Bociany wymagały natychmiastowej pomocy
Para bocianów w jednym z gniazd w Starym Gostyniu wychowywała troje piskląt. Mniej więcej połowa lipca to okres, kiedy młode bociany intensywnie uczą się latać, by już na przełomie sierpnia i września wyruszyć w długą podróż do ciepłych krajów.
W gniazdach, które dotąd były schronieniem dla całej bocianiej rodziny, zaczyna brakować miejsca. Dorosłe ptaki często decydują się wówczas na tymczasową przeprowadzkę i obserwację młodych z dystansu. Wciąż nielatającym samodzielnie młodym donoszą jedzenie.
W drugiej połowie lipca jeden z trzech młodych bocianów, które wykluły się w Starym Gostyniu, odbył pierwszą samodzielną wycieczkę, później kolejną, pozostałe dwa bez przerwy pozostawały w gnieździe.
O kłopotach w bocianiej rodzinie powiadomiono gabinet weterynaryjny Marii Kurnatowskiej-Kordus, która uznała, że dwa młode bociany znajdujące się w jednym z gniazd w Starym Gostyniu wymagają natychmiastowej pomocy.
"Nieprawidłowe żywienie podawane przez człowieka wpłynęło na chorobę ptaków"
Przy udziale straży miejskiej przeprowadzono interwencję. Funkcjonariusze, korzystając ze współpracy z pracownikami pogotowia energetycznego, poprosili ich o odłączenie zasilania słupa, na którym znajduje się gniazdo. Pozwoliło to na bezpieczne i sprawne przeprowadzenie akcji, w której uczestniczyli także pracownicy schroniska dla zwierząt w Dalabuszkach.
Po ocenie stanu młodych bocianów lekarz weterynarii podjęła decyzję o zabraniu ich z gniazda. U młodych ptaków stwierdzono poważne problemy zdrowotne.
- U jednego od razu widać było deformację skrzydła. Drugi chory wypadł z gniada, zabieraliśmy go z ziemi. Trzeci wrócił do gniazda, więc musiał sobie z niedoborami żywieniowymi jakoś poradzić. Nie można dokarmiać ptaków. Sołtys twierdził, że nikt nie dokarmiał, mięso znajdowały sobie same, w śmietniku, ale... parówki? Ewidentnie nieprawidłowe żywienie podawane przez człowieka wpłynęło na chorobę tych ptaków - mówi lekarz weterynarii Maria Kurnatowska-Kordus.
Zostały one przekazane do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt w Kościanie.
Ten bociek nigdy nie wzbije się w niebo
Po tygodniu wiadomo, że jeden z ptaków na pewno nigdy nie będzie latał, gdyż ma zbyt duże deformacje stawów oraz nieprawidłowo uformowane skrzydła (dystrofia piór, czyli zaburzenia ich prawidłowego wzrostu i budowy - są kruche, zdeformowane i nie osiągają właściwej długości), co uniemożliwia ptakom prawidłowe latanie.
- Nie ma szansy, najmniejszej. Ten drugi prawdopodobnie tak. Jest duże prawdopodobieństwo, że ingerencja człowieka w ich naturalną dietę, sprawiła, że ptaki mają zdeformowane pióra i skrzydła. W momencie obrączkowania pan, który to wykonywał, zgłaszał, że bociany zwymiotowały mięsem wieprzowym i parówkami. Jeśli mamy efekt, który można określić „anielskim skrzydłem”, to raczej z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że jest to efekt niewłaściwej diety - mówi Paulina Cudna, prowadząca Fundację "Z dzikiej strony", do której należy klinika.
To groźna choroba ptaków
Prowadząca fundację użyła określenia "anielskie skrzydła", które kojarzą się z czymś nadzwyczajnym, pięknym, jednak dla ptaków to groźna i podstępna choroba. Deformuje ich stawy i odbiera możliwość lotu. Bierze się z niewłaściwej diety, którą często funduje człowiek.
Zespół anielskiego skrzydła dotyczy głównie, choć nie wyłącznie, ptaków wodnych. Choroba polega na tym, że skrzydła ptaka, zamiast układać się wzdłuż ciała, zaczynają odstawać, niekiedy uniemożliwiając latanie.
Paulina Cudna przyznaje, że incydentalnie takie sytuacje zdarzają się również w innych gniazdach, jednak bez potwierdzonej informacji, że ptaki miały być dokarmiane czymś nieodpowiednim.
- Takie sytuacje się zdarzają, ale w przypadku Starego Gostynia mamy wiedzę o tym, że dieta była nieprawidłowa i do tego mamy tego objawy - mówi prowadząca klinikę dla dzikich zwierząt.
Jaki jest dalszy los bociana, który nie będzie mógł wyruszyć w podróż do ciepłych krajów?
- Zobaczymy. Będzie funkcjonował w obecności człowieka, to ptak, który jest skazany na niewolę do końca życia. Nie wiem, jak on się w tej niewoli odnajdzie. Mam nadzieję, że dobrze, i że będzie można go przekazać do azylu. Ale jeśli nie, trzeba będzie rozważyć, co dalej - wyjaśnia Paulina Cudny.
Przypadek ze Starego Gostynia to rzadka sytuacja
Przyznaje, że do kliniki często trafiają ptaki z deformacjami, z niewykształconymi skrzydłami, z krzywicą, zdeformowanymi stawami, ale po opiece w domu.
- One były zabrane ze środowiska niepotrzebnie i odchowywane w nieprawidłowy sposób jeśli chodzi o dietę - wyjaśnia założycielka kliniki dla dzikich zwierząt. - Sytuacje, że bociany są źle dokarmiane w pobliżu gniazda, na szczęście są rzadkie - dodaje.
Zaznacza, że bociany potrzebują jeść całe „ofiary”. Polują na gryzonie, płazy i gady, dzieki temu zapewniają sobie dietę bogatą chociażby w wapń (jeden z głównych budulców kości), witaminę D i inne pokarmowe składniki odżywcze.
- Zwłaszcza młode bociany, które wzrastają, potrzebują budulca w postaci wapnia - mówi Paulina Cudna. - Jeżeli takie zwierzęta są dokarmiane mięsem czy to wieprzowym, czy od kurczaka lub jakimkolwiek, to musi prowadzić do niedoborów.
Dla zwierząt, zwłaszcza ptaków chleb to "samo zło"
Co istotne, prowadząca klinikę dla dzikich zwierząt apeluje o niedokarmianie chlebem dzikich ptaków, zwłaszcza wodnych: łabędzi, kaczek, gołębi. Zaznacza, że jest to bardzo zły nawyk: chleb się nie nadaje do spożywania przez żadne zwierzęta, nie ma żadnych wartości odżywczych.
- Za to dla kaczek czy innych ptaków wodnych, jest tylko zwykłym zapychaczem, doprowadza do niedoborów, do zaburzenia wchłaniania wapnia i powoduje powstawanie "anielskiego skrzydła", czyli deformację ostatniego stawu w skrzydle, co uniemożliwia całkowicie lotność ptaków. Chleb jest szkodliwy także pod innym względem. Rozkłada się w wodzie, przez co w akwenie mnoży się mnóstwo niedobrych drobnoustrojów. To jest po prostu samo zło. To nie jest pokarm, który się nadaje dla zwierząt. Tak samo jak parówki i „gołe” mięso, bez kości, bez chrząstek, bez piór - ostrzega Paulina Cudna.
Czy musimy ingerować w środowisko, dietę ptaków i innych zwierząt?
Czym zatem karmić dzikie ptactwo wodne? Najlepsze będą otręby, ziarna zbóż i drobno pokrojone warzywa. Istotne jest to, aby żywność nie była przyprawiona (zwłaszcza solona) i nie było na niej pleśni. Pokarmu nie należy absolutnie wrzucać do wody.
- Jednak, czy ingerencja jest potrzebna z naszej strony? Nie jestem przekonana. To co jest najważniejsze i to, co chciałabym, żeby się w świat niosło - dbajmy ogólnie o środowisko, o jego jakość i o to, żeby nie było w nim śmieci, o to, żeby była woda w środowisku. To jest ważniejsze na co dzień niż to, że będziemy ignorować gospodarowanie własnymi odpadami, niszczyć środowisko, coraz bardziej je przywłaszczać, przekształcać je na własną korzyść. Musimy przede wszystkim zadbać o odpowiednie środowisko dla zwierząt i to jest właściwa pomoc - przekonuje prowadząca ośrodek rehabilitacji dla dzikich zwierząt.
Komentarze (0)