reklama

Ośrodek kultury żegna pracownika: „Szybuj wysoko wśród chmur!”. Od dziecka interesowało go to, co latało po niebie

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Ośrodek kultury żegna pracownika: „Szybuj wysoko wśród chmur!”. Od dziecka interesowało go to, co latało po niebie - Zdjęcie główne
Autor: arch. gostynska.pl | Opis: Zmarł Kornel Kempiński - opiekun Klubu Modelarstwa Lotniczego i Kosmicznego przy MGOK w Poghorzeli

reklama
Udostępnij na:
Facebook
OdeszliMiejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Pogorzeli przekazał na profilu internetowym przykre informacje o nagłej śmierci jednego z pracowników.  - Odszedł od nas nasz wieloletni pracownik, przyjaciel i człowiek, który swoją pasją do modelarstwa inspirował kolejne pokolenia – czytamy. Kilka lat temu, w wywiadzie dla tygodnika „Życie Gostynia” pan Kornel przyznał, że zamiłowanie do sprzętów latających miał od zawsze. Zawsze z pasją opowiadał o swojej modelarni, cieszył się z sukcesów podopiecznych.
reklama
To prawda, nie żyje Kornel Kempiński, który był bardzo lubianym instruktorem Klubu Modelarstwa Lotniczego i Kosmicznego przy MGOK-u w Pogorzeli.
 
- Jego nagłe odejście jest dla nas ogromnym ciosem. Na taką wiadomość nigdy nie można być gotowym – przyznają współpracownicy z MGOK w Pogorzeli.
 
Dziękują też za wspólnie spędzone lata, życzliwość, zaangażowanie i serce, które pozostawił zespole ośrodka kultury.
 
- Panie Kornelu szybuj wysoko wśród chmur, pośród swoich ukochanych modeli. Patrz na nas z góry i pozostań w naszych wspomnieniach na zawsze.

Przypominamy reportaż o "drobym duchu" pogorzelskiego klubu modelarstwa

 
reklama
Postanowiliśmy przypomnieć wywiad z opiekunem Klubu Modelarstwa Lotniczego i Kosmicznego działającego przy MGOK w Pogorzeli.  Z Kornelem Kempińskim, który dziś niespodziewanie zostawił swoich podopiecznych, współpracowników, sympatyków, w 2018 roku rozmawiała dziennikarka Życia Gostynia - Anna Twardowska.  Z pasją opowiadał wówczas o swojej modelarni, o zainteresowaniach, przez które, jako dziecko miał kolana „poździerane”. Często dostawał burę od mamy.
 
- „Chłopcze masz cały czas kolana pozdzierane, bo ciągle głowę do góry zadzierasz”. Miała rację, dlatego się przewracałem, bo interesowało mnie to, co latało po niebie - wspominał Kornel Kempiński, opiekun Klubu Modelarstwa Lotniczego i Kosmicznego, działającego przy Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury w Pogorzeli w wywiadzie dla naszego tygodnika  "Życie Gostynia".
reklama
 
Do modelarni w Pogorzeli chodził już jako dziecko, by już jako kilkunastoletni chłopak przejąć ją po założycielu - Witoldzie Mixtackim. I został tam do dziś. Przerwę zrobił sobie tylko na służbę wojskową.
 
 
Pan Kornel cieszył się z sukcesów podopiecznych i jednocześnie na każdym kroku przestrzegał ich, aby nie byli zbyt porywczy, bo w tej pasji, najważniejsza jest cierpliwość. Gdy uzyskał pełnoletność, przejął schedę nad modelarnią.
 
Będąc w wojsku, jako absolwent Technicznej Szkoły Wojsk Lotniczych w Zamościu, służył jako mechanik lotniczy. Potem w Gdyni obsługiwał samoloty marynarki wojennej. Zamiłowanie do sprzętów latających miał od zawsze.
- Wtedy nie było komputerów, smartfonów, dzieciaki ciągnęło do takich miejsc, jak nasze. Dzisiaj wygląda to trochę inaczej, chociaż nie mówię, że jest to złe. Trzeba iść do przodu - wspominał po latach.
reklama
Była to spora odpowiedzialność, zawsze upominał swoich podopiecznych, aby trzymali się z dala od niektórych narzędzi i maszyn. Na początku grupa dzieci była naprawdę duża.
- Wtedy chodziło o to, że dzieci z modelarni były potencjalnymi kandydatami na pilotów - przypominał Kornel Kempiński.
Do sekcji przy M-GOK zaglądali nie tylko uczniowie, ale też starsi pasjonaci, którzy na własną rękę korzystają z pomieszczeń modelarni. Rafał Nitecki ze Stowarzyszenia Poznańskich Modelarzy, które współpracuje z pogorzelską sekcją był pod wrażeniem umiejętności użytkowania narzędzi przez pogorzelskich adeptów modelarstwa. Każdy z nich ma inny charakter, ale duży zapał do nauki.
 
- Młode pokolenie często nie ma pojęcia o technologiach łączenia materiałów, czyli o klejeniu, łączeniu metali: lutowaniu, spawaniu. Dzisiaj te nasze pociechy nie mają szansy się tego nauczyć, nie mają gdzie. Takie miejsca jak to, prowadzone przez Kornela, dają jedyną szansę - mówi R. Nitecki. 
reklama
 

Zostają najwytrwalsi

 
Jest cała gama materiałów, przydatnych w tworzeniu modelu, jak chociażby balsa (gatunek drewna). To materiał zbyt drogi i delikatny, aby od razu wpadł w ręce uczniów. Ci mają na początku do dyspozycji sosnowe listewki. Przy obróbce tego podstawowego materiału widać, czy młody człowiek ma predyspozycje. - Żadnemu dziecku nigdy nie powiedziałem „nie”. Pochodzi trochę na zajęcia, sam stwierdza, że to nie dla niego. Wtedy przychodzi następny, a ci najwytrwalsi zostają - mówi Kornel Kempiński. Modelarstwo to dosyć niestandardowe hobby. Jakie ma szanse, aby wygrać z pływaniem, kolarstwem, czy grą na instrumencie? Trzeba samemu się przekonać. Opiekun sekcji wspomina, że gdy zaczynał swoją przygodę, to na terenie dawnego województwa leszczyńskiego, było 27 modelarni. Dziś można je zliczyć na palcach. 
 

Do prawdziwej pasji się wraca

 
Młodzi modelarze bywają porywczy.
 
- Najlepiej dla nich byłoby nadusić enter i już aby model latał. Tak się nie da - stwierdził instruktor.
 
Kiedy wychodzi ze swoimi podopiecznymi na okoliczne łąki polatać, często dołącza do nich ekipa obserwatorów. Ci najbardziej są zainteresowani, kiedy coś pójdzie nie tak.
 
- Zadzierają głowę do góry, widzą, że coś w powietrzu brzęczy. Dodatkowo jak się kurzy, to jest dobrze - śmieje się K. Kempiński.
 
Zdradza, że nie zawsze jest tak, że pasja raz odnaleziona, zostaje na całe życie. Czasem trzeba odkryć ją na nowo.

W powietrzu i na wodzie

W modelarni w Pogorzeli znajdziemy modele szybowców RC, makiety samolotów (robione od podstaw, ich złożenie czasem trwa kilka lat), latawce czy rzutki (rzucane w pomieszczeniach, aby utrzymały się w powietrzu jak najdłużej). Niedawno uczestnicy poszerzyli swoją działalność i zainteresowania o modele pływające, w związku z odbywającymi się co roku mistrzostwami w Kromolicach.
 
- Pierwsze lata nie startowaliśmy, bo było nam się trudno „przesiąść” w coś nowego. W końcu chłopacy to podłapali, mnie też to „zaraziło”. Zdecydowanie lepsze jest latanie, ale w pływaniu ma się bezpośredni kontakt z modelem. Mogę popłynąć na drugą stronę akwenu i go zatrzymać, natomiast w przypadku modelu latającego w powietrzu się nie zatrzymam - porównuje K. Kempiński.

 

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo