reklama

Tego jeszcze nie było. Na scenie luńtrusom szajba odbiła. Udana premiera - figlował też burmistrz

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Tego jeszcze nie było. Na scenie luńtrusom szajba odbiła. Udana premiera - figlował też burmistrz - Zdjęcie główne
Autor: Agata Fajczyk
Zobacz
galerię
105
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
KulturaBoreckie Figle – pod takim hasłem w miejsko-gminnym ośrodku kultury odbyło się spotkanie dla mieszkańców, poświęcone tradycji, poznańskiej gwarze, ale też legendzie boreckiej ziemi – Janowi Figielkowi, związanemu z kulturą ludową, muzyką, gwarą. W tym roku mija 25 lat od jego śmierci. Na scenie wystąpił Zespół Pieśni i Tańca Ziemi Kórnickiej "Władysie", a każdy uczestnik gwarowych konkursów otrzymał tytuł Boreckiego Figlarza.
reklama

Lokalna postać z potencjałem stała się inspiracją do organizacji wydarzenia

Impreza poświęcona gwarze poznańskiej, wraz z przybliżeniem mieszkańcom szczegółów z życia Jana Figielka - lokalnej legendy z potencjałem, odbyła się w Borku Wlkp. po raz pierwszy. Skąd pomysł spotkania? Podczas powitania gości wyjaśnił to Michał Kaczmarek, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Borku Wlkp.

- Przyszedłem tutaj do pracy, jako dyrektor ośrodka kultury mniej więcej półtora roku temu. I w ciągu pierwszego tygodnia, od kiedy tu nastałem, nazwisko Jan Figielek usłyszałem przynajmniej 12 razy. A taka osoba z zewnątrz, potrzebuje trochę czasu, żeby poznać nowe miejsce, poznać środowisko. Teraz właśnie przyszedł czas, żebyśmy spotkali się po raz pierwszy w tym temacie – powiedział.

reklama

Wydarzenie, pod patronatem Jana Figielka, to właściwie pomysł mieszkańców boreckiej gminy, którzy pamiętają jeszcze tę postać. To oni, w ankietach, które przygotował ośrodek kultury, wskazywali promotora tradycji i ludowych zwyczajów jako „lokalną postać z potencjałem”, co stało się inspiracją, żeby wokół niego budować działania kulturalne.

ciąg dalszy pod filmem

Jan Figielek i dworzec PKP ważne dla mieszkańców 

- Ankiety pojawiły się jakiś czas temu przy innym projekcie – finansowanym przez Narodowe Centrum Kultury, pod nazwą Dom Kultury+. Ważną częścią w jego realizacji było to, żeby zrobić diagnozę lokalnej społeczności. Chodziło nie tylko o informacje, czego mieszkańcy potrzebują, ale też jaki jest potencjał w gminie, na czym można bazować planując wydarzenia. Z ankiety wynikało, że Jan Figielek, a także budynek dworca PKP są ważne dla mieszkańców – przyznał Michał Kaczmarek.

reklama

Dyrektor MGOK podkreślił, że sobotnie wydarzenie poświęcone tradycji ma być zaczynem cyklicznych spotkań. Idea jest taka, żeby niektórym mieszkańcom przypomnieć, a młodemu pokoleniu pomóc poznać postać Jana Figielka. 

- Głównym celem dzisiejszego spotkania, i miejmy nadzieję, nie ostatniego, jest ocalenie szeroko pojętej kultury, tworzącej naszą tożsamość regionalną i narodową – powiedział Michał Kaczmarek. - Patron naszego dzisiejszego spotkania na łamach gazety leszczyńskiej wypowiedział kiedyś znamienite słowa: "Ludzie nie rozumieją właściwie tego, czym jest dla człowieka kultura i błędnie oceniają jej propagatorów". I chyba miał rację – stwierdzili prowadzący spotkanie. 

reklama

Jan Figielek (ur. 9 maja 1931 r. w Bruczkowie, zmarł 29 października 2001 r.) znany był przede wszystkim jako muzyk, kolekcjoner, autor boreckich legend i wielki miłośnik folkloru. Jednak w środowisku lokalnym jedni patrzyli na niego, jak na dziwaka, przez innych natomiast był ceniony za wielki wkład w propagowanie wielkopolskiej kultury ludowej. Dyrektor Kaczmarek przypomniał, że z wykształcenia był krawcem, u którego nauki pobierało wielu adeptów tego zawodu. Szył stroje codzienne, ale z miłości do miejscowej kultury często wykonywał także stroje dla regionalnych zespołów folklorystycznych, w tym dla Borkowiaków. Największą pasją legendy boreckiej ziemi było jednak muzykowanie. Najprawdopodobniej tę miłość wyniósł z domu rodzinnego, gdyż jego ojciec i dziadek grali na skrzypcach. Własnoręcznie też wykonywał skrzypce i dudy. Potrafił grać na wielu instrumentach: organach, dudach, skrzypcach czy trąbce. 

reklama

Gawęda o Figielku

Podczas spotkania na scenę zaproszono Elę Figielek, emerytowaną nauczycielkę języka polskiego, a obecnie autorkę książek. Nosi to samo nazwisko, co borecki dudziarz, dlatego też wyjaśniła swoje koligacje rodzinne.

- Mój dziadek Jan Figielek - też miał na imię Jan, miał brata Wojciecha. Z kolei Wojciech to ojciec Jasia Figielka [patrona imprezy - przyp. red.]. Czyli mój tata Stanisław i Jasiek Figielek byli kuzynami w pierwszej linii, tak że doskonale się znali - wyjaśniła.

Obecnie żyje jeszcze brat Jana Figielka - Wincenty, który również otrzymał zaproszenie od dyrektora MGOK-u na spotkanie.

- Był wzruszony z tego powodu, no ale okoliczności nie pozwoliły mu dzisiaj przybyć - informowała Ela Figielek.

Jednak Wincenty przygotował dla mieszkańców boreckiej gminy kilka wspomnień z dzieciństwa i młodości o swoim bracie i domu rodzinnym, które w formie gawędy przekazała Elżbieta Figielek:

Wśród czteroosobowego rodzeństwa najstarsza była siostra Stanisława, po mężu Hyżyk. Mówiliśmy do niej Stasia. Potem Józef, o 3 lata młodszy od siostry, kolejno Jan, o 6 lat młodszy od Józefa, w rodzinie mówiliśmy Janek. Ja byłem najmłodszy, o 10 lat młodszy od Janka. Jak tylko sięgam pamięcią, Jankowi towarzyszyło muzykowanie. W pamięci utrwalił mi się taki oto obraz z dzieciństwa. Boże Narodzenie. Całą rodziną siedzimy wokół choinki i żłóbka. Śpiewamy kolędy, a Janek przygrywa na skrzypkach i ustnej harmonijce. Jest rodzinnie, radośnie, szczęśliwie. Ale później zdarzyły się też święta bez Janka, gdyż wezwali go do odbycia zasadniczej służby wojskowej. I te święta były jakieś inne, smutniejsze, brakowało Janka i jego grania. Pamiętam wielką radość w rodzinie, gdy Janek przyjeżdżał z wojska na urlop. Siadaliśmy przy stole. Janek opowiadał o dolach i niedolach żołnierskiej służby, a potem brał swoje skrzypki i znowu powracało rodzinne śpiewanie i świętowanie. A ja zakładałem jego żołnierską czapkę i też chciałem być żołnierzem (...).

Początkowo brat grał głównie na skrzypkach i harmonijce, ale później przynosił też inne instrumenty: trąbkę, mandolinę, dudy. (...) Opowiem krótko o naszym wspólnym braterskim hobby, czyli o szachach. Jak pamiętam, z moich lat przedszkolnych starsi bracia bardzo często siadali przy szkole i grali w szachy. Ja przysiadałem obok nich i stopniowo przyswajałem sobie reguły gry. W wieku siedmiu, ośmiu lat grałem już na tyle dobrze, że stałem się ich równorzędnym partnerem szachowym. W długie zimowe wieczory rywalizowaliśmy na szachownicy, a były to czasy bez prądu elektrycznego, bez telewizji, smartfonów i internetu. Przy świetle lampy naftowej lub karbidówki rozgrywaliśmy między sobą zawody szachowe, ciesząc się z każdej wygranej partii. To zamiłowanie do szachów pozostało z nami na całe życie.

Konkurs gwary wielkopolskiej

Na scenie w sali MGOK w Borku dużo się działo podczas sobotniego wydarzenia. Przygotowano konkurs gwarowy, w kilku odsłonach. Uczestnicy zgłaszali się nieśmiało, ale z czasem nabrali odwagi. W jednej odsłonie rywalizował nawet burmistrz Borku, Janusz Sikora. Należało na przykład dopasować wyrazy używane przed laty w gwarze poznańskiej, do współczesnych odpowiedników.

Było to ciekawe doświadczenie zwłaszcza dla przedstawicieli młodszego pokolenia, które coraz mniej zna gwarę wielkopolską. Nie przeszkadzało to jednak młodzieży, gdyż również brała udział w gwarowych zmaganiach. Każdy z zawodników w podziękowaniu otrzymywał tytuł Boreckiego Figlarza. 

Wydarzenie uświetnił występ Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Kórnickiej "Władysie". Tancerze i śpiewacy pokazali się w dwóch blokach. Pierwszy związany był z tradycjami z Wielkopolski. Dzieci przedstawiły tańce i zabawy z naszego regionu. Pojawiła się też grupa z okolic Dąbrówki Wielkopolskiej, która przedstawiła obrzęd cyntla - ostatków, ostatniego wieczoru karnawału przed wielkim postem, z pochodem przebierańców. Pokazano też, czym różnił się strój panny (do wzięcia) od mężatki z wielkopolskiej wsi. 

Pyry z gzikiem na zakończenie

Na zakończenie podano poczęstunek. Serwowano pyry z gzikiem i figlem, przygotowane przez koła gospodyń wiejskich z Borku, Skokowa i Leonowa. Dania różnie przyrządzone, przy każdym stoisku smakowały inaczej.

- Pierwsza impreza została zrobiona z naszych pieniędzy, własnymi siłami, przy współpracy mieszkańców. Na kolejne wydarzenia z tego cyklu będziemy starali się pozyskać fundusze. Najważniejszym celem była premiera, żeby to ruszyło. Ta premiera ma pokazać, że wokół lokalnej legendy można coś zbudować, można to wykorzystać. Mamy bazę i w kolejnych latach będzie się nam łatwiej zająć tym tematem - przyznał Michał Kaczmarek. 

Dyrektor MGOK-u liczy na pomoc społeczności lokalnej

Kolejne spotkania z cyklu "Boreckie Figle" również nierozerwalnie mają łączyć się z miejscową tradycją i kulturą, której wielkim orędownikiem przez całe życie był Jan Figielek.

- Nie chcemy, aby pozostawał tylko w pamięci nielicznych mieszkańców Borku i okolicy, którzy znali go za życia. Chcemy poprzez organizację cyklicznych spotkań ożywić jego postać - przyznał M. Kaczmarek.

Dyrektor nie ukrywał, że liczy na pomoc mieszkańców, wsparcie społeczności w poszukiwaniu pamiątek po panu Janie. Zachęcał do podzielenia się nimi.

- Możecie przynosić wspomnienia, zdjęcia, pamiątki tutaj do ośrodka kultury. Mamy nadzieję, że dzięki temu z roku na rok "Boreckie Figle" będą się rozrastały i będziemy wspólnie doceniać wkład Jana Figielka w rozwój regionalnej kultury - uzupełnił.

 

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo