Reklama

Kongo o Poranku

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: Adobe Stock/fotomontaż M. Mostowy

Kongo o Poranku - Zdjęcie główne

foto Adobe Stock/fotomontaż M. Mostowy

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kultura Co można zrobić w poniedziałek, który jest zarazem Dniem Iluzjonisty i Dniem Narodzin Rosyjskiej Wódki? Do tego deszcz ze śniegiem i biomet da nam popalić? Ja bym zniknął. Najlepiej na kielicha. Może być rosyjskiej wódki. Taaarrraaaa! To jest KoP. Sprawdzamy: jaka pogoda w Gostyniu, kto obchodzi imieniny i kartkę z kalendarza. Lecimy!

Reklama

 

Sprawdzamy - pogoda w Gostyniu na najbliższy tydzień:

Poniedziałek, 31 stycznia: Jak już wspomniałem ma padać deszcz ze śniegiem. Ostrożnie na szosach. Temperatura odczuwalna wyniesie -1 stopni Celsjusza, a na termometrze na plusie 3. Wiatr słaby, 14 km/h, do tego ciśnienie 1003 hektopaskale i biomet nie przysłuży się nam dzisiaj.

Wtorek, 1 lutego: Podobnie, tyle tylko, że jak będzie padać to sam śnieg już, a temperaturę odczujemy niższą, bo -3 stopnie Celsjusza. Na termometrach tym razem na plusie 1 Celsjusza. Biomet bez zmian.

Środa, 2 lutego: I znów deszcz dołączy do śniegu i popadają sobie razem. A co! Będzie tylko nieco cieplej, bo na podziałce aż 6 stopni Celsjusza, a na skórze 1 stopień. Wiatr powieje nieco mocniej, bo 25 km/h, ciśnienie wyniesie 1016 hektopaskale, a meteopaci nadal nie poczują się lepiej.

Czwartek, 3 lutego: Nie pada. I nie cieszyć się zbyt głośno, bo pogoda jeszcze usłyszy i zmieni zdanie. Ma nie padać na słowo honoru. Temperatura odczuwalna to równe 0 stopni Celsjusza, a na skali termometru aż 5 na plusie. Ciśnienie wyniesie 1026 hektopaskale. Wiatr osiągnie prędkość zawrotną 22 km/h i w końcu meteopaci będzie mieć swój dzień. Biomet korzystny.

Piątek, 4 lutego: Stanowczo cieplej. Poczujemy 6 stopni na plusie, choć wskaźniki pokażą nam 8 stopni Celsjusza. Wiatr powieje 11 km/h, ciśnienie wyciśnie 1030 hektopaskali i ta zmiana pewnie ma wpływ na to, że biomet znów nam się obróci w niekorzystny.

Sobota, 5 lutego: Co tu dużo pisać, właściwie jak czwartek. Różnice są tak niewielkie, że nie ma co się o nich rozpisywać.

Niedziela, 6 lutego: Może być nawet słonecznie, choć śnieg ma też poprószyć. Takie na dwoje babka wróżyła. Temperatura wyniesie 3 stopnie Celsjusza, czyli odczujemy trochę mniej, poniżej zera. Wiatr powieje słabiutko, bo około 18 km/h, a przy najlepszych założeniach, zdobędziemy w ten dzień aż 5 godzin słonecznych.

Jak to jest z tym brzaskiem i wschodem słońca w tym Gostyniu, he? Kiedy wiosna?

Już podaję. Otóż w poniedziałek, 31 stycznia, na początku tygodnia słońce brzaśnie o 06:38, wzejdzie 07:15, zenit wykona rach ciach o 11:49, by zajść o 16:23 i ostatecznie pożegnać nas zmierzchem o 17:00.

Za to w niedzielę, 6 lutego, te godziny przesuną się odpowiednio i brzask będziemy mieć o 6:29, wschód o 07:05, zenit o 11:50, zachód o 16:34 i zmierzch o 17:10. Co oznacza, że tylko w ten jeden tydzień przybyło nam 19 minut dnia! Przypomnę, że na początku stycznia, osiągniecie takiego wyniku zajmowało słoneczku aż 2 tygodnie. Teraz tylko tydzień. Czyli wiosna idzie! Zostało do pierwszego dnia wiosny tylko 48 dni!

My tu gadu gadu, a tu solenizanci czekają. W tym tygodniu imieniny obchodzą:

Poniedziałek, 31 stycznia: Jan, Ludwika, Marcela, Cyrus, Emma, Euzebiusz, Franciszek, Geminian, Ksawery, Melaniusz, Piotr, Rościgniew, Smysława, Spycigniew

Wtorek, 1 lutego: Brygida, Sewer, Andrzej, Cecyliusz, Dziadumiła, Emil, Paweł, Pioniusz, Prosimir, Siemirad, Weridiana, Winand, Winanda, Wirydiana, Zybart, Zybert, Zybracht, Zygbert, Żegota

Środa, 2 lutego: Kornel, Maria, Miłosława, Andrzej, Ermentruda, Filip, Franciszek, Gonsalwy, Jan, Joanna, Katarzyna, Korneli, Korneliusz, Laurencjusz, Laurenty, Marcin, Markwart, Mikołaj, Miłosław, Piotr, Stefan, Teodoryk, Teofan, Wawrzyniec, Werner, Mirosław

Czwartek, 3 lutego: Błażej, Oskar, Telimena, Ansgar, Ansgary, Błażeja, Celeryn, Celeryna, Hipolit, Hipolita, Ignacy, Jan, Klaudyna, Maksym, Ofelia, Stefan, Uniemysł, Uniesława, Wawrzyniec

Piątek, 4 lutego: Józef, Weronika, Andrzej, Awentyn, Częstogoj, Eustachia, Eustachiusz, Eustachy, Gilbert, Izyda, Izydor, Jan, Joanna, Mariusz, Witosława, Jarmiła, Żanna, Nataniel, Jarmila

Sobota, 5 lutego: Adelajda, Agata, Albwin, Awit, Awita, Dobiemir, Elpin, Indracht, Izydor, Jakub, Lubodrog, Modest, Przybygniew, Rodomił, Saba, Strzeżysława

Niedziela, 6 lutego: Amanda, Dorota, Amand, Antoni, Bogdan, Bogdana, Bohdan, Bohdana, Gaston, Joachim, Leon, Leona, Paweł, Szymon, Tytus, Wedast

Nietypowe święta i kartka z kalendarza

Poniedziałek, 31 stycznia:Dzień Iluzjonistów – jeśli powiesz za pierwszym razem bez zająknięcia, prestidigitator, to już masz największą sztuczkę za sobą. Prestidigitator bowiem to przedstawiciel jednego z 3 rodzajów sztuki iluzji. Zajmuje się głównie robieniem nas w bambuko używając sztuczek optycznych oraz zwinności swoich rączek i nóżek. To on popisuje się zwinnością i gibkością. On tnie piękne asystentki na pół, on lata nad sceną, on przebije się mieczem. Prestidigitator pochodzi z francuskiego prestidigitateur, preste – szybki, doigt – palec. Następny jest mentalista – on zabawia się naszymi umysłami. Każe zgadywać karty, wie jak się czujemy, kiedy mieliśmy w dzieciństwie wypadek i takie tam… jednak nad nimi góruje iluzjonista. Jego królestwo to rekwizyty, które w jego rękach, płoną, znikają, kurczą się, zostają połknięte czy tez zostają zaimplementowane do jego trzewi, by sobie mógł sam na naszych oczach bezoperacyjnie je wyjąć. W Polsce niezmiennie największym iluzjonistą jest rząd z ZUS i skarbówką na czele. Czarują na odległość, wszystko wiedzą i wszystko nam znika.

Dzień Narodzin Rosyjskiej Wódki – Dmitrij Mendelejew 31 stycznia 1865 roku w Petersburgu obronił publicznie swoją pracę doktorską „O połączeniach alkoholu z wodą”. Jak wszystkich przekonał do swoich wyników badań? Mam swoją teorię. Przecież w styczniu w Petersburgu jest trzaskający mróz. Wystarczyło każdemu polać kieliszek na rozgrzanie i wszyscy z tobą się zgodzą w każdej sprawie.

Wtorek, 1 lutego: Międzynarodowy Dzień bez Oleju Palmowego – zainicjowany przez czeską organizację „Koalice proti palmovému oleji” i po raz pierwszy obchodzony w 2016 roku ma na celu wyprowadzenie z produkcji oleju palmowego. Dlaczego? Bo jak zwykle, my ludzie, nie znamy umiaru i w imię ogromnych zysków, zniszczyliśmy już ogromne połacie lasów deszczowych jak na Borneo. Gdyby wycięcie lasów deszczowych było tu największym grzechem...ale aby zarobić na oleju palmowym, pozbawiamy domu i życia setki gatunków zwierząt. Wszystko po to, by człowiek mógł zarabiać tak długo, dopóki się przekona, że pieniędzy nie da się zjeść.

Środa 2 lutego: Dzień Świstaka – często zdaje się nam wszystkim, że go przeżywamy. Dzięki genialnej kreacji Billa Murraya w filmie reżyserii Harolda Remisa, Polacy dowiedzieli się o przedziwnych, acz jak najbardziej prawdziwych obchodach Dnia Świstaka, które szczególną formę przyjmują w amerykańskim miasteczku Punxsutawney w stanie Pensylwania. Obchody jednak toczą się w przeważającej części USA jak też Kanady. Tego dnia w Punxsutawney wywabia się z norki świstaka o imieniu Phil. Jeśli Phil zobaczy swój cień i wróci do norki, oznacza to jeszcze 6 tygodni zimy. Oczywiście, nie trzeba tłumaczyć, że poranek musi być słoneczny. Natomiast jeśli Phil cienia nie zobaczy (pochmurny i mglisty poranek) oznacza to, że wiosna jest tuż za rogiem. Do dziś nie wiem, do czego tym ludziom potrzebny świszcz (inaczej świstak), skoro wiedzą, że w słoneczny poranek będzie rzucany cień zwierzęcia, a w mglisty i pochmurny nie. Wspomniany Bill Murray w filmie o Dniu Świstaka utknął w pułapce czasu i budził się tego samego poranka, tak długo, aż dopracował do granic szczegółów napad na bank, którego pracowników obserwował jak przeżywają nieświadomie z nim ten sam dzień. Dziś używamy zwrotu „ale dzień świstaka mam”, gdy czujemy, że mamy za dużo na głowie i czujemy, że dzieli nas cienka granica od szaleństwa z powodu nawału wielu różnych spraw na raz, lub gdy wydaje nam się, że życie nie przynosi nic nowego z dnia na dzień i czujemy się zmęczeni już tą rutyną.

Czwartek, 3 lutego: w Japonii świętują Międzynarodowy Dzień Kopania Rowów. Naprawdę, nie wiem dlaczego zatem międzynarodowy. No dobrze. Pewnie tam dzień ten przybiera na swej formie, a w innych krajach jest ciekawostką, jak u nas. Poza tym u nas jak usiądziesz z dowolnie wybranym wujkiem przy rodzinnym stole i nalewce babcinej to się dowiesz, że kopanie rowów to polska tradycja w każdej rodzinie, na której zbito majątek, tylko że nikt nie wie, gdzie on teraz jest. Majątek oczywiście. Chociaz i ten rów też.

Światowy Dzień Wyborów - Konferencja Światowych Organizacji Wyborczych w 2005 roku w węgierskim Siófok ustanowiła 3 lutego Światowym Dniem Wyborów, aby ludzie nie zapomnieli, że zjawisko wyborów pełni tę samą rolę co góralski kamień pogodowy. Wiecie jak działa? To proste! Kamień jest mokry – pada, kamień jest suchy – słonecznie, kamień jest ośnieżony – spadł śnieg, nie ma kamienia – sezon turystyczny rozpoczęty. I tak samo z wyborami. Są wolne i niezależne wybory – jest demokracja. Nie ma wolnych i niezależnych wyborów – nie ma demokracji.

Piątek, 4 lutego: tego dnia 2000 roku w Paryżu podczas Światowego Szczytu Walki z Rakiem ustanowiono Międzynarodowy Dzień Walki z Rakiem. Wciąż rak jest najgroźniejszą chorobą dla człowieka, zwłaszcza teraz, w czasach pandemii, gdy dostęp do regularnych badań i leczenia jest ograniczony ze względu na przekształcenie wielu szpitali w placówki przeznaczone do walki Covid-19 oraz obłożenie łóżek szpitalnych. Dbajmy o siebie. Badajmy swoje ciało szukając wyraźnych i wyczuwalnych zmian i nie odpuszczajmy. Umawiajmy się do lekarzy na wizyty. Walczmy. Bo raka wykrytego odpowiednio wcześniej można wyleczyć.

Sobota, 5 lutego: w Szwajcarii założono klub Cabaret Vaoltaire. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż to właśnie tam narodził się dadaizm. „Weźmy ze słownika to słowo. Wydaje się być stworzone do tego co robimy. Pierwszy wypowiedziany dźwięk dziecka to często dada, czyli to słowo wyraża to, co prymitywne, zaczynanie od zera, nowe w naszej sztuce” - powiedział Richard Huelsenbeck, jeden z założycieli klubu i dadaizmu, nurtu w sztuce, który ze sztuki jaja sobie robił. Ludzie długo jakoś nie chcieli wierzyć, że to co widzą, słyszą to sztuka i ma jakąś wartość, a gdy zaczynali już ufać twórcom, ci zdawało się drwią sobie z publiczności, że byli skłonni uwierzyć, iż żelazko może być dziełem sztuki. Dadaizm jest genialny. Pozwala pisać, rzeźbić, malować i tworzyć choćby ze śmieci, bez form, bez zasad. Często liczyła się sama koncepcja. To tak jak w głupawkach, które macie z kolegami na ławce. Sami nie wiecie co i jak, ale was śmieszy i czujecie, że gdyby to dobrze ubrać, byłby z tego genialny skecz, na który do teatru przyszłyby tysiące. Czyli koncepcja. Pomysł. Tak też uważali Tristan Tzara, Hans Arp, Marcel Duchamp, Man Ray, Francis Picabia. Dadaizm pod koniec lat 20. XX wieku przeistoczył się w surrealizm, a stąd już tylko rzut beretem dowolnie wybranej babci, do znanego wam z telewizji Latającego Cyrku Monty Pythona.

Niedziela, 6 lutego: Dzień Boba Marleya  - Wiadomo, Bob Marley, Jamajka, reggae. Naprawdę nazywał Robert Nesta Marley i urodził się właśnie 6 lutego 1945 roku. Był synem białego oficera tamtejszej armii i jamajskiej piosenkarki, dużo młodszej od partnera. Oficer jak to oficer. Zadanie wypełnił i zawinął się do bazy. Bob wychowywał się bez ojca. W wieku 14 lat rzucił szkołę i zaczał pracę jako spawacz, po pracy grając ze swoim zespołem „The Wailers”. Sam miał wiele dzieci z różnych związków, a na Jamajce zdobył uznanie graniczące niemal z boskością. Jego pełne miłości i pokoju teksty piosenek głosiły główne założenia religijnego ruchu rastafarianizmu. Trzeba przyznać, że nie był to wcale taki głupi ruch. Powstał w Etiopii i głosił np. że pokój i szczęście zapanuje na Ziemi, gdy ludzie przestaną się dzielić na gorszych i lepszych, choćby ze względu na kolor skóry czy wyznanie bądź pochodzenie. Biedni mieszkańcy Jamajki potrzebowali tych słów. Ponadto Bob uważał, że powinno się przyjmować marihuanę w kościele jako sakrament. Kto wie, czy wtedy znane nam problemy kościoła nie zniknęłyby aby bezpowrotnie? Urodziny Boba Marleya to święto narodowe na Jamajce. Jeśli ktoś z was ma okazje załapać się na jakąś ofertę last minute to niechaj się nie zastanawia. Będzie tam gruba impreza.

I to by było na tyle.

O MNIE. Dlaczego Kongo mnie zwą, nikt nie wie. Z zawodu Nikt Ważny. Są świadkowie zeznający, że uciekłem Shakespearowi ze sztuki. Aparycją najbliżej mi do Satyra. Pragnieniem i mocną głową również. Kudłaty i rogaty łeb, może wadzić o ego. Czytać zatem roztropnie, acz z dystansem koniecznie, gdyż patos zabija powoli.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy