Wydrukowany w milionach egzemplarzy trafił do skrzynek pocztowych w całej Polsce na początku 2026 r. Bezpłatna broszura ma pomóc obywatelom przygotować się na różnego rodzaju sytuacje kryzysowe - od pożarów i powodzi począwszy, przez długotrwałe przerwy w dostawie prądu, aż po zagrożenia militarne.
Rządowy poradnik bezpieczeństwa można pobrać ze strony https://www.gov.pl/web/poradnikbezpieczenstwa klikając na biało-czerwony baner w górnej części strony.
„Poradnik bezpieczeństwa” to 52-stronicowa książeczka, z czego okładki przeznaczono na publikacje numerów alarmowych i tzw. dekalogu bezpieczeństwa, natomiast ostatnie strony przeznaczono na tzw. plan na kryzys. Inaczej mówiąc, kompendium wiedzy, uzupełnione praktycznymi poradami, które powinno pomóc obywatelom przygotować się na różnorodne zagrożenia: od cyberataków i dezinformacji, przez klęski żywiołowe, aż po sytuacje kryzysowe o charakterze militarnym czy infrastrukturalnym.
"Poradnik bezpieczeństwa" został opracowany przez Ministerstwo Obrony Narodowej, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Rządowe Centrum Bezpieczeństwa we współpracy z licznymi ekspertami oraz instytucjami. Nad jego przygotowaniem - jak zapewniają twórcy - pracowało wielu ekspertów z różnych dziedzin, a wszystkie treści zostały zweryfikowane i ocenione pod kątem rzetelności i praktycznego zastosowania.
Jak wynika z informacji przetargowych MSWiA, kwota przeznaczona na druk i dystrybucję "Poradnika bezpieczeństwa" to 22,6 mln zł netto (plus VAT) za 16 mln egzemplarzy. Oprócz tego na stronach urzędów administracji publicznej oraz na www.gov.pl jest dostępna wersja cyfrowa.
Publikacja zawiera praktyczne wskazówki:
- jak chronić siebie i najbliższych, a nawet domowe zwierzęta,
- jak zabezpieczyć dom i otoczenie na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń,
- jak działać odpowiedzialnie i wspierać innych w trudnych sytuacjach.
Niech "Poradnik bezpieczeństwa" będzie zawsze pod ręką - czytamy w liście do obywateli, który można było znaleźć w kopercie z broszurą.
Jednak publikacja stała się tematem gorących dyskusji w sieci, zanim wielu adresatów zdążyło zajrzeć do koperty, a tym bardziej zapoznać się z samą broszurą. W mediach społecznościowych poradnik określa się m.in. jako dobry materiał na rozpałkę albo do toalety, pojawiają się zdjęcia przesyłek wyrzucanych do kosza, odkładanych na półkę „na później”, przeznaczonych na rozpałkę albo… demonstracyjnie palonych w kominku. To niepokój? Bunt przeciwko wiedzy o bezpieczeństwie?
Zalecenie akcji jest proste: po zapoznaniu się z poradnikiem, każdy obywatel, w swoim gospodarstwie domowym, powinien opracować swój plan działania, na wypadek sytuacji kryzysowej, jaka może go spotkać, a wydawnicywo ma być wsparciem w obliczu nieprzewidzianych zdarzeń. I wbrew pozorom, wcale nie musi to być wojna. Chodzi przede wszystkim o naturalne kataklizmy: powódź, huragan, pożar lub blackout. A nawet śnieżycę.
W publikacji zawarto podstawowe instrukcje dotyczące udzielania pierwszej pomocy oraz zasady ewakuacji. Zaleca się, żeby plecak ewakuacyjny - samodzielnie przygotowany - miał każdy domownik, nawet dzieci. Lista rzeczy potrzebnych do skompletowania podręcznego plecaka ewakuacyjnego - podrozdział [EWAKUACJA] jest bardzo długa i może być stresująca, chociażby ze względu na cenę i wzbudzać pewne obawy. Ceny za plecak ewakuacyny wynoszą od 350 zł do nawet blisko 4 tys zł. Plecaki są do kupienia w specjalistycznych sklepach ze sprzętem survivalowym, ale też w sieciach dyskontów i i marketach - za ok. 121 zł.
Jednak twórcy poradnika doradzają, by przygotowując się w gospodarstwie domowym do ewentualnej ewakuacji, skorzystać z publikowanej listy, ale zawartość plecaka dopasować do swoich potrzeb. Rafał Wieczorek, specjalista w zakresie survivalu, cytowany przez portal onet.pl pozytywnie ocenia rozdział "Plecak ewakuacyjny", który sugeruje, aby samodzielnie gromadzić najpotrzebniejsze rzeczy.
- Ważne, aby taki zestaw był wcześniej skompletowany. A nie to, żeby wydać mnóstwo pieniędzy na "gotowca" - doradza.
Plecak nie musi być kompletowany tylko z myślą o wojnie. Rzecznik RCB Piotr Błaszczyk, cytowany w tygodniku „Polityka” uważa, że dobrze byłoby, gdyby plecaki ewakuacyjne - o których mowa w poradniku - kierowcy mieli w swoim samochodzie na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń.
Owszem, w broszurze poświęcono miejsce na plan działania w razie wojny, cyberprzestępczości, zagrożeń terrorystycznych czy ataku z powietrza - jednak nie na pierwszych stronach. Poza tym eksperci, analizując "Poradnik bezpieczeństwa" podkreślają, że "Atak z powietrza" może przytrafić się także w czasie pokoju — gdy np. możliwość kierowania rojem dronów uzyska jakaś organizacja albo nawet pojedyncza osoba ze złymi zamiarami.
W publikacji zaleca się, żeby w sytuacjach kryzysowych nie zapomnieć o zwierzętach, którymi się opiekujemy. Przypomina o dokumentacji zdrowotnej, z potwierdzeniem szczepień, zaleca się przygotowanie zapasu karmy, wody pitnej i leków na kilka dni, a także o zaczipowaniu i z zarejestrowaniu swojego zwierzęcia w ogólnodostępnej bazie.
Chwilę po ukazaniu się posta dotyczącego poradnika, na fanpage'u tygodnika "Życie Gostynia", pani Małgorzata napisała (...)"zwierzęta gospodarskie ewakuować. Ciekawe gdzie i jak?". Tymczasem twórcy broszury nie nakazują ewakuacji zwierząt, a raczej w pierwszej kolejności podają wskazówki, jak zabezpieczyć je na wypadek sytuacji kryzysowych, takich jak klęski żywiołowe lub przerwy w dostawie wody czy prądu.
- Przygotuj zapas paszy i wody na 14 dni. Zainstaluj zbiorniki na deszczówkę.
- Sprawdź, czy budynki gospodarskie i ogrodzenia są odporne na warunki atmosferyczne. Zgromadź materiały do ich naprawy.
- Oznakuj zwierzęta, np. za pomocą kolczyków. W sytuacji awaryjnej namaluj na zwierzęciu znak farbą.
Dopiero na końcu listy mówi się o przygotowaniu zwierzęt do transportu "natychmiast po ogłoszeniu przez służby nakazu ewakuacji". I doradza się, co robić, jeśli ewakuacja nie jest możliwa:
Poinformuj służby ratownicze o pozostawionych zwierzętach.
Przemysław Rembielak, wieloletni strażak, obecnie działający w Stowarzyszeniu Niezależnych Ekspertów Pożarnictwa i prowadzący szkolenia z zakresu obrony cywilnej oraz ochrony ludności, na platformie onet.pl pozytywnie ocenia sugestie umieszczone w podrozdziale "Zwierzęta domowe".
- Gdy obsługiwałem kryzys ukraiński, prowadząc po inwazji Rosjan centrum tranzytowe w Warszawie, okazywało się, że liczba zwierząt, przyjeżdżających z ich opiekunami, była adekwatna do liczby ludzi. W wagonach z Ukrainy jechały psy, koty, ale i króliki, węże oraz pająki - wspomina Przemysław Rembielak, cytowany przez onet.pl.
Z wypowiedzi wynika, że jeśli w domu traktujemy pupili jak członków rodziny, to kiedy sami przygotowujemy się do kryzysu, powinniśmy pomyśleć także o odpowiednim zabezpieczenie ich transportu oraz dokumentacji medycznej.
Komentarze (0)