reklama

Mieszkają w krzewach na rynku. Codziennie dostają karmę. Z centrum miasta podobno zniknęły myszy i szczury

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Mieszkają w krzewach na rynku. Codziennie dostają karmę. Z centrum miasta podobno zniknęły myszy i szczury - Zdjęcie główne
Autor: Agata Fajczyk
Zobacz
galerię
21
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościŚpią pod samochodem, czasem w komorze silnika, ale też w bylinie lub ozdobnych krzewach na boreckim rynku. Kocia rodzina: dwa małe, szare kocięta i mama kotka. Codziennie rano, przy krawężniku na miejscu postojowym pojawiają się miski z wodą i chrupkami. – Dokarmiamy je. Nie możemy się doprosić, żeby ktoś te zwierzaki przygarnął, schroniska i przytuliska podobno przepełnione. Sami nie możemy ich wziąć, bo mamy już w domu 5. więc tak sobie na rynku żyją. Ale dzięki temu myszy w centrum miasta nie ma - mówi Adela Nowak.
reklama

Kiedy jest ciepło, koty wylegują się w słońcu na chodniku lub bliżej ratusza. Są nieufne, więc przed ludźmi chowają się w zaroślach.

Położyliśmy im miseczki z karmą. To już kolejne, bo wcześniej wyłożone ktoś ukradł. Stoją tam dlatego, żeby nie przechodziły do nas przez drogę. To są jeszcze kocięta – opowiada pan Nowak. Obdzwoniliśmy schroniska dla zwierząt i przytuliska, kotów przyjąć nie chcą. Ogłaszamy w internecie, ale nikt się nie interesuje – mówi właściciel firmy Eko-Tel z Borku Wlkp., który jest właścicielem jednego z budynków na rynku, prowadzi też sklep przemysłowy.

Sam przyznaje, że jest kociarzem, podobnie jak żona. 

Dajemy im schronienie. Domowych czworonogów mamy 5, na działce dokarmiamy kolejne 5 zwierzaków. Karmę dla zwierząt i tak sprowadzamy do sklepu, więc jej nie zabraknie. Ale chyba jest jakaś znieczulica na te koty. Nie wiem, czy ludzie się kotów boją. Dla nas to nie jest problem. Dokarmiamy je, ponieważ dzięki nim nie mamy szczurów i myszy. Był czas, kiedy te gryzonie wyrządziły nam wiele szkód: zniszczyły nam zapasy jedzenia w piwnicach, nadgryzały kable instalacyjne, w sklepowym magazynie fajerwerki nam zniszczyły. Niech sobie pani wyobrazi sytuację, kiedy siedzą goście na tarasie, a po ścianie biegnie mysz. Osobiście nienawidzę zapachu myszy. Żona pierwsza karmę dla kotów wyłożyła przy naszym małym magazynie. Przyszły koty i odwdzięczyły się, wyłapując gryzonie. Od tej pory je przygarniamy i szanujemy - kontynuuje pan Nowak.

reklama
WRÓĆ DO ARTYKUŁU
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo