa małoobszarowego na wielkoobszarowe (monokultury).
  2. Likwidacja naturalnych miedz, zakrzaczeń i śródpolnych zadrzewień.
  3. Stosowanie agresywnej chemii rolnej w latach 90. XX wieku.
  4. Presja ze strony drapieżników (lisy, drapieżniki skrzydlate).
  5. Pojawienie się Inwazyjnych Gatunków Obcych (szop pracz).

Przy tym przeciwniku nawet lis się "chowa"

Jak mówią myśliwi z Ponieca, od lat świadomie rezygnują z pozyskiwania przetrzebionych gatunków zwierzyny drobnej.

- Nie polujemy na kuropatwę, nie polujemy na bażanta, nie polujemy na zająca - zaznacza Jędryczka.

Co gorsza, obok tradycyjnego wroga, jakim jest lis, na terenie powiatu gostyńskiego pojawił się nowy, śmiertelnie niebezpieczny wróg – szop pracz, czyli Inwazyjny Gatunek Obcy (IGO) pochodzenia amerykańskiego.

- Pierwsze osobniki szopa pracza zaczynają być widziane w naszym powiecie, a na granicy z powiatem kościańskim występują od dwóch lat. Bardzo nas to martwi, ale będziemy starać się z tym gatunkiem walczyć i dążyć do redukcji jego populacji. (...) Szop pracz jest bardzo inwazyjny: dojdzie wszędzie, w każde miejsce i wybierze wszystkie jajka. Potrafi nawet dostać się do gniazda orła i się pożywić, co jest niesłychane. Niszczy gniazda i zaniża populację (...) Wiadomo, że ten gatunek rozprzestrzenia się łąkami i mokradłami - ostrzega Roman Jędryczka, dodając, że szop pracz niszczy lęgi m.in. żurawi, gęsi, kaczek oraz gniazdujących na ziemi kuropatw i bażantów.

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD ZDJĘCIEM - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ 

Edukacja od najmłodszych lat

Środowe wpuszczenie ptaków celowo połączono z edukacją dzieci. Organizatorzy zgodnie uznali, że kształtowanie postaw proekologicznych należy zaczynać od pokolenia, które w przyszłości przejmie odpowiedzialność za stan polskiej przyrody. Dlatego w festynie łowieckim i pokazie wsiedlania bażantów i kuropatw wzięły udział dzieci z Przedszkola Samorządowego w Poniecu.

W trakcie imprezy rozwiązano także konkurs plastyczny i członkowie Koła Łowieckiego "Diana" w Poniecu z prezesem Tomaszem Stachowiakiem na czele wręczyli nagrody dla najlepszych oraz upominki wszystkim przedszkolakom.

- Przyroda i środowisko są dla myśliwych kluczowe i chcemy pokazywać, jak o nie dbać - to zawsze był i powinien być nasz najważniejszy cel - podsumowuje poniecki myśliwy.

KLIKNIJ GRAFIKĘ, żeby PRZECZYTAĆ FOTOREPORTAŻ

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo