- Zakup przez powiat części budynku przy ul. Wrocławskiej przedstawiany jest jako działanie, które miało „pomóc gminie Gostyń rozwiązać problem pustostanu”. Tego rodzaju sformułowania brzmią efektownie, wymagają jednak doprecyzowania, ponieważ zniekształcają rzeczywisty przebieg zdarzeń – mówi zastępca burmistrza Gostynia, Grzegorz Skorupski.
Gmina miała plan
Wiceburmistrz jest zniesmaczony narracją starosty. Podkreśla, że pomieszczenia nie były pustostanem, ani problemem dla samorządu.
- Pomieszczenia nie były ani porzucone, ani pozostawione bez przeznaczenia. Istniała koncepcja ich wykorzystania na cele publiczne, obejmująca przeniesienie Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej oraz możliwość wynajęcia zwolnionych pomieszczeń innym instytucjom publicznym. Był to wariant racjonalny, organizacyjnie i finansowo, choć najwyraźniej mniej medialny niż opowieść o „pustych korytarzach” i „bolącym sercu” – argumentuje Grzegorz Skorupski.
Negocjacje się przeciągały
Jak wyjaśnia wiceburmistrz, negocjacje przeciągały się nie z powodu braku decyzji gminy, lecz rozbieżności w wycenie.
Nieprawdą jest przedstawianie sytuacji tak, jakby gmina domagała się wygórowanej ceny, by ostatecznie „zadowolić się zaledwie” dwoma milionami złotych. Początkowa propozycja powiatu opierała się na przygotowanej przez nich wycenie i zakładała zakup za 1,2 mln zł – kwotę, która w naszej ocenie nie odpowiadała realnej wartości sprzedawanej części budynku. Rozumiejąc trudną sytuację finansową, w jakiej znalazł się powiat gostyński, proponowaliśmy kwotę około czterech milionów złotych, ale rozłożonych na bezprocentowe raty w okresie co nawet dwudziestu lat. Była to propozycja wyjątkowo korzystna dla powiatu, który od lat zmaga się z problemami finansowymi – uważa. - Ostatecznie, mając na uwadze interes mieszkańców, zaproponowaliśmy sprzedaż za 2 mln zł, z możliwością rozłożenia płatności na dwa lata. Była to propozycja uwzględniająca zarówno interes gminy, jak i możliwości finansowe powiatu.
Według Grzegorza Skorupskiego pokoje zajmowane przez urzędników magistratu były w lepszym stanie niż pomieszczenia używane przez administrację powiatową.
Gminy powiatu gostyńskiego regularnie współfinansują powiatowe inwestycje drogowe, mimo że formalnie nie należą one do ich zadań własnych. Starosta jednak, pomimo realnych problemów lokalowych, zmuszających powiat do wynajmowania pomieszczeń od prywatnych podmiotów, konsekwentnie trzymał się kwoty ledwie przekraczającej milion złotych. Trudno więc mówić o „ratowaniu” kogokolwiek, skoro przez długi czas brakowało gotowości do realnego kompromisu – zauważa Grzegorz Skorupski.
Kto, komu pomaga?
Grzegorz Skorupski zaznacza, że gmina Gostyń nie posiada zadłużenia i znajduje się w dobrej kondycji finansowej.
Powiat gostyński zmaga się z realnymi problemami finansowymi i lokalowymi, których skutki odczuwają mieszkańcy całego regionu. W ostatnim czasie doprowadziły one m.in. do zamknięcia porodówki w gostyńskim szpitalu, a także do braków środków na realizację podstawowych inwestycji drogowych. Wbrew pojawiającej się narracji Roberta Marcinkowskiego w tej sprawie, to gmina Gostyń realnie pomogła powiatowi, a nie powiat gminie. Paradoks polega na tym, że w praktyce to gmina częściej pomaga powiatowi, choćby w rozwiązywaniu problemów parkingowych przy szpitalu i Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym – wylicza wiceburmistrz Gostynia.
Przypomina, że wszystkie gminy powiatu gostyńskiego regularnie współfinansują powiatowe inwestycje drogowe, mimo że formalnie nie należą one do ich zadań własnych.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.