Teczki nie mogły się dostać w ręce ubeków, ale przeszkodą była "wtyczka"
9 maja zakończyło się kilkutygodniowe śledzenie losów Czarnego, Śliwki i sierżanta Kluski, którzy przenieśli uczestników gry do Gostynia z lat 1980/1981, czyli do czasów karnawału wolności. Ulice i zabudowa miasta były wówczas szare, wyblakłe.
W minioną sobotę to własnie ulice Gostynia stały się planszą gry miejskiej - tu rozegrano finał. Do uczestnictwa zgłosiło się ponad 20 drużyn z całego powiatu gostyńskiego, do etapu internetowego, kończącego się finałem na ulicach miasta, weszło 14 najlepszych zespołów.
- Gry miejskie wbiły się w krajobraz Gostynia, szczególnie mocno rozbudowane, ze scenariuszem, z zadaniami, które uczestnicy ponad miesiąc rozwiązują w internecie – zauważył Grzegorz Skorupski, inicjator gry miejskiej.
Tegoroczna edycja gry nosi tytuł "Teczki, rok 1981". Fabuła zawarta została w 11 krótkich opowiadaniach, które w kwietniu zostały zamieszczone na stronie gramiejska.net.pl.
- Fabuła jest taka, że wśród działaczy opozycji w maju 1981 roku znajduje się wtyczka. Trzeba odkryć kto jest tą wtyczką, ale ubecja zbiera dokumenty na działaczy Solidarności. Uczestnicy gry nie mogą dopuścić do przekazania teczek z danymi, powinni podmienić te teczki – wyjaśnił Grzegorz Skorupski.
Zwycięstwo mogło zagwarantować tylko jedno
Kilkuosobowe drużyny zebrały się na dziedzińcu Muzeum w Gostyniu, otrzymały instrukcje, mapy. Miały trzy godziny na rozwiązanie zagadek i wykonanie zadań.
Na trasie w różnych punktach (lokalizacji uczestnicy musieli się domyślić, na podstawie zaszyfrowanych informacji w „przewodniku”) znajdowali się agenci, którzy przekazywali odwiedzającym ich uczestnikom różnego rodzaju informacje (których nie wyczytali w opowiadaniach), ułatwiające rozwiązanie zagadki. W zabytkowym żuku, od strażaków otrzymywali teczki – ich zamiana to najważniejszy zabieg w miejskich podchodach, który gwarantował zwycięstwo.
Podczas tegorocznej edycji drużyny otrzymywały – jak nigdy dotąd – sporo artefaktów.
- W jednym punkcie coś dostaniecie, w drugim punkcie coś bierzecie - wyjaśniał Skorupski.
Milicjanci zjedli ogórki, popili wódką, maślanką i... bardzo potrzebowali jednej rzeczy
Na starcie każda drużyna otrzymała paczkę archiwalnych egzemplarzy gazet.
- Coś z tą paczką musicie zrobić. Uwaga, w mieście kręcą się też milicjanci. Będą was zatrzymywać. Nie wolno ich bić. Uciekać też nie, bo oni raczej dobrze ścigają. Ale mam takie informacje, że oni zjedli ogórki kiszone, popijali wódką i maślanką. Chyba czegoś im będzie potrzeba. Jak dostarczycie to, co niezbędne po takim posiłku, wypuszczą was bez problemu, ale jak nie, to przetrzymają was 15 minut – wyjaśniał Grzegorz Skorupski uczestnikom, zanim ci wyszli na ulice.
Można było się domyślić, że archiwalne gazety należało zanieść do punktu skupu makulatury z czasów PRL-u w Gostyniu, żeby wymienić je na papier toaletowy, szary, gdzieniegdzie dziurawy, jak to bywało w czasach PRL-u.
- Macie dwa zadania. Rozgryźć najpierw, kto jest agentem ubecji, a kto jest Karolem. I druga sprawa, waszym zadaniem jest też nie dopuścić, żeby sierżant Kluska doniósł teczkę do Pilara – instruował pomysłodawca gry.
Finał 17. edycji Gostyńskiej Gry Miejskiej zlokalizowano w innym punkcie, niż dotychczas. Jego lokalizację uczestnicy również musieli znaleźć sami.
- Wygrywa ten zespół, który nie najszybciej, ale jak najlepiej rozwiąże zagadkę - powiedział Grzegorz Skorupski.
Nie wszystko można znaleźć w telefonie
Trudno było już na wstępie. Pierwsze pytanie dotyczyło miejsca dawnego kościoła pw. patronki chroniącej od zachorowań. Należało pomyśleć i dojść do wniosku, że chodzi o św. Rozalię z Palermo, a taki kościół znajdował się na końcu osiedla Tysiąclecia w Gostyniu.
- Tam znajdą agentów, którzy przekażą im kolejne wskazówki – wyjaśniał Grzegorz Skorupski.
Rozszyfrowanie tej zagadki sprawiło sporo trudności najmłodszym uczestnikom – uczennicom klasy I ZSO w Gostyniu.
- Do udziału w grze miejskiej zachęciła nas nauczycielka historii. Wykonywałyśmy zadania w internecie, nie były łatwe. W telefonach komórkowych nie wszystkie informacje znajdziemy – stwierdziły dziewczyny.
Drużyna „Alternatywy 4” (przedstawiciele DPS w Chumiętkach) wzięła udział w gostyńskiej grze już po raz czwarty. Ostatecznie zajęła II miejsce, gdyż nie podmieniła teczki.
- Gra jest zawsze inna, co roku zaskakująca. Ciekawa. Trzeba pomyśleć, adrenalina już od rana przed etapem ulicznym i w każdy piątek, kiedy publikowano opowiadania i odpowiadaliśmy na pytania. To fajna zabawa, można dowiedzieć się wiele z historii miasta - stwierdzili członkowie drużyny.
Kto wygrał Gostyńską Grę Miejską?
Najlepiej z zadaniem poradziła sobie drużyna Seniority (pracownice Domu Dziennego Senior+ w Gostyniu). Otrzymała voucher o wartości 2 500 zł. Wśród nagród były też gadżety gminy Gostyń, książki, vouchery na wstęp na basen, siłownię i kręgielnię, a także bilety do kina. Każdy zespół otrzymał plakat wydany z okazji 90-lecia gostyńskiego kina.
Najlepiej przebrani, w klimacie lat 80. XX w., "Patodetektywi" otrzymali zieloną kartę, czyli automatyczne wejście do finału gry miejskiej w 2027 roku.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.