Spokojne sumienie po "Biegu po pączka" w Gostyniu
OSiR w Gostyniu kilka razy w roku urozmaica mieszkańcom popołudnia, organizując okolicznościowe imprezy biegowe - "Bieg mikołajkowy", "Bieg zająca" czy - jak w przypadku tłustego czwartku - "Bieg po pączka". Każda tego rodzaju inicjatywa propaguje zdrowy i aktywny tryb życia.
"Bieg po pączka" pozwala dodatkowo uspokoić sumienie łasuchom i zrzucić "kamień z serca" czyli nieco kalorii po skosztowanych w ciągu dnia pączkach czy faworkach.
Mniej więcej 100 osób na starcie
Tradycyjnie, tegoroczny bieg odbył się na stadionie miejskim w Gostyniu. Na linii startu stanęło około 100 osób. Trzeba zaznaczyć, że była to niestandardowa rywalizacja. Uczestnikom nie mierzono czasu w taki sposób, jak to bywa podczas zawodów lekkoatletycznych, gdyż zmagania nie miały charakteru wyścigów. Jednak, paradoksalnie, czas był liczony. Zawodnicy wyruszyli na 30-minutową trasę po bieżni lekkoatletycznej.
- Cieszymy się, że pojawiła się również młodzież, były dzieci. Impreza z roku na rok zyskuje popularność, frekwencja rośnie. Jest to dla nas, jako organizatorów, bardzo motywujące. To dobrze, że młodzi ludzie dla biegania oderwali się na chwilę od laptopów i telefonów komórkowych - przekazuje Wojciech Walkowiak, menadżer sportu w OSiR w Gostyniu.
Dowolnie, w miarę możliwości na bieżni
Zaletą tego sportowego wydarzenia jest dowolność, jaką organizatorzy dają uczestnikom. Każdy miał prawo zagospodarować czas według swoich możliwości i fizycznego przygotowania. Oprócz biegaczy - amatorów na bieżni pojawili się zwolennicy marszu z kijkami.
- Zwróciliśmy uwagę, że wśród zawodników były osoby, które sportowo potraktowały bieg i przez pół godziny pokazywały swoje możliwości. Byli tacy uczestnicy, którzy traktowali to jako trening. Znalazły się też osoby, które pół godziny na bieżni zagospodarowały w ten sposób, że na zmianę biegali i maszerowali. Na pewno po upływie wyznaczonego czasu poprawiło się ich samopoczucie - podsumowuje menadżer sportu w OSiR w Gostyniu.
Tyle czasu potrzeba na spalenie zjedzonego pączka
Dlaczego dla uczestników imprezy bieżnię zarezerwowano na pół godziny?
- Właśnie tyle czasu należy biegać, aby spalić wcześniej zjedzonego przeciętnej wielkości pączka - mówi Wojciech Walkowiak.
Po zakończeniu biegów na każdego zawodnika czekał... pyszny pączek, pamiątkowy medal, przygotowany specjalnie na tę okoliczność oraz ciepły napój.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.