reklama

To był wyjątkowy dzień. Ten jedyny w regionie piknik lokatorzy 50-letniego bloku zapamiętają na zawsze

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

To był wyjątkowy dzień. Ten jedyny w regionie piknik lokatorzy 50-letniego bloku zapamiętają na zawsze - Zdjęcie główne
Autor: Agata Fajczyk
Zobacz
galerię
27
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Wiadomości50 lat jednego bloku, 16 rodzin i dziesiątki wspólnych historii. Lokatorzy nauczycielskiego budynku w centrum Gostynia świętowali jubileusz podczas pikniku, który szybko zamienił się w niezwykłą podróż do przeszłości. Na zdjęciach odnajdywali siebie, bliskich i dawne życie sąsiedzkiej wspólnoty.
reklama

W centrum Gostynia w latach 60. i 70. powstały dwa bloki nauczyciela - tak potocznie nazywano budynki wielorodzinne, usytuowane przeważnie przy placówkach oświatowych - nowych lub rozbudowywanych. Mieszkańcy jednego z nich spotkali się na jubileuszowym pikniku. Podczas letnich wakacji 2026 roku minęło 50 lat odkąd do budynku przy ul. Marchlewskiego 11 (obecnie ul. Wrocławska) wprowadzili się pierwsi lokatorzy. 

Deficyt mieszkaniowy. Blok nieprzypadkowo stanął w tym miejscu

W budynku, który stanął w sąsiedztwie gostyńskiego „ogólniaka”, zamieszkało 16 rodzin. W  każdej z nich przynajmniej jedna osoba z zawodu była nauczycielem. Blok wybudował gostyński PPBRol. W latach 60. ubiegłego wieku w Gostyniu  nastąpił dynamiczny rozwój infrastruktury szkolnej - powstawał obiekt szkoły podstawowej nr 2, a także „tysiąclatka” czyli szkoła nr 3. A to oznaczało, że do niewielkiego miasta należało przyciągnąć wykwalifikowaną kadrę pedagogiczną. Proces ten wiązał się z oddawaniem do użytku lokali mieszkalnych dla nauczycieli.

reklama

Jednak Gostyń w latach 60. i 70. zmagał się z deficytem mieszkaniowym.

Wciąż jeszcze nie łatwa i daleka od pełnego rozwiązania jest sytuacja mieszkaniowa sporej części naszego gostyńskiego społeczeństwa, mimo, że w ostatnim okresie wybudowaliśmy wiele obiektów mieszkalnych. Wysiłki, które czynimy dla poprawy sytuacji materialnej społeczeństwa są bardzo poważne - takie, na jakie stać nasz kraj i naszą gospodarkę narodową - grzmiał I sekretarz KP PZPR w Gostyniu - Wacław Grześkowiak, w 1961 roku, w biuletynie informacyjnym wydanym przez Powiatowy Komitet Frontu Jedności Narodu w Gostyniu w kampanii wyborczej do rady narodowej (pisownia oryginalna).

Młodsze pokolenie wzięło sprawy w swoje ręce

- O tym, że w tym roku mija 50 lat odkąd pierwsi lokatorzy zamieszkali w bloku nauczycielskim przypomniał nam Andrzej Grześkowiak. W 1976 roku pierwsi mieszkańcy wprowadzali się właśnie w tym letnim okresie - powiedziała Paulina, córka Urszuli Piecuch, która z początkiem lat 80. ubiegłego wieku została dyrektorką przedszkola nr 4 w Gostyniu.

reklama

Młodsze pokolenie uznało, że należy przygotować coś szczególnego z tej okazji.

Społeczność ucieszyła się z jubileuszowego spotkania

Nie jest tajemnicą, że społeczność bloku nauczycielskiego słynęła z organizowania pikników - dziś wspominanych z dużym sentymentem i wzruszeniem. Młodsze pokolenie również postanowiło zorganizować spotkanie w plenerze. Uczestnictwo zadeklarowały 52 osoby, to niemało biorąc pod uwagę wakacyjny czas.

W ten sposób, z okazji 50-lecia dawni i obecni lokatorzy spotkali się na wyjątkowym pikniku. Wydarzeniu towarzyszyła mini wystawa, na której pojawiły się zdjęcia, nie tylko bloku i otoczenia, ale też (po)weselnej imprezy w jednej z nauczycielskich rodzin. Jak wspominali lokatorzy, uroczystość weselna odbywała się co prawda w wynajętej sali, ale imprezę dla sąsiadów zorganizowano przed blokiem. Z opowiadań wynika, że bardzo często finał lub poprawiny po hucznej rodzinnej uroczystości przyjmowały formę pikniku czy biesiady. 

reklama

Z archiwalnych materiałów wygrzebano również dokumentacje projektów technicznych. Wynika z nich chociażby, że budynek miał być początkowo przeznaczony dla 12 rodzin, później zapadła decyzja o dobudowaniu najwyższej kondygnacji.

Uczestnicy wyjątkowego spotkania, oglądając po latach zdjęcia przyniesione z prywatnych albumów, nie kryjąc wzruszenia, wspominali „dawne czasy”.

- Było fajnie, chociaż biednie. Ludzie sobie tak nie zazdrościli, wszyscy mniej więcej żyli na jednakowym poziomie materialnym, żyliśmy bez zawiści. Za granicę nie można było wyjechać, najwyżej nad jezioro. Samochód, którym się przemieszczaliśmy to syrenka, później zamieniana na malucha - przekazywali lokatorzy "bloku nauczycielskiego".

Mieszkania w opłakanym, surowym stanie

reklama

Andrzej Grześkowiak, emerytowany nauczyciel historii gostyńskiego liceum, wrócił do 1976 roku. Jak mówił, średnia wieku wprowadzających się wynosiła 35-40 lat, były to młode rodziny. Dochodziło do sytuacji, że lokatorzy, ktorzy chcieli dostać większe, trzypokojowe mieszkanie, specjalnie na tę okoliczność wcześniej zawierali związek małżeński.

- Zasiedlanie bloku rozpoczęło się w czerwcu. Do końca wakacji trwały remonty - wspominał. 

PIERWSI MIESZKAŃCY 50-letniego bloku nauczyciela (przy ul. Wrocławskiej) w Gostyniu:

Urszula Piecuch, Krystyna i Jan Mruk, Eugenia i Jan Zaborowscy, Zofia i Wojciech Zielińscy, Hanna i Maciej Michałowscy, Kazimiera i Zdzisław Mrozek, Irena i Marek Wójta, Elżbieta i Jerzy Tuchołka, Alina i Andrzej Grześkowiak, Janina i Edward Sperling, Irena i Ryszard Matysiak, Anna i Bolesław Adamczak, Irena i Władysław Terech, Zofia i Stanisław Czajka, Małgorzata i Jerzy Szulc, Regina i Marian Bosakowscy.

Nowe mieszkania miały być w surowym stanie, ale były raczej „w opłakanym”, z licznymi usterkami (budowane w czasach PRL-u, kiedy brakowało materiałów, więc nawet na placu budowy rozkradano materiały (w tym cement). Krusząca się podłoga, ściany z „dziurami”, nieszczelne okna.

- Podłoga się zarywała. W związku z tym inspektorat wymyślił sposób, aby zlikwidować te „usterki”. Dostaliśmy płyty pilśniowe, dostaliśmy „lentex” [wykładziny podłogowe - przyp. red.] i na te zarywające się podłogi położyliśmy sobie płyty plus lentex, ale przyklejony subitem [czarną masą "bitumiczną”- przyp. red.]. Ściany wyglądały tak, jakby ktoś wcześniej strzelał w nie karabinem maszynowym. Były pełne dziur, z widocznymi kawałkami wapna. Wymagały szpachlowania. Do końca wakacji 1976 roku trwały remonty. Spod pilśniowych płyt wychodził kurz, podłoga cały czas pracowała i był bałagan. Dopiero później, po latach, chyba wszyscy mieszkańcy wymienili podłogi na porządne, betonowe, które się nie sypią - opowiadał Andrzej Grześkowiak.

Pomógł telefon od I sekretarza komitetu wojewódzkiego PZPR

Jak można było dostać się na listę „mieszkaniową”? Władysław Terech, emerytowany dyrektor ZSZ w Gostyniu przypomniał, że należało złożyć wniosek do inspektoratu. Następnie tam powoływano komisję, która sprawdzała, czy ktoś wynajmuje mieszkanie, czy jest na stancji - jak wiele rodzin wówczas.  

- Najpierw wpisywaliśmy się na listę - to było na początku roku 1976, a dopiero w czerwcu inspektorat wydawał decyzję o przydziale. Myśmy byli też wpisani na liście, ale nagle w czerwcu okazało się, że moje nazwisko spadło z tej listy. Żona wcześniej bardzo się cieszyła, że od teściów z Placu Karola Marcinkowskiego tutaj się przeniesiemy. Kupiliśmy meble kuchenne, przechowywane u mamy na strychu. I nagle okazało się, że nie dostaniemy mieszkania. Czym prędzej udałem się wtedy do inspektoratu. Pytam: panie inspektorze, dlaczego? Co się dzieje? A on mówi: kolego my już byśmy wam dali, ale czynniki polityczne, czyli partia. Poleciałem do Stanisława Sawickiego - I sekretarza Komitetu Miejsko-Gminnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Gostyniu. To była ponura sobota. Dyskusja była głośna, zaczynałem się unosić. Usłyszałem: ja tu rządzę, ja muszę mieć mieszkanie dla muzyka. Wy, towarzyszu, nie możecie sobie mieszkać w bloku, bo wyście tam wpisani. Byliśmy rozżaleni. Co robić? Trzeba było inaczej do tego podejść. Ala, moja żona, już pracowała w Lesznie, w Wojewódzkim Związku Rolniczych Spółdzielni Produkcyjnych, prezesem był Zgoła, były sekretarz i poszła do niego. Była znajomą jego żony. Pan Zgoła udał się wtedy do sekretariatu wojewódzkiego PZPR. Później wykonano telefon do Gostynia: towarzyszu Sawicki, dajcie mieszkanie Grześkowiakom. Sprawa wyjaśniła się dopiero w sierpniu. Byliśmy ostatnią rodziną, która dostała tutaj mieszkanie, dlatego musiałem się spieszyć, żeby do końca wakacji jakoś je wyremontować - wspominał z uśmiechem Andrzej Grześkowiak.

Każdy był mile widziany i serdecznie powitany

Na piknik, przygotowany tym razem w słoneczną sobotę, w połowie sierpnia, zjechały całe rodziny (dotarło też drugie, a nawet trzecie pokolenie mieszkańców), których codzienne życie toczy się już poza Gostyniem. Każdy był mile widziany, serdecznie powitany i zapraszany do stołów, rozstawionych pod namiotami. Cofając się o 50 lat, młodsi opowiadali o trzepaku, piaskownicy, drzewie, ogródkach działkowych i zielonych terenach za płotem, które w czasach PRL-u stanowiły oryginalny plac zabaw. 

- W bloku była pralnia, suszarnia, świetlica. Pamiętam, jak mogłem dostać się do swojej piwnicy, kiedy kluczy zapomniałem - wspominał Maciej Czajka, syn Stanisława, wieloletniego dyrektora Szkoły Podstawowej w Daleszynie.

- W ogrodzeniu gostyńskiego liceum, zamykającym nasz plac była dziura. Za tym murem stały szopy, wiaty, po drzewach wchodziliśmy na płot, na dach i już byliśmy na szkolnym boisku - dodała Beata, córka Ireny Matysiak, emerytowanej polonistki z gostyńskiej "jedynki".

Wspólnych historii były dziesiątki. Przedstawiciele młodszego pokolenia tam właśnie spędzali dzieciństwo, dorastali, bawili się, nawiązywali pierwsze przyjaźnie, przeżywali kłótnie i wielkie przygody. Ci, którzy dotarli na spotkanie, czuli się "jak w domu".

"Teraz nasi lokatorzy - emeryci" są przez nas zaopiekowani

 Anegdoty rodzinne oraz sąsiedzkie opowieści, dyskusje przy zdjęciach z prywatnych albumów tworzyły ciepły, przyjacielski klimat i sprzyjały dobrej zabawie, którą zakończono późnym wieczorem.

- Przez jakiś czas mnie tutaj nie było. Wyprowadziłam się "na chwilę", ale wróciłam. Kupiliśmy mieszkanie, należące wcześniej do nieżyjących już państwa Zielińskich i teraz w tym bloku mieszkam. Moje wspomnienia, związane z tym miejscem, nie tylko z dzieciństwa, są cudowne. Bardzo dobrze nam się tu mieszka. I ci nasi lokatorzy - emeryci są przez nas zaopiekowani. Akurat w naszej klatce my, w wieku około 50 lat, jesteśmy najmłodszymi mieszkańcami. Pozostałym - a niektórzy zostali sami, też trzeba pomóc - przyznała Paulina, koordynatorka spotkania.

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo