reklama

Rozpoczął się proces w sprawie tzw. afery mlecznej. Kierowcy, laboranci, hodowcy bydła na ławie oskarżonych

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Rozpoczął się proces w sprawie tzw. afery mlecznej. Kierowcy, laboranci, hodowcy bydła na ławie oskarżonych - Zdjęcie główne
Autor: Agata Fajczyk

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościW Gostyniu rozpoczął się proces z aktu oskarżenia Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Na ławie oskarżonych zasiada 79 osób – hodowców czyli dostawców mleka, kierowców, pracowników laboratorium - które są  podejrzane o oszustwa wykonywane na szkodę Spółdzielni Mleczarskiej w Gostyniu. – Ważnym elementem jest fakt, że postępowanie prokuratorskie zostało zakończone. Dzisiaj jesteśmy na etapie rozpoczęcia procesu sądowego. Jest to bardzo istotne z punktu widzenia spółdzielni – stwierdził prezes Stefan Stachowiak.
reklama

Postępowanie procesowe, ze względu na dużą ilość oskarżonych, ich obrońców oraz spore zainteresowanie tzw. „aferą mleczną” wśród mediów, także ogólnopolskich, odbywa się w gostyńskim kinie „Pod Kopułą”. Sąd Rejonowy w Gostyniu nie ma tak dużej sali w budynku i zdecydował się na najem od zarządcy.

Odpowiednio przygotowana sala kinowa

Widowiskowa sala kinowa została odpowiednio przygotowana na tego typu ważne postępowanie sądowe. W głównym miejscu pojawił się stół sędziowski, przy którym – oprócz sędziego zasiadła protokolantka. Nad stołem, przed ekranem kinowym, znajdowało się godło państwa polskiego. Do kina dostarczono wszelkie dokumenty, akty oskarżenia. Przygotowano też miejsca do składania wyjaśnień i zeznań  wezwanych na pierwsza rozprawę oskarżonych. Po zakończeniu pięcioletniego śledztwa przed sądem, oprócz rolników-dostawców, przed sądem stanęli także kierowcy oraz laboranci.

reklama

- Jak się okazało, jest to bardzo duże przedsięwzięcie dla sądu rejonowego i pozostałych stron, również prokuratury okręgowej, zorganizować taki proces – powiedział Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. 

Zdecydowali dobrowolnie poddać się karze

Na pierwszą rozprawę, która odbyła się 10 marca w sali kinowej, po powiadomieniu przez sąd, pojawiła się część oskarżonych – grupa około 10 osób. Obrońcy poinformowali, że dwóch z oskarżonych (w sumie 3 w procesie), po uzgodnieniu ze stroną pokrzywdzoną, złożyło wniosek o dobrowolne poddanie się karze.

Aby możliwe było skorzystanie z tej instytucji konieczne jest spełnienie przesłanek określonych w art. 387 Kodeksu postępowania karnego. Oskarżony musi przyznać się do winy oraz wyrazić zgodę na ustalenie kary lub środka karnego bez przeprowadzania postępowania dowodowego. Warunkiem jest również brak wątpliwości co do okoliczności popełnienia przestępstwa oraz brak sprzeciwu prokuratora i pokrzywdzonego wobec wniosku oskarżonego.

reklama

Podczas posiedzenia w Gostyniu, sprawy oskarżonych, którzy zdecydowali dobrowolnie poddać się karze, sąd wyłączył do odrębnego postępowania.

- Osoby te bedą procedowane oddzielnie, gdyż to jest naturalne, że takie sprawy są rozstrzygane w innym procesie przez innego sędziego - wyjaśnił prokurator Łukasz wawrzyniak, rzecznik prasowy Porkuratury Okręgowej w Poznaniu.  

Afera mleczna - jak wyszła na jaw?

Proceder rozcieńczania mleka od dostawców do "mleczarni" w Gostyniu trwał kilka lat.

Spółdzielnia otrzymywała informacje, że jakość mleka jest zaniżana, dolewano wody do mleka. Rozpoczęły się wewnętrzne kontrole, które następnie zainicjowały postępowanie karne. Zostały wdrożone czynności operacyjne, następnie zeznania świadków i wyjaśnienia niektórych oskarżonych, wówczas podejrzanych zdecydowały, że dzisiaj rozpoczyna się proces - przedstawiał dziennikarzom prokurator Łukasz Wawrzyniak.

reklama

Jak wynika z postawionych zarzutów, brali w nim udział zarówno hodowcy bydła mlecznego, kierowcy ciągników z cysternami, którymi dostarczano mleko do gostyńskiej spółdzielni mleczarskiej, jak i pracownicy laboratorium w zakładzie. Prokuratura okręgowa potwierdziła na pierwszej rozprawie, że zarzuty w obec osób działających na szkodę spółdzielni mleczarskiej, które dopuściły się oszustwa, zostały podtrzymane.

- Proces dotyczy oszustwa przy dostawie mleka, zaniżania jakości, ilości mleka, poprzez dolewanie do produktu wody. Nic się nie zmieniło, przestępstwo jest zagrożone kara pozbawienia wolności do lat 8. Wśród oskarżonych są dostawcy, kierowcy, a także laboranci - uzupełnił prokurator Łukasz Wawrzyniak. 

Na rozprawie w gostyńskim kinie, inaugurującej poważny proces, prokurator odczytała zarzuty dotyczące poszczególnych osób, oskarżonych o udział w "aferze mlecznej".

reklama

- Te osoby takie zarzuty usłyszały, a proceder nie byłby możliwy do zrealizowania, nie mółby trwać tak długo, gdyby nie wspólne działanie tych osób, z różnych grup zwiazanych ze spółdzielnią - tłumaczył Łukasz Wawrzyniak. 

Większość została oskarżona przez prokuraturę o to, że w okresie nie wcześniej niż od 1 kwietnia 2015 r. do dnia 17 września 2019 r., "w krótkich odstępach czasu i z góry powziętego zamiaru działali dla osiągnięcia korzyści majątkowej, a nadto wspólnie i w porozumieniu, jako dostawcy oraz kierowcy zatrudnieni Spółdzielni Mleczarskiej w Gostyniu poprzez wprowadzenie jej przedstawicieli w błąd, co do ilości sprzedawanego surowca oraz oddawanie do skupu jako mleka-wody, doprowadzili Spółdzielnię (...) do niekorzystnego rozporządzania mieniem, więc w każdym przypadku oskarżonych kwotach, czynili sobie z popełnienia przestępstwa stałe źródło dochodu".

Nie wszyscy chcieli składać wyjaśnienia przed sądem, nie czują się winni

Na rozprawie w kinie oskarżeni otrzymali możliwość złożenia wyjaśnień. Większość z nich z tego zrezygnowała. Zatem sąd postanowił, że zostaną odczytane wyjaśnienia oskarżonych zawarte w aktach. Nierzadko wyjaśnienia przed sądem były odmienne od tych, składanych w trakcie przesłuchań.  Żadna z oskarżonych osób, obecnych na pierwszym posiedzeniu, przed sądem w sprawie "afery mlecznej" nie przyznała się do winy.

Nie przyznaję się w całości do zarzucanego mi czynu. Będę odpowiadał tylko na pytania swojego obrońcy. Nie przyznaję się do tego, abym brał udział w czynnościach polegających na tym, że wprowadzałem w błąd spółdzielnię mleczarską - co do ilości surowca sprzedawanego dla rolników czy dostarczanego mleka w taki sposób, abym uczestniczył w procederze dolewania wody do mleka – powiedział jeden z kierowcow cysterny.

Podczas wyjaśnień przedstawił proces odbierania mleka od dostawców i opisał, z jakich elementów składała się cysterna. 

 

-  Dostałem nowy samochód o pojemności 15 000 l od sierpnia 15 roku. Ten samochód był wyposażony w wszelkie możliwe czujniki otwierania otworów, jak i do sprawdzania jakości odbieranego mleka. W tym samym czasie nie było możliwości oszustwa jakiegokolwiek, żeby pobierać mleko z wodą czy brać wodę, bo to to auto zaraz wykazywało, wszystko było na wydrukach (...) - powiedział kierowca z zarzutami.

Rozcieńczanie mleka i korupcja trwająca wiele lat

Z drugiej strony, po wsłuchaniu się w odczytywane podczas posiedzenia zeznania, można dowiedzieć się o wieloletniej korupcji w gostyńskiej "mleczarni", która wykraczała daleko poza ramy czasowe głównego aktu oskarżenia dotyczącego rozcieńczania mleka (2015–2019). 

Niektórzy, współpracujący z mleczarnią usłyszeli dodatkowe zarzuty. Prokuratura oskarżyła ich o to, że  od 1 lipca 2003 r. i nie później niż do dnia 17 września 2019 r. w nieustalonym miejscu, działali w krótkich odstępach czasu i w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, płacili osobom zatrudnionym w laboratorium badania surowca w spółdzielni w Gostyniu, które były odpowiedzialne między innymi za wykonywanie badań próbek mleka surowego, pochodzącego od dostawców". Mieli im zapłacić  nie mniej niż 200 zł, „w zamian za niewypełnienie obowiązku rzetelnego przeprowadzenia badań próbek mleka". W raportach mieli niewykazywać w pobranych u niego próbkach "antybiotyku lub innych substancji hamujących, względnie zawyżonych parametrów jakościowych”. Jak uzasadniano, „to mogło wyrządzić spółdzielni mleczarskiej szkodę majątkową z tytułu przyjęcia i poddania obróbce surowca niskiej jakości bądź nieprzydatnego do wytworzenia produktu określonej klasy”. 

Jak można było załatwić sobie mleko najwyższej klasy?

Niektórzy pracownicy labolatorium przyjmowali od rolników korzyści majątkowe za fałszowanie wyników badań, dlatego im również przedstawiono im zarzuty. Jeden z rolnikow zeznał podczas śledztwa, w jaki sposób ojciec "załatwiał sobie" mleko w klasie ekstra.

- (...) Wiem, że ten mężczyzna pracował w laboratorium i że ojciec z nim załatwił sprawę klasy naszego mleka. On miał manipulować przy wynikach badań prób pobieranych przy wyborach mleka. U nas mleko było odbierane co drugi dzień. Ojciec wpłacił mu za to, żeby mleko było zawsze w wyższej klasie. Chodziło o klasę ekstra. On mu wpłacił 450 zł miesięcznie. Płacił mu od 2000 roku niemal do śmierci w kwietniu 2020 roku. Ojciec mu się gospodarstwo nawet wtedy, gdy już chorował. Ja przejąłem sprawy gospodarstwa dopiero po śmierci ojca. Ten mężczyzna, o którym podałem wyżej, na pewno był ode mnie starszy. Mógł być około 50 lat. Był brunetem tęższym ode mnie. Mógł być około 180 cm wzrostu. Żadnych znaków szczególnych nie pamiętam. Tata płacił mu gotówką – zeznał podczas dochodzenia jeden z oskarżonych, który twierdził, że w procederze uczestniczył jego - nieżyjący już - ojciec.

Rolnik stwierdził, że osobiście nie miał z procederem nic wspólnego. 

- Po śmierci ojca laborantowi nie płaciłam. W tej sprawie się ze mną nie kontaktowali. Wszystko się zakończyło. Klasa mleka mi spadła, to się działo stopniowo. Była gorsza jakość mleka, parametry były gorsze, podniesione komórki somatyczne. Te badania według mnie pokazywały rzeczywistą jakość mojego mleka. Cena za litr wynosiła 80 groszy. To trwało trzy miesiące i my potem całkowicie zrezygnowaliśmy z krów mlecznych. Nie jestem przedstawicielem hodowli mleczarskiej od maja 2021 roku - zapewnił mężczyzna.

Ten oskarżony, przed sądem, podczas rozprawy podtrzymał wcześniejsze wyjaśnienia, "że za to wszystko odpowiedzialny był ojciec". Korzystając z prawa do odmowy składania wyjaśnień, na rozprawie w kinie nie odpowiadał na pytania prokuratora. Oświadczył, że zmieniła się jego sytuacja życiowa od czasu składania wyjaśnień podczas przesłuchania: zmienił pracę, a gospodarstwo rolne, ktore przejął po ojcu, nie jest głównym źrodłem jego utrzymania.

Czego oczekuje zarząd spółdzielni mleczarskiej po procesie?

Stefan Stachowiak, prezes Spółdzielni Mleczarskiej w Gostyniu:

Zarząd Spółdzielni mleczarskiej w Gostyniu na przestrzeni ostatnich 5, 6 lat współpracował celem wyjaśnienia tej niechlubnej sytuacji. Ważnym elementem, jest fakt, że postępowanie prokuratorskie zostało zakończone. Wystawiono akty oskarżenia osobom, które prawdopodobnie dopuściły się szkody. To jest też element pokazujący, że jako spółdzielnia wywiązaliśmy się z naszego obowiązku. Dzisiaj jesteśmy na etapie rozpoczęcia procesu sądowego. Jest to bardzo istotne z punktu widzenia spółdzielni. Trzeci element – osoby, którym wina zostanie udowodniona,, myślę, że zostaną prędzej czy później zostaną skazane, a te które okażą się niewinne, zostaną oczyszczone z zarzutów. Sądzę, że ta sprawiedliwość społeczna, sprawiedliwość będąca również po stronie finansów, tego, co jest istotne z punktu widzenia spółdzielni, też będzie odzyskana. Czekamy cierpliwie na rozwój sytuacji

Kolejną rozprawę sąd wyznaczył na 21 maja. 

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo