reklama

Wypadek na DK12. To już nie były żarty. Natychmiast, bez kalkulacji ratownicy WOPR Gołuchów pospieszyli z pomocą

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Wypadek na DK12. To już nie były żarty. Natychmiast, bez kalkulacji ratownicy WOPR Gołuchów pospieszyli z pomocą - Zdjęcie główne
Autor: A. Fajczyk, FB WOPR Gołuchów/fotomontaż Z. Pacanowski
Zobacz
galerię
56
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościZ  pomocą trzem osobom poszkodowanym w wypadku na DK12, na oznakowanym skrzyżowaniu z drogą do Borku Wlkp., pospieszyli ratownicy z WOPR Gołuchów. - Dla niektórych to pierwsza w życiu taka sytuacja. Wcześniej słuchają o tym tylko na szkoleniach, trenują na fantomach, a to jest zupełnie inna praca. Na ulicy widzą ból i cierpienie drugiego człowieka - mówi Dominik Kołaski, prezes WOPR.
reklama

Kilkadziesiąt minut po zakończeniu szkolenia z udzielania pierwszej pomocy, najechali na wypadek

Członkowie WOPR w Gołuchowie wracali do swoich domów z ogólnopolskiej konferencji ratownictwa wodnego w Boszkowie, gdzie słuchali wykładów na temat fachowego udzielania pierwszej pomocy. Kilkadziesiąt minut po zakończeniu szkolenia byli pierwszymi świadkami wypadku na obwodnicy Borku Wielkopolskiego, do którego doszło 22 marca 2026 roku. Około godz. 13.00 na ich oczach zderzyły się dwa samochody osobowe. Początkowo wyglądało to groźnie. Wracający z konferencji ratownicy: Eliasz Solarczyk, Błażej Hadrzyński i Piotr Suhak, bez wahania pospieszyli z pomocą poszkodowanym. Skala zdarzenia była duża, w samochodach osobowych podróżowały 3 osoby. Każda z nich w pewien sposób  ucierpiała, ciężko ranny był kierowca Mercedesa, mieszkaniec gminy Krobia. 

reklama

Na pomoc wezwano zespół ratownictwa medycznego, straż pożarną, a później także LPR.

Ratownicy WOPR Gołuchów natychmiast każdym się zaopiekowali, jeszcze zanim służby zdążyły dojechać i w pełni przejąć działania. Jeden z mężczyzn, 74-letni kierowca Mercedesa utknął w zmasakrowanym samochodzie. Wodni ratownicy próbowali go wyciągnąć.

- Wracali z sympozjum. Nie mieli wystarczającego sprzętu, by wydobyć poszkodowanego z samochodu, jednak pomoc, w której opierali się na swojej wiedzy, doświadczeniu i umiejętnościach, okazała się w tym przypadku bardzo ważna - powiedział na miejscu zdarzenia dowodzący działaniami ratowniczymi strażak asp. sztab. Wojciech Idkowiak, KP PSP w Gostyniu.

Nie zawahali się ani minuty

Dominik Kołaski, prezes WOPR Gołuchów jest bardzo dumny ze swoich „chłopaków”. Między innymi z tego, że się nie zawahali ani minuty. Natychmiast rozpoczęli udzielanie pierwszej pomocy osobie nieprzytomnej.

reklama

- Bez pytań „czy ktoś już jedzie?”. Bez kalkulacji. Od razu przystąpili do działań, do zabezpieczenia miejsca zdarzenia, podzielili się rolami. Jeden dzwonił, drugi od razu próbował wyciągać poszkodowanego z samochodu. Jednak okazało się, że potrzebne będą narzędzia hydrauliczne, bez tego nie będzie można. Wiedzieli, że w zetknięciu z takim zdarzeniem przy udzielaniu pomocy nie może wszystkiego robić jeden człowiek. Musi być podział ról - mówi Dominik Kołaski. - Dla nich to był mega stres. To już nie były żarty - dodaje prezes WOPR.

Nie pierwszy taki przypadek

Podkreśla, że to nie był pierwszy przypadek, gdy ratownicy WOPR Gołuchów ruszyli z pomocą poszkodowanym w zdarzeniu drogowym. Do podobnej sytuacji doszło we wrześniu 2025 roku, na DW442. Wówczas jako pierwsi na wypadek powiecie wrzesińskim najechali inni ratownicy: Gabrysia Juszczak, Gerard Banaszkiewicz i Marcel Banaszkiewicz, którzy wracali z rodzinnej uroczystości.

reklama

- Trafili na wypadek masowy. Tam było pięć osób poszkodowanych. Teraz jest druga taka sytuacja. Podoba mi się to, że się weryfikują. To nie są tylko ćwiczenia, to nie jest tylko woda. To jest ratownictwo medyczne tak naprawdę. I oni to przeżywają, że mogli pomóc drugiemu człowiekowi - zaznacza Dominik Kołaski.

Dla niektórych była to pierwsza w życiu taka sytuacja. Po zdarzeniu już wiedzą, że na szkoleniach, kiedy ćwiczą na fantomach, a to jest zupełnie inna praca. To był dla nich praktyczny egzamin z ratownictwa.

- Na ulicy widzą ból i cierpienie drugiego człowieka. Widzą, że ten człowiek może za chwilę umrze. Dochodzi stres, adrenalina. To był dla nich egzamin. To jest tak naprawdę weryfikacja - mówi Dominik Kolaski. - Bardzo zadowoleni są z tej akcji, przeżywają to mocno. Zwsze im powtarzam - że warto na końcu, po takiej akcji zrobić briefing. Powinni się spotkać, przeanalizować, co mogłem lepiej zrobić, co mogłem poprawić, ale cieszy ich to, że nikt nie umarł na miejscu zdarzenia. Ale też zawsze na kursach powtarzam, nie każdego człowieka da się uratować - podsumowuje Dominik Kołaski, prezes WOPR Gołuchów.

reklama
WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo