reklama

Proces dotyczący rozcieńczania mleka trwa. Są pierwsze wyroki i kary. Ile na aferze mlecznej w spółdzielni mleczarskiej stracili klienci?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Proces dotyczący rozcieńczania mleka trwa. Są pierwsze wyroki i kary. Ile na aferze mlecznej w spółdzielni mleczarskiej stracili klienci? - Zdjęcie główne
Autor: Agata Fajczyk

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościNa drugiej rozprawie, dotyczącej tak zwanej afery mlecznej w Spółdzielni Mleczarskiej w Gostyniu pojawiła się kolejna grupa osób, którym postawiono zarzuty dotyczące rozcieńczania mleka wodą. W sali kinowej, w której toczy się proces, wśród oskarżonych obecni byli przede wszystkim kierowcy cystern, ale też dostawcy.  Z rozmów z adwokatem Markiem Gola, pełnomocnikiem spółdzielni, jako strony pokrzywdzonej wynika, że wobec niektórych osób, które dobrowolnie poddały się karze, zapadły już pierwsze wyroki w zawieszeniu. - Największym problemem będzie ustalenie wysokości szkody, bo to jest kwestia kluczowa – twierdzi adwokat Marek Gola, pełnomocnik spółdzielni mleczarskiej.
reklama

Przypomnijmy, w przestępczy proceder oszustw przy dostawie mleka - zdaniem śledczych - zamieszani byli rolnicy (dostawcy mleka do spółdzielni), ale też kierowcy cystern i laboranci. Akt oskarżenia w tej sprawie skierował do sądu prokurator Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Łącznie na ławie oskarżonych zasiadło 79 osób. 

Mechanizm oszustwa polegał na dodawaniu do mleka wody lub zaniżaniu ilości odbieranego od dostawców surowca, a następnie przypisanie tak uzyskanej nadwyżki innym producentom pozostającym w zmowie. Oszustwo możliwe było dzięki przerobieniu w cysternach specjalnych zaworów spustowych. A sposób jego popełnienia określono jako metodę "na zaworek" bądź "bypass".

Jedni opisywali ze szczegółami, drudzy się nie przyznawali

reklama

Kierowcy, którzy pojawili się w sali kinowej na drugiej rozprawie, 21 maja 2026 roku, przedstawiali rozbieżne informacje, do popełnienia przestępstwa nie przyznawali się w ogóle lub częściowo. Niektórzy, już na etapie zeznań, informowali, że mleko rozcieńczano przez długi czas (nie tylko w latach, 2015 – 2019, które wskazuje prokuratura) – nawet przez 15 lat.

Byli tacy, którzy na początkowym etapie postępowania, podczas przesłuchiwania przez śledczych ze szczegółami opisywali, na czym polegał proceder, jak można było cysternę dostosować do rozcieńczania mleka, a także z kim współpracowali przy rozcieńczaniu mleka. 

- Kierowca miał pobrać na przykład określoną ilość litrów mleka i te pobierał, z tym, że przez aparaturę pomiarową przepuszczał odpowiednio mniej litrów, a resztę (...) z pominięciem licznika. Na trasie jest, powiedzmy, kilkunastu dostawców mleka. Powstała nadwyżka została przypisana umówionemu rolnikowi w ten sposób, że przepuszczano ją przez licznik w ramach tej samej cysterny. Drugi sposób to było pobieranie mleka i wody. Wtedy w moim aucie wystarczyło wyłączyć próbę i włączyć je w trakcie pobierania mleka – odczytano zeznania jednego z kierowców. 

reklama

 

- My jako kierowcy, ale też rolnicy sami pilnowaliśmy tego, bo nie było różnicy w oddawanym przez konkretnego rolnika mleku. Były z tym problemy. Czasem ktoś nie zwrócił uwagi, zagadał, różnie to było. Ale staraliśmy się informować o tym, bo wiadomo, że rolnikom też jest zawsze mało – zeznał inny z kierowców.

Kierowcy cystern, którzy znaleźli się w kinowej sali, na tej samej rozprawie, przed sądem odmawiali wyjaśnień, odpowiadali tylko na pytania obrońcy lub  zapewniali, że żadna metoda oszustwa nie była możliwa. Wskazywali przy tym na plomby, czujniki i monitoring (kamery zamontowane w samochodach).

- Sprawa toczyła się przez kilka lat, szereg osób było zaangażowanych w jej wyjaśnienie. Nie była łatwa, zwłaszcza pod względem zebrała dowodów. Mówię tu o pewnej zmowie milczenia. Mamy około 20 osób, duża część nie przyznała się do winy, większość odmówiła składania wyjaśnień. Jest część osób, ktore złożyły wyjasnienia na pierwszym etapie postępowania, a w dalszym zmieniło swoją strategie procesową i zmieniło wyjaśnienia - komentuje linię pobrony oskarżonych Marek Gola.

reklama

Straty spółdzielni nawet do 2 milionów złotych

Po rozprawie głos zabrał adwokat Marek Gola, pełnomocnik Spółdzielni Mleczarskiej w Gostyniu, który stwierdził, że największym problemem będzie ustalenie wysokości szkody. Według niego może to być nawet 2 mln zł.

- Ustalenie wysokości szkody to kwestia kluczowa. Jaka kwota ostatecznie będzie przypisana, to już zdecyduje sąd. Nie liczyłem dokładnie, to jest rozbite na poszczególne osoby. W całości, jeśli chodzi o straty, bazując na tym, co jest w akcie oskarżenia, co wynika z zarzutów, zakładam, że może to być w granicach 2 milionów złotych – powiedział pełnomocnik spółdzielni mleczarskiej.

Zarówno adwokat Marek Gola, jaki i prezes spółdzielni zapewniają, że klienci spółdzielni nie ponieśli żadnych strat. Konsumenci w aferze mlecznej nie zostali poszkodowani. 

reklama

- Dla ludzi, nie była to żadna szkoda, przy zachowaniu standardów spółdzielni. Nawet jeśli mleko było innej jakości, to było inne jego przeznaczenie, do produkcji innych rzeczy. Jeśli w mleku była woda, to na etapie produkcji została odparowana. Parametry produktów, chociażby mleka UHT musiały być zachowane– wyjaśnił Marek Gola. 

Stefan Stachowiak, prezes spółdzielni zapewnił, że dla zarządu i prezesa zawsze najważniejszy jest konsument. 

- Można na to spoglądać w dwóch aspektach – w pierwszym biznesowym, spółdzielnia funkcjonuje z tego, co sprzedaje. Wiarygodność produktowa, sprzedażowa jest szalenie ważna z punktu widzenia istnienia spółdzielni. Każdy produkt jest normalizowany, oceniany. Nawet, jeśli były nieścisłości po stronie wody, to i tak normalizacja mleka powoduje, że produkt spełnia wszystkie wymagania jakościowe, jak i deklaracyjne. Klient bezpośrednio, w mojej ocenie, nic nie stracił – zapewnił Stefan Stachowiak. 

Według prezesa zarządu gostyńskiej spółdzielni wizerunkowo na procederze straciła na pewno firma. 

- Myślę, że dzisiaj trochę inaczej ta sprawa jest oceniana. Mam nadzieję, że faktycznie to, co zrobiliśmy udowadnia, że Spółdzielnia Mleczarska w Gostyniu – pomimo tej nie najlepszej historii sprzed 2020 roku - jest dobrą firmą - przekazał prezes zarządu.

Oskarżeni nadal są członkami i pracownikami spółdzielni

Większość z osób, które zasiadają na ławie oskarżonych w trwającym procesie, nadal jest członkami spółdzielni, funkcjonują też w radzie nadzorczej. Jednym z nich jest były przewodniczący. Również niektórzy kierowcy wciąż są zatrudnieni w firmie. Prezes Stachowiak w tym przypadku ostrożnie podchodzi do kwestii zwolnień. Twierdzi, że zanim zapadnie wyrok skazujący, spółdzielcy czy kierowcy uznawani są za niewinnych.

- Było sporo zmian w spółdzielni od tego czasu. Niektóre osoby mogły odejść z różnych powodów, niekoniecznie ze względu na proceder rozcieńczania mleka. W tej sprawie jeszcze mój poprzednik podejmował decyzje. Jako zarząd spółdzielni nie możemy wyciągać żadnych konsekwencji tylko dlatego, że przeciwko danej osobie prowadzone jest postępowanie sądowe. Stosujemy bardzo prostą zasadę: będzie wyrok skazujący, wtedy podejmiemy decyzje po stronie zarządu i po stronie rady nadzorczej. Prawdopodobnie będą to wykluczenia z członkostwa spółdzielni. Jeśli sąd wymierzy karę, nie mamy prawa karać po raz drugi za to samo. Oczywiście, zgodnie ze statutem spółdzielni mleczarskiej, możemy wyciągać konsekwencje w stosunku do naszych członków - powiedział Stefan Stachowiak.

Czy wymieniono cysterny, którymi mleko jest dowożone do spółdzielni

Czy obecnie dostarczanie mleka do spółdzielni mleczarskiej, dowożeni go cysternami nie jest ryzykowne? Prezes zarządu zapewnia, że w kierunku utrzymania i sprawdzania dobrej jakości podstawowego materiału dostarczanego do spółdzielni, czyli mleka, po 2020 roku wprowadzono wiele zabezpieczeń i kontroli.

- Bardzo mocno zautomatyzowaliśmy proces kontroli, czyli wyeliminowaliśmy z tych urządzeń człowieka. Przydało się trochę decyzyjności po stronie prowadzenia mleka. Dlaczego? Jeżeli nie ma czynnika ludzkiego, nie ma żadnej pokusy, nie ma możliwości oszustwa. Zautomatyzowany proces prowadzenia mleka, ma na celu wyeliminowanie jakiejkolwiek ingerencji po stronie pracowników. To jest najlepsze zabezpieczenie przed ryzykiem - zauważył prezes zarządu spółdzielni, Stefan Stachowiak. 

Trzy osoby, którym postawiono zarzuty dobrowolnie poddały się odpowiedzialności karnej. Zapadły pierwsze wyroki wobec dwóch dostawców mleka i jednego kierowcy. Pełnomocnik spółdzielni mleczarskiej Marek Gola, po rozprawie poinformował media, że wobec tych osób zapadły wyroki w zawieszeniu oraz kary grzywny. Z jego informacji wynika, że chodzi o grzywny liczone w stawkach dziennych - w dwóch przypadkach po 100 stawek, a w jednym po 200 stawek, płacone w wysokości odpowiednio 50 zł lub 60 zł.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
logo