Przypomnijmy, w przestępczy proceder oszustw przy dostawie mleka - zdaniem śledczych - zamieszani byli rolnicy (dostawcy mleka do spółdzielni), ale też kierowcy cystern i laboranci. Akt oskarżenia w tej sprawie skierował do sądu prokurator Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Łącznie na ławie oskarżonych zasiadło 79 osób.
Jego mechanizm polegał na dodawaniu do mleka wody lub zaniżaniu ilości odbieranego od dostawców surowca, a następnie przypisanie tak uzyskanej nadwyżki innym producentom pozostającym w zmowie. Oszustwo możliwe było dzięki przerobieniu w cysternach specjalnych zaworów spustowych. A sposób jego popełnienia określono jako metodę "na zaworek" bądź "bypass".
Jedni opisywali ze szczegółami, drudzy się nie przyznawali
Kierowcy, którzy pojawili się w sali kinowej na drugiej rozprawie, 21 maja 2026 roku, przedstawiali rozbieżne informacje, do popełnienia przestępstwa nie przyznawali się w ogóle lub częściowo. Niektórzy, już na etapie zeznań, informowali, że mleko rozcieńczano przez długi czas (nie tylko w latach, 2015 – 2019, które wskazuje prokuratura) – nawet przez 15 lat.
Byli tacy, którzy już podczas przesłuchania przez śledczych ze szczegółami opisywali, na czym polegał proceder, jak można było cysternę dostosować do rozcieńczania mleka, a także z kim współpracowali.
- Kierowca miał pobrać na przykład określoną ilość litrów mleka i te pobierał, z tym, że przez aparaturę pomiarową przepuszczał odpowiednio mniej litrów, a resztę (...) z pominięciem licznika. Na trasie jest, powiedzmy, kilkunastu dostawców mleka. Powstała nadwyżka została przypisana umówionemu rolnikowi w ten sposób, że przepuszczano ją przez licznik w ramach tej samej cysterny. Drugi sposób to było pobieranie mleka i wody. Wtedy w moim aucie wystarczyło wyłączyć próbę i włączyć je w trakcie pobierania mleka – odczytano zeznania jednego z kierowców.
- My jako kierowcy, ale też rolnicy sami pilnowaliśmy tego, bo nie było różnicy w oddawanym przez konkretnego rolnika mleku. Były z tym problemy. Czasem ktoś nie zwrócił uwagi, zagadał, różnie to było. Ale staraliśmy się informować o tym, bo wiadomo, że rolnikom też jest zawsze mało – zeznał inny z kierowców.
Inni kierowcy cystern, którzy znaleźli się w kinowej sali rozpraw zapewniali, że żadna metoda oszustwa nie była możliwa. Wskazywali przy tym na plomby, czujniki i monitoring (kamery zamontowane w samochodach).
Straty spółdzielni nawet do 2 milionów złotych
Po rozprawie głos zabrał adwokat Marek Gola, pełnomocnik Spółdzielni Mleczarskiej w Gostyniu, który stwierdził, że największym problemem będzie ustalenie wysokości szkody. Według niego może to być nawet 2 mln zł.
- Ustalenie wysokości szkody to kwestia kluczowa. Jaka kwota ostatecznie będzie przypisana, to już zdecyduje sąd. Nie liczyłem dokładnie, to jest rozbite na poszczególne osoby. W całości, jeśli chodzi o straty, bazując na tym, co jest w akcie oskarżenia, co wynika z zarzutów, zakładam, że może to być około 2 milionów złotych – powiedział pełnomocnik spółdzielni mleczarskiej.
Zarówno adwokat Marek Gola, jaki i prezes spółdzielni zapewniają, że klienci spółdzielni nie ponieśli żadnych strat.
- Dla ludzi nie była to żadna szkoda. Nawet jeśli mleko było innej jakości, to było inne jego przeznaczenie, albo woda na etapie produkcji została odparowana – wyjaśnił Marek Gola.
Stefan Stachowiak, prezes spółdzielni zapewnił, że dla zarządu i prezesa zawsze najważniejszy jest konsument.
- Można na to spoglądać w dwóch aspektach – w pierwszym biznesowym, spółdzielnia funkcjonuje z tego, co sprzedaje. Wiarygodność produktowa, sprzedażowa jest szalenie ważna z punktu widzenia istnienia spółdzielni. Każdy produkt jest normalizowany, oceniany. Nawet, jeśli były nieścisłości po stronie wody, to i tak normalizacja mleka powoduje, że produkt spełnia wszystkie wymagania jakościowe, jak i deklaracyjne. Klient bezpośrednio w mojej ocenie nic nie stracił – zapewnił Stefan Stachowiak.
Według prezesa zarządu gostyńskiej spółdzielni wizerunkowo na procederze straciła na pewno firma.
- Myślę, że dzisiaj trochę inaczej ta sprawa jest oceniana. Mam nadzieję, że faktycznie to, co zrobiliśmy udowadnia, że nasza firma – pomimo tej nie najlepszej historii sprzed 2020 roku - pokazuje, że spółdzielnia mleczarska w Gostyniu jest dobrą firmą.
Oskarżeni nadal są członkami spółdzielni
Osoby, które zasiadają na ławie oskarżonych w trwającym procesie nadal są członkami spółdzielni, funkcjonują też w radzie nadzorczej. Prezes Stachowiak w tym przypadku ostrożnie podchodzi do kwestii zwolnień.
- Było sporo zmian w spółdzielni od tego czasu. Niektóre osoby mogły odejść z różnych powodów, niekoniecznie ze względu na proceder rozcieńczania mleka. Jako zarząd spółdzielni nie możemy wyciągać żadnych konsekwencji tylko dlatego, że przeciwko danej osobie prowadzone postępowanie sądowe. Stosujemy bardzo prostą zasadę – będzie wyrok skazujący, wtedy podejmiemy decyzje po stronie zarządu i po stronie rady nadzorczej. Prawdopodobnie będą to wykluczenia z członkostwa spółdzielni. Jeśli sąd wymierzy karę, nie mamy prawa karać po raz drugi za to samo. Oczywiście, zgodnie ze statutem spółdzielni mleczarskiej, możemy wyciągać konsekwencje w stosunku do naszych członków - mówi.
Trzy osoby, którym postawiono zarzuty dobrowolnie poddały się karze. Zapadły pierwsze wyroki wobec dwóch dostawców i jednego kierowcy. Pełnomocnik spółdzielni mleczarskiej Marek Gola, po rozprawie poinformował media, że wobec tych osób zapadły wyroki w zawieszeniu oraz kary grzywny. Z jego informacji wynika, że chodzi o grzywny liczone w stawkach dziennych - w dwóch przypadkach po 100 stawek, a w jednym po 200 stawek.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.