reklama

Kuligu nigdy nie planują, zawsze wszystko "na spontonie". W tym roku na sanki wsiadło kilkadziesiąt osób

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Kuligu nigdy nie planują, zawsze wszystko "na spontonie". W tym roku na sanki wsiadło kilkadziesiąt osób - Zdjęcie główne
Autor: Bogdan Bujak
Zobacz
galerię
58
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
KulturaObecnie zimowa aura tylko sporadycznie pozwala na organizację kuligów nawiązujących do zabaw dawnej szlachty, która konnymi zaprzęgami, częstokroć oświetlanymi pochodniami, wieczorami, przy muzyce, bawiła się w ten sposób nawet kilkanaście... dni. Co prawda mieszkańcom Sułkowic w gminie Krobia ani pogoda, ani zobowiązania rodzinne i zawodowe raczej nie pozwoliłyby tak długo imprezować, ale w niedzielę, 4 stycznia 2026, drugi rok z rzędu zebrali się "na sankach". - Tak naprawdę nigdy naszych kuligów nie planujemy, w zeszłym roku też nie planowaliśmy. Zwyczajnie organizujemy wszystko z dziś na jutro i to, jak widać, zdaje egzamin - mówili pośród kilkudziesięciu sanek Arkadiusz Walczak, radny gminy oraz Andrzej Bąk - inicjatorzy zorganizowania sułkowickiego kuligu.
reklama

Zamiast koni traktor, a kto arlekinem? Tak weraz wyglądają kuligi

Jak mówią Sułkowiczanki i Sułkowiczanie, gdy tylko zobaczą "trochę śniegu, ktory nadaje się do pociągnięcia sanek", szukają ich po strychach czy piwnicach, ubierają śniegowce i wnet szykują się do kuligu.

reklama

W miejsce konnego zaprzęgu wyjeżdża ciągnik rolniczy, rolę arlekina, czyli wodzireja, którego zadaniem dawniej było zaplanować trasę przejazdu odgrywa zazwyczaj traktorzysta, a wszyscy zbierają się na polach. 

- W tym roku liczba uczestników naprawdę dopisała - odpowiada Arkadiusz Walczak.

Do tego stopnia, że kulig trzebał było organizować w kilku przejazdach, gdyż przy kilkudziesięciu sankach ciągle zrywało linę.

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD ZDJĘCIEM - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ

To, co kiedyś było zimową cdziennością dla Mikołaja, Oliwii i Julii jest ewenementem

Tuż za traktorem na saniach z prawdziwego zdarzenia mieszczących kilka osób jechał m.in. Mikołaj.

- Tata je dla mnie zbudował - tłumaczył rozradowany nastolatek.

Również dla Wiktorii i Oliwii kulig był niesamowitą frajdą.

- W zeszłym roku też jechałyśmy. Szkoda, że wcześniej nie były organizowane, ale wiadomo, nie było tyle śniegu, żeby wyciągnąć sanki - mówiły dziewczyny.

reklama

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD MATERIAŁAMI FILMOWYMI

Rozwiń

 

Ma przypominać, bawić i integrować

Swoistym nawiązaniem do tradycji dawnych kuligów, które również kończyły się zabawą przy ognisku było wspólne pieczenie kiełbasek i gorąca czekolada na miejscowej świetlicy wiejskiej.

- W naszych kuligach jest wszystkiego po trochu: chęć podtrzymania tradycji, rozrywka dla dzieci, bo nie oszukujmy się nasze roczniki jeszcze pamiętają jak się "wychodzio na dwór", teraz wygląda to bardzo ubogo. A poza tym jest to forma integracji mieszkańców wsi - podsumowują A. Walczak i A. Bąk, którzy wspólnie z sołtysem, radą sołecką przygotowali wydarzenie.

KLIKNIJ ZDJĘCIE, żeby PRZECZYTAĆ FOTOREPORTAŻ

 

 

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo