Mentorka wielu pokoleń uczniów
Dotarła do nas smutna wiadomość. W wieku 84 lat zmarła Wera Smektała, wieloletnia nauczycielka języka niemieckiego w liceum ogólnokształcącym w Gostyniu. Pracy pedagogicznej w tej szkole była oddana przez ponad 20 lat (w latach 1972-1993). wspominana jest jako oddana wychowawczyni i mentorkę wielu pokoleń uczniów.
Jej mądrość, cierpliwość i serdeczność na zawsze pozostaną w naszej pamięci. Była nie tylko wspaniałym pedagogiem, ale także życzliwym i dobrym człowiekiem, który potrafił inspirować, wspierać i wskazywać właściwą drogę. Przez lata swojej pracy z pasją przekazywała wiedzę, kształtowała postawy i inspirowała do rozwoju. Była nauczycielką wymagającą, lecz sprawiedliwą, zawsze gotową do pomocy i wsparcia - napisano we wspomnieniu na fanpage’u ZSO w Gostyniu.
Msza święta pogrzebowa zostanie odprawiona 3 marca 2026 r., o godz. 12.30, w kościele pw. św. Małgorzaty w Gostyniu.
Surowa, ale też cierpliwa, wyrozumiała, opiekuńcza - dla uczniów
Co do tego, że była cudownym pedagogiem, nie mają wątpliwości wychowankowie zmarłej pani profesor. Mówią jednym głosem - śp. Wera Smektała na zawsze pozostanie w ich pamięci jako nauczycielka z powołania, bardzo oddana szkole i pracy pedagogicznej.
Udało nam się porozmawiać z niektórymi absolwentami gostyńskiego liceum, którzy - wybierając drogę edukacji - trafili na 4 lata pod skrzydła śp. Wery Smektały. Mało tego, zdarzyło się tak, że wspominający nauczycielkę, po zakończeniu studiów, zostali jej współpracownikami.
Jan Cwojdziński – były uczeń zmarłej germanistki
Standardowo, wychowankowie dziękując, często podkreślają cierpliwość, autorytet, wyrozumiałość i inspirację do działania swych dawnych profesorów. Tak, mnie dotyczą te dwa ostatnie.
Byłem niesfornym uczniem Pani Profesor, może dlatego, że kładła nacisk na gramatykę, której nie znosiłem. Jeszcze rok temu, po latach, na spotkaniu przy kawie z Jej siostrą, Panią Balbiną Szkudlarek, wspominałem dawne czasy, jak potrafiła na koniec semestru wyciągać z kłopotów najsłabszych uczniów, w tym mnie. Miała wtedy piękne, krotochwilne epitety pod naszym adresem, rozładowując stres. Przekazując moje pozdrowienia dla Pani Wery Smektały po 50 latach, dodałem: Jak bardzo się zdziwi moja Profesor, gdy się dowie, że dziś Jej słaby uczeń, teraz domorosły regionalista, latami ślęczący nad starymi niemieckimi rękopisami, tłumacząc, garściami czepie dobrą, starą naukę języka.
„Rodzimy się ze skrzydłami, ale dopiero fajni nauczyciele uczą nas sztuki latania i czasem trzeba ją sobie po latach przypomnieć”.
Zajmujący przed laty pokój nauczycielski z germanistką, emerytowani nauczyciele liceum, zapamiętali śp. Werę Smektałę jako cenionego współpracownika, chętnego do pomocy oraz serdeczną przyjaciółkę.
Aleksandra Grześkowiak - uczennica w klasie, której zmarła nauczycielka była wychowawczynią
Pani Wera Smektała była naszą wychowawczynią i nauczycielem języka niemieckiego. Zatem porządek i ład panował zawsze na jej lekcjach. Wymagająca, ale i zarazem osoba, na którą zawsze mogliśmy liczyć. Choć łatwo z nami nie miała, gdyż była to klasa o profilu biologiczno-chemicznym, a w niej sami indywidualiści [np. Igor Janke - publicysta, dziennikarz - przyp. red.]. Czas zresztą to potwierdził. Na zawsze zapamiętam Jej zagadkowe spojrzenie i zwyczajną troskę. Kiedy już „pytała”, to zawsze z uśmiechem: „co u ciebie”. Wiedziała o losach każdego z nas. Odeszła osoba, która zawsze będzie nam się kojarzyć z naszymi najlepszymi latami w słynnej gostyńskiej "budzie".
Serdeczna i życzliwa przyjaciółka
Tak wspomina śp. Werę Smektałę była nauczycielka ZSO - Aleksandra Liszczyńska (Koczorowska) – najpierw uczennica pani profesor, a później koleżanka z pracy:
Jako nauczycielka była nie tylko wspaniałym pedagogiem, ale przede wszystkim dobrym i wrażliwym człowiekiem. Wymagająca, ale wyrozumiała i sprawiedliwa. Z ogromną cierpliwością przekazywała wiedzę, rozbudzając zainteresowanie językiem i kulturą Niemiec. Potrafiła motywować do pracy i dodawać wiary we własne możliwości. Dzięki niej nauka stawała się nie tylko obowiązkiem, lecz przyjemnością. My dziewczyny, zawsze podziwiałyśmy jej elegancki ubiór.
Aleksandra Liszczyńska mówi dalej:
Jako koleżanka z pracy: była bardzo serdeczną i życzliwą osobą, chętnie służyła radą i pomocą młodszym koleżankom, nauczycielkom języków, które rozpoczynały pracę zawodową. Zawsze punktualna, obowiązkowa. Z pewnością empatyczna.
Oddana szkole i pracy, długo utrzymywała kontakt z wychowankami
Śp. Wera Smektała ma jednego syna - Artura - dziś jest lekarzem, w liceum uczęszczał do klasy boologiczno-chemicznej, której wychowawczynią była właśnie mama.
Walczyliśmy, żeby do tego nie doszło z ówczesnym dyrektorem. Ale akurat mama oddała swoją poprzednią klasę, a zawsze pod opieką miała uczniów oddziałów biologiczno-chemicznych, w tej klasie chcialem się uczyć I, chcąc nie chcąc, mama była moim wychowawcą. Przyznaję, nie było to komfortowe ani dla mnie i sądzę, że dla również. Ale jakoś te cztery lata trzeba było przetrwać - mówi dzisiaj Artur Smektała. - W domu, wbrew pozorom, mama dawała mi dużo swobody, wolną rękę, nie kontrolowała mnie - dodaje.
Żegnana ze smutkiem nauczycielka ma też dwie wnuczki: Martę, która jest informatykiem i Jagodę - ona z kolei z wykształcenia jest psychologiem. Doczekała również prawnuczki. Zmarła nauczycielka do końca życia była mieszkanką Gostynia.
- Mama żyła pracą w liceum, żyła maturami, tym wszystkim, co rzeczywiście w szkole się działo. Liceum to był jej drugi dom. Nie mechanicznie, ale raczej wyrozumiale podchodzila do poprawiania sprawdzianów czy prac klasowych, sama próbowała tłumaczyć błędy, popełniane przez uczniów. Bardzo przejmowała się swoimi wychowankami, przeżywała, szczególnie kiedy podchodzili od egzaminu dojrzałości, kiedy wychowankowie z najstarszych klas opuszczali szkołę. Bardzo interesowało ją, jaką drogę kształcenia wybrali wychowankowie. Interesowała się później, czy podopieczni, którzy opuścili szkolne mury dostali się na studia, jakie mają dalsze plany. Wiem, że duża grupa absolwentów po zakończeniu nauki w liceum, miała kontakt z mamą. Przez wiele, wiele lat ona dostawała kartki od różnych uczniów. Były to osoby znacznie starsze ode mnie, ale długo utrzymywały serdeczny kontakt, przesyłały życzenia na święta, pisały, co się u nich dzieje - wspomina Artur Smektała.
Uwielbiała zwierzęta i ogród
Syn zmarłej germanistki przyznaje, że utrzymywanie silnych więzi z byłymi wychowankami było miłe, dopóki mama dpbrze sie czuła. Przyznaje, że w ciągu ostatnich kilku lat bardzo pogorszyła się pamięć, trudno było jej rozpoznać najbliższych członków rodziny, ale...
- Na przykład, kiedy mama miała taki lepszy dzień, a zawsze przynosiłem jej różne zdjęcia, żeby jakoś z tą pamięcią wracać. Na przykład pokazywałem mamie stare zdjęcia grona pedagogicznego. I ku mojemu zaskoczeniu, naprawie idealnie wiedziała, kto na tym zdjęciu jest. Czyli te stare czasy nauczycielskie, z którymi była bardzo związana, gdzieś jeszcze w pamięci pozostały. Mama jeszcze uczyła języka niemieckiego w gostyńskiej bibliotece, przez wiele lat. Po przejściu na emeryturę bardzo długo utrzymywała kontakty z gronem pedagogicznym liceum. Nauczyciele spotykali dwa razu w roku u świętej pamięci Marii Kruszki. Ona robiła dwa razy do roku takie spotkanie. Rozmawiali o pracy, o zmianach w liceum - wspomina Artur Smektała.
Podczas rozmowy dowiedzieliśmy się, że pani profesor Smektała uwielbiała zwierzęta. Zawsze w rodzinie był pies - duży, mimo że mieszkanie mieściło się na III piętrze w bloku. Lubiła spacerować., świetnie czuła się również w ogrodzie. Była ciekawa świata, lubiła na bieżąco śledzić wydarzenia, sprawdzać informacje w lokalnej prasie i w mediach o szerszym zasięgu. Jeśli wypoczywała, to chętnie nad morzem.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.