Reklama

Listonosz od zadań specjalnych

Opublikowano: 18 lutego 2021 13:44
Autor: Anna Twardowska | Zdjęcie: Arch. prywatna/A. Twardowska/fotomontaż M. Mostowy

Marian Jaśkowiak - listonosz | foto Arch. prywatna/A. Twardowska/fotomontaż M. Mostowy

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Pracę na poczcie zaczął jako młody, osiemnastoletni chłopak z Głoginina (gm. Borek Wielkopolski). W ramach zawodu listonosza „zjeździł” kilka maluchów, przeprowadził tysiące rozmów, wymieniał butle z gazem, przykręcał uszczelki, starał się rozwiązywać rodzinne problemy, a nawet pomagał przy narodzinach cielęcia. Od około 46 lat dostarczał listy mieszkańcom wiosek z gminy Gostyń. - Na tym terenie się czułem jak u siebie w domu i powiem tak: ja nie żałuję ani jednego dnia, który spędziłem na poczcie – mówi Marian Jaśkowiak, listonosz mieszkający w Lesznie. Od 1 lutego już emeryt.

Reklama

Przygodę z pocztą rozpoczął w 1974 roku, a pracę wykonywał aż do 2021.

- Nie wiem, czy można nazwać to przypadkiem. Młodzi ludzie mają pewne okresy w swoim czasie, gdzie błądzą i nie wiedzą, co mają ze sobą zrobić. Ze mną było podobnie – wspomina.

Ukończył szkołę zawodową (w zawodzie murarza) i dostał się do technikum budowlanego w Kaliszu. Miasto nie spodobało mu się do tego stopnia, że postanowił porzucić edukację. Mama nie była zachwycona tym pomysłem. Nakazała, aby poszedł do pracy w wyuczonym w zawodzie. Babcia stanęła w jego obronie proponując, aby zapytać o pracę na poczcie. Udało się.

- Brakowało rąk do pracy. Ja pocztę już znalem, bo moja mama tam pracowała. Mimo młodego wieku dorabiałem wcześniej w placówce w Zimnowodzie w czasie wakacji – wyjaśnia.

„Ja jestem dla ludzi”

W latach 70. do obsługi dostał gostyńskie Pożegowo, Dusinę i Daleszyn. Poruszał się rowerem, później motorowerem. W międzyczasie powstały tzw. autorejony, w ramach których na wioskach stawiano skrzynki pocztowe. Potrzebne było prawo jazdy i samochód.

- Przy woli naczelnika poczty trafiłem na kurs, zrobiłem i podjąłem wyzwanie – mówi.

Dano mu powiększony obszar działania. Do dwóch obsługiwanych dotychczas wiosek dołączyły Ostrowo, Malewo, Stankowo, Osowo, Stężyca, Szczodrochowo, Dalabuszki, Tworzymirki i Gaj (nieco później także Kunowo).

- Przyjąłem sobie wtedy takie motto, że to ja jestem dla ludzi, a nie ludzie dla mnie i jeżeli podejmuje się jakiejkolwiek pracy, to ja tę pracę muszę wykonywać we właściwy sposób. Po tylu latach na tym terenie czułem się, jak u siebie w domu i powiem tak: nie żałuję ani jednego dnia, który spędziłem na poczcie, chociaż ta praca nie jest łatwa. Ktoś by sobie mógł pomyśleć: „co to za praca, wsiądzie w samochód i jeździ”. To nieprawda. Każdy zawód ma swoje ukryte minusy, których potencjalny Kowalski nie rozumie – mówi.

Marian Jaśkowiak przyznaje, że podczas pracy z ludźmi starał się nie okazywać swoich złych nastrojów, ale gorsze dni się zdarzały. Mieszkańcy, których odwiedzał także różnie reagowali i nie zawsze byli mili.

- To jest natura człowieka, który po czasie zastanawia się: „po co to powiedziałeś? To było przykre” - mówi.

Żartuje, że oprócz bycia listonoszem, pełnił także funkcję lekarza, psychologa, hydraulika, gazownika. Bywały sytuacje, gdy słyszał od starszej osoby: „panie Marianie gaz mi się skończył, ja nie umiem tego zrobić. Pomoże mi pan? Chce obiad ugotować”. Pomagał. Jako listonosz miał zadaniowy tryb pracy, dlatego mógł pozwolić sobie na dłuższą czy krótszą rozmowę z domownikiem.

- Pamiętam któregoś roku rolnik wybiegł z domu, potrzebował mojej pomocy, bo krowa zaczęła się cielić. Weterynarz nie mógł sobie sam poradzić. Nie miałem o tym zielonego pojęcia, ale poszedłem do tej obory i pomagałem. Po przyjeździe z tego rejonu wszystko poszło do pralki – wspomina.

Po ponad 46 latach pracy na terenie gostyńskich wiosek, pan Marian nie odcina się całkowicie od obowiązków. W każdej chwili służy poradą dla swoich młodszych kolegów po fachu. Ma też coś do przekazania mieszkańcom, których przez lata odwiedzał.

- Chciałabym serdecznie przeprosić jeśli z mojej strony cokolwiek było nie tak powiedziane czy zrobione, a z drugiej strony podziękować za tyle lat pracy. Byliście wspaniali, to sama przyjemność pracować z takimi ludźmi – kończy Marian Jaśkowiak.

Cały artykuł znajdziesz w bieżącym Życiu Gostynia. Dostępne także on-line. 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 14 dni temu | ocena +6 / -0

    Aleks

    W ramach zawodu listonosza „zjeździł” kilka maluchów, przeprowadził tysiące rozmów, wymieniał butle z gazem, przykręcał uszczelki, starał się rozwiązywać rodzinne problemy, a nawet pomagał przy narodzinach cielęcia. Piękne zdanie, aż się ciepło na sercu zrobiło. Niby tlyko listonosz, a ile przygód ;) Szczęśliwej emerytury!