Reakcja pracowników i służb była błyskawiczna
Przypomnijmy: w czwartkowe popołudnie, około godziny 13.00, na terenie zakładu firmy Mann+Hummel zatrdniającej około 2000 pracowników doszło do wypadku przy pracy, w wyniku którego poszkodowana została jedna osoba.
Z pierwszych doniesień wynikało, że jeden z pracowników firmy zewnętrznej podczas wykonywania obowiązków służbowych - pracy przy rozdzielni elektrycznej - miał ulec poparzeniom.
Na miejsce zdarzenia natychmiast zadysponowano służby ratownicze: zastępy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Gostyniu, zespół ratownictwa medycznego oraz policję.
W akcji brał udział także helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego - WIĘCEJ CZYTAJ W ARTKULE PONIŻEJ.
DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD ZDJĘCIEM - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ
Potwierdziły się "spekulacje"
Wyjaśnianiem przyczyn i okoliczności wypadku zajęli się funkcjonariusze Komendy Powiatowej Policji w Gostyniu oraz Państwowa Inspekcja Pracy.
Pracownik firmy zewnętrznej, który został poszkodowany w wyniku wybuchu pożaru to 37-letni mieszkaniec Lubonia.
- Na dzień 30 kwietnia stan poszkodowanego był stabilny - nie zagrażający życiu - informuje komisarz Monika Curyk, rzecznik prasowa KPP w Gostyniu.
Jeśli chodzi o przyczyny samego wypadku, ustalenia potwierdziły "spekulacje" pracowników gostyńskiego zakładu, iż 37-latek podłączając agregat prądotwórczy mógł ulec poparzeniom w wyniku powstania bardzo niebezpiecznego zjawiska.
- Na skutek niezamierzonego zwarcia powstał łuk elektryczny, od którego zapaliła się odzież mężczyzny - relacjonuje oficer prasowa gostyńskiej komendy policji.
Przetransportowany przez LPR 37-letni mieszkaniec Lubonia przebywa w szpitalu w Poznaniu.
KLIKNIJ ZDJĘCIE, żeby PRZECZYTAĆ ARTYKUŁ
Komentarze (0)