Reklama

Policjanci uratowali mu życie. "Podziękował" im agresją i wyzwiskami

Opublikowano:
Autor:

Policjanci uratowali mu życie. "Podziękował" im agresją i wyzwiskami - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kultura

Tylko szybka reakcja funkcjonariuszy policji pozwoliła na uratowanie życia 37-letniemu mężczyzny, który w poniedziałek, 11 grudnia chciał popełnić samobójstwo. Mundurowych zawiadomił właściciel jednego z gostyńskich mieszkań, w którym rozegrał się dramat.

- Był świadkiem zdarzenia, jednak z uwagi na stan zdrowia nie mógł pomóc koledze - informuje Sebastian Myszkiewicz, rzecznik prasowy KPP w Gostyniu.

Za swoją interwencję niedoszły samobójca „poczęstował” policjantów m.in. „stekiem wyzwisk” i agresywnym zachowaniem. Niewykluczone, że sprawa znajdzie swój finał w sądzie z uwagi na karygodne zachowanie 37-latka.

Cały incydent zapoczątkowało zgłoszenia, które we wspomnianym dniu o godzinie 20.10 wpłynęło do Komendy Powiatowej Policji w Gostyniu. Dotyczyło ono informacji, iż pewien mężczyzna zamierza popełnić samobójstwo. Niezwłocznie pod wskazany adres wysłano patrol policji.

- Po wejściu do mieszkania policjanci zauważyli mężczyznę wiszącego na pasku od spodni przywiązanym do klamki w drzwiach. Funkcjonariusze odcięli desperata i przystąpili do udzielania mu pierwszej pomocy. Po chwili na miejscu pojawiła się załoga karetki pogotowia - oznajmia Sebastian Myszkiewicz.

W trakcie sprawdzania funkcji życiowych mężczyzna zaczął zachowywać się agresywnie wobec osób udzielających mu pomocy. Krzyczał również, że ponownie targnie się na swoje życie.

- Zachowanie 37-latka było na tyle niebezpieczne, że mundurowi musieli użyć wobec niego środków przymusu bezpośredniego - dodaje oficer prasowy.

Okazało się, że niedoszły samobójca nie bez powodu „walczył” z ratownikami - był „zdrowo” pijany. Miał ponad 2,5 promila alkoholu w organizmie.

Zakutego w kajdanki mężczyznę przewieziono do szpitala w Gostyniu. W trakcie badania ponownie był agresywny i arogancki. W obecności pacjentów wykrzykiwał nieprzyzwoite słowa. Lekarz dyżurny zadecydował o przewiezieniu 37-latka do szpitala w Kościanie. Jego napastliwe postępowanie nie zmieniło się także podczas transportu karetką pogotowia, m.in. w stosunku do zespołu ratownictwa medycznego, dlatego załodze towarzyszyli policjanci.

- Mężczyzna nie został jednak przyjęty na oddział i wrócił do Gostynia, gdzie pod okiem policjantów spędził noc w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych - podaje Sebastian Myszkiewicz. 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE