reklama

Jesteśmy w "ogonie Europy", jeśli chodzi po zakładanie grup producentów rolnych. Największą barierą jest nasza mentalność

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Jesteśmy w "ogonie Europy", jeśli chodzi po zakładanie grup producentów rolnych. Największą barierą jest nasza mentalność - Zdjęcie główne
Autor: Adobe Stock

reklama
Udostępnij na:
Facebook
RolnictwoW teorii wszystko brzmi prosto: rolnicy łączą siły, by taniej kupować i drożej sprzedawać. W praktyce droga do stworzenia stabilnej grupy producentów rolnych (GPR) bywa wyboista, pełna biurokratycznych pułapek i, co najważniejsze, mentalnych barier. Między innymi o mechanizmach tworzenia, korzyściach i dlaczego jesteśmy w "ogonie Europy", jeżeli chodzi o zakładanie grup producentów rolnych rozmawiano podczas XIX Wielkopolskiego Forum Rolniczego w Potarzycy (27 lutego 2026 roku). - Potężna produkcja ziemniaków: 300 czy 400 tysięcy ton ziemniaków przyjechała do nas z Niemiec. A czemu nasi producenci nie mogli sprzedać swojego ziemniaka na naszym rynku? Bo są podzieleni. Rynek nie ma sentymentów, a my na nim przegrywamy - mówi Zdzisław Kubiak, rolnik i doświadczony działacz z Ponieca. Dlaczego polscy rolnicy wciąż boją się integracji i co tracą, zostając „samotnymi wyspami” na trudnym rynku?
reklama
reklama

Siła w grupie, czyli jak przetrwać na nowoczesnym rynku rolnym

Zdaniem Patryka Franka z firmy EuroHorizon świadczącej usługi z zakresu m.in. doradztwa rolniczego i obsługi grup producentów rolnych tworzenie GPR to proces, który zamyka się w sześciu kluczowych punktach. Choć aspekty formalne, takie jak rejestracja w KRS czy uzyskanie statusu w ARiMR, mogą wydawać się trudne, ekspert uspokaja, że to czysta technika.

- Najtrudniejsze są dwa punkty: pierwszy - sama idea i namówienie rolników do współpracy, oraz ostatni – co zrobić, by po zakończeniu dofinansowania rolnicy nadal chcieli ze sobą współpracować - podkreśla Patryk Franek.

Etapy powstawania GPR:

reklama
  1. Spotkanie założycielskie: wypracowanie wspólnej wizji.
  2. Osobowość prawna: rejestracja podmiotu (np. jako spółdzielnia lub spółka).
  3. Rejestracja w KRS: formalne zaistnienie w obrocie prawnym.
  4. Uznanie w ARiMR: uzyskanie statusu grupy producentów.
  5. Wniosek o dofinansowanie: pozyskanie środków na start i rozwój.
  6. Realizacja planu biznesowego: wspólna sprzedaż i zakupy przez min. 5 lat.
reklama

DALSZA CZEŚĆ ARTYKUŁU POD GRAFIKĄ  - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ ARTYKUŁ

Pieniądze na stole: co można zyskać?

W obecnej perspektywie finansowej (Plan Strategiczny 2023-2027) wsparcie dla grup jest nieco niższe niż w latach ubiegłych. Grupa może otrzymać dofinansowanie przez 5 kolejnych lat.

Procent dofinansowania do obrotu (udokumentowanych rocznych przychodów netto)

  1. rok - 10%
  2. rok - 9,5%
  3. rok - 9,0%
  4. rok - 8,5%
  5. rok - 8,0%
reklama

Maksymalna kwota, którą można otrzymać corocznie w tym okresie, to 100 tys. euro w przypadku organizacji producentów, natomiast gdy beneficjentem jest grupa producentów rolnych – 60 tys. euro (do 10 tys. euro na jednego członka grupy - trzeba jednak pamiętać, że kwota ta nie zwiększa się nawet, gdy grupa liczy więcej niż 5 członków, czyli minimalną liczbę).

- Poprzednia perspektywa finansowa na lata 2014 - 20 oferowała dużo lepszą stawkę 100 000 euro dla grupy producentów rolnych. Czyli przekładając na dzisiejszy kurs około 250 - 270 000 zł w skali roku dla danej grupy producentów, podczas gdy wcześniej mieliśmy do dyspozycji ponad 400 000 złotych - podaje specjalista z EuroHorizon.

Jak można było się spodziewać, spadek stawki dofinansowania odbił się na negatywnie na zainteresowaniu tworzeniem nowych podmiotów.

- A szkoda, bo nadal są to fajne pieniądze, za które dużo można zrobić - dodaje P. Franek.

Niestety, jak pokazują dane większość rolników patrzy na grupy producenckie nie w wymiarze długookresowym, a dotacje na rozwój grupy są traktowane raczej jako dodatkowe źródło dochodu w gospodarstwie niż środki do dalszego inwestowania np. w zakup maszyn czy tworzenie wspólnych magazynów płodów rolnych.

"Jeden telefon i 2000 zł w kieszeni"

Zdzisław Kubiak, który uczestniczył w grupach zbożowych, buraczanych czy rzeźnych, na kwestię integracji patrzy przede wszystkim przez pryzmat siły negocjacyjnej, której pojedynczy rolnik nigdy nie osiągnie.

- Dzisiaj, sprzedając opasy, dzwonię do firmy X i słyszę cenę. Potem dzwonię do [koordynatora grupy - przyp. red], on "włącza" negocjacje i firmy nawet nie próbują zbijać ceny, bo wiedzą, że on operuje tysiącami sztuk. Przy 10 sztukach to może być 2000 zł zysku więcej tylko za jeden wykonany telefon - tłumaczy rolnik z Ponieca.

Rolnik z Ponieca wylicza, że przez kilkanaście lat dzięki uczestnictwu w grupach jego gospodarstwo zyskało setki tysięcy złotych – nie tylko z samych dotacji, ale z oszczędności przy zakupie środków do produkcji (nawozów, pasz) oraz lepszych cen sprzedaży.

DALSZA CZEŚĆ ARTYKUŁU POD GRAFIKĄ  - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ ARTYKUŁ

Dlaczego wciąż jesteśmy w "ogonie Europy"?

Mimo ewidentnych korzyści, w Polsce w grupach zrzeszonych jest zaledwie około 15% rolników. Dla porównania, na zachodzie Europy wskaźniki te sięgają 70-90%. Dlaczego tak jest? 

Eksperci wskazują na kilka barier:

  1. Zaszłości historyczne: niechęć do „spółdzielni” kojarzonych z poprzednim systemem.
  2. Brak zaufania: rolnicy często boją się, że sąsiad dowie się o ich zarobkach lub że zostaną oszukani.
  3. Mentalność „gwiazdorzenia”: zamiast rzetelnej współpracy, pojawia się chęć licytowania się na wyniki, które nie zawsze mają pokrycie w rzeczywistości.
  4. Złe doświadczenia: poczta pantoflowa szybko roznosi wieści o grupach, które upadły przez niekompetentne zarządzanie.

- Niestety mentalność rolników nie pozwala na wiele rzeczy. Wystarczy zobaczyć, co się ostatnio wydarzyło: potężna produkcja ziemniaków na 300 czy 400 tysięcy ton przyjechała z Niemiec. Czemu Niemcy mogli sprzedać u nas swoje ziemniaki, a nie mogli zrobić tego nasi producenci? Bo są podzieleni, a rynek nie ma sentymentu, jeżeli tego nie zrozumiemy, nie damy sobie rady - podkreśla Z. Kubiak. 

Grupa producencka to nie lekarstwo, lecz narzędzie

Integracja rolnicza w Polsce ma swoje „bezpieczne przystanie”, jak Wielkopolska (ponad 400 grup - w powiecie gostyńskim działa obecnie 45 aktywnych grup producentów). Jak podkreślają eksperci i działacze rolniczy, dotacje powinny być jedynie dodatkiem, a nie celem samym w sobie. Prawdziwa wartość to bezpieczeństwo obrotu i stabilna cena.

Być może niskie ceny płodów rolnych przy utrzymujących się wysokich kosztach produkcji, które to problemy co prawda dotykały już polskich rolników w przeszłości, ale nigdy w takim stopniu - poza tym nasi gospodarze mieli zawsze "parasol ochronny" w postaci dopłat obszarowych czy dopłat do maszyn - skłonią hodowców i producentów rolnych do spojrzenia przychylniejszym okiem na możliwość zrzeszania się w grupy.

Tym bardziej, że w obliczu otwierających się granic i globalnej konkurencji, rolnik działający w pojedynkę staje się najsłabszym ogniwem łańcucha dostaw. Grupa producentów to szansa, by z „dostawcy” stać się „partnerem” dla wielkich zakładów przetwórczych.

- W zasadzie to, co było wczoraj to jest historia, trzeba mówić o tym, co będzie jutro. Dzisiaj nie ma już granic, następuje przesunięcie w światowej polityce rolnej. I "załatwimy sobie miejsce przy tym globalnym stole" albo przegramy. Narzekanie nic nam nie pomoże - podsumowuje Zdzisław Kubiak.

KLIKNIJ GRAFIKĘ, żeby PRZECZYTAĆ ARTYKUŁ

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo