reklama

""Komandos" włamał się do zakładu ogrodniczego. Wyciął „drzwi” w ścianie z płyty

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

""Komandos" włamał się do zakładu ogrodniczego. Wyciął „drzwi” w ścianie z płyty - Zdjęcie główne
Autor: arch. Centrum Ogrodniczego Nowaccy - screen z nagrania

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościKomandos - tak ironiczne mężczyznę, który w nocy włamał się do Centrum Ogrodniczego Nowaccy w Brzeziu, nazywają właściciele firmy. - Przez ponad 40 lat naszej działalności widzieliśmy już naprawdę wiele, ale takiego „klienta” jeszcze nie mieliśmy! - komentują zdarzenie. Z kasetki zginęły pieniądze, zginął też sprzęt, którym posługiwali się pracownicy. Właściciele opisując zdarzenie, jednocześnie ostrzegają przed złodziejem, w postach na portalu społecznościowym proszą o pomoc w ustaleniu sprawcy.
reklama

W nocy z piątku na sobotę Centrum Ogrodnicze Nowaccy w Brzeziu odwiedził nieproszony gość.  Był to mężczyzna, ubrany w bluzę z kapturem, dodatkowo w celu zamaskowania twarzy założył kominiarkę. Do włamania doszło dokładnie 31 października, około godz. 2.30. O wizycie „klienta specjalnego” właściciele dowiedzieli się od swoich pracownic.

W pierwszym momencie nie zauważyły żadnych szczegółów, które wskazywałyby na włamanie i obecność obcej osoby w nocy. Wszystkie drzwi były pozamykane - z jednej, z drugiej strony. Kiedy dziewczyny weszły do środka tej części, gdzie odbywa się sprzedaż, od razu w oczy rzucił im się bałagan przy ladzie, w części, gdzie znajduje się kasa i komputer - opowiada Beata Nowacka, właścicielka Centrum Ogrodniczego. 

Co zwróciło uwagę pracownic? Przede wszystkim wyciągnięta kasetka na gotówkę. Kobiety były zdziwione, ponieważ zawsze, po zakończonym dniu pracy jest chowana do specjalnej automatycznej szuflady. Tym razem otwarta była część, w której znajdują się pieniądze. 

reklama

 

Tam zawsze odkładamy drobne, na kolejny dzień. Złodziej ukradł banknoty o nominałach 10 i 20 złotych, zniknęły monety - włamywacz zostawił tylko najdrobniejsze - opowiada Beata Nowacka. - Podejrzane było również to, że drobne pieniądze były rozrzucone na podłodze. W sumie z kasetki złodziej mógł wyciągnąć od 800 do 1000 złotych.

Pracownice powiadomiły szefową. Po konsultacjach ustalono, że po zamknięciu firmowego sklepu nikt już nie wchodził na jego teren, właściciele centrum ogrodniczego o sytuacji poinformowali gostyńską policję.

Sami rozpoczęli też przeglądanie nagrań z kamer, z zakładowego monitoringu. Okazało się, że w nocy wizytę w sklepie złożył mężczyzna, ubrany w jasną bluzę z kapturem, ciemne dresowe spodnie oraz sportowe buty. Głowę i twarz zakrył kominiarką.

reklama

Ukradł sprzęt, z którego korzystają pracownicy centrum ogrodniczego

Ze wstępnych oględzin pracowników zakładu wynikało, że oprócz pieniędzy nic więcej nie ukradziono: komputer został. Po pewnym czasie zauważyli, że etui na bezprzewodowe mikrofony jest puste - zatem mężczyzna ukradł sprzęt, który służył do porozumiewania się między pracownikami na terenie zakładu.  

Zachowywał się, jakby był "pod wpływem narkotyków"

Jak przekazują właściciele zakładu - na podstawie nagrań można stwierdzić, że nieproszony klient dziwnie się zachowywał.

Spacerował po sklepie, jakby był pod wpływem jakichś środków odurzających, dopalaczy może.  Rozglądał się tak, jakby sam nie wiedział, co ma zrobić, po co przyszedł. W jednym miejscu czołgał się po podłodze, później wstał, szedł normalnie - mówi Beata Nowacka. - Pomyśleliśmy, że lubi oglądać filmy z serii Mission Impossible. Być może sądził, że mamy jakąś barierę antywłamaniową z promieniami podczerwieni i trzeba się między nimi przedostać na teren zakładu - dodaje półżartem.

reklama

Na miejscu przez kilka godzin działali policyjni technicy, którzy przeprowadzili oględziny i zabezpieczyli ślady włamania. Wstępnie ustalono, w jaki sposób złodziej mógł dostać się na teren zakładu, a dalej do części sprzedażowej. Potwierdziły się przypuszczenia właścicieli.

Do włamania doszło pomiędzy godziną 2:30 a 3:30. Sprawca, po pokonaniu ogrodzenia, dostał się do budynku centrum ogrodniczego, skąd ukradł pieniądze oraz sprzęt wykorzystywany przez pracowników - informuje kom. Monika Curyk, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Gostyniu. 

"Komandos" prawdopodobnie przeszedł przez ogrodzenie, które oddziela zakład od sąsiedniej, niezabudowanej działki. Ale jak dostał się do części produkcyjnej i sprzedażowej? Według właścicieli i policji, spróbował różnych metod

reklama

- Najpierw sami sprawdziliśmy teren. Mamy szklarnię, mógł gdzieś szybę wybić. Jednak wszystko w szklarniach jest zastawione regałami, więc nie jest tak łatwo się przedostać. Musiałby użyć siły, żeby je odstawić. Moje dziewczyny obeszły teren i okazało, że w ścianie z płyty pleksi, która dzieli część szklarni - sprzedażowej, dla klienta od części produkcyjnej. Jest tam zwykłe przejście, ale drzwi były zamknięte na klucz, więc wyciął w dość grubej płycie otwór w kształcie drzwi. Używał prawdopodobnie nożyczek, które wykorzystujemy w naszej "pracowni", przy przesadzaniu roślin na życzenie klientów, zostawił je połamane - wyjaśnia Beata Nowacka.

 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo