Spotkanie autorskie zorganizowane w krobskiej bibliotece publicznej w ramach trwającego od 8 maja Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek pod hasłem "Biblioteka. Otwierasz. Odkrywasz" nie było typowym wywiadem - autorzy sami prowadzili ze sobą pasjonującą rozmowę, odsłaniając kulisy swojej pracy, prywatne lęki i inspiracje, które często okazują się bardziej niesamowite niż literacka fikcja.
Między „białymi firankami” a surowym Bałtykiem
Anglistka z wykształcenia, tłumacz językowy z zawodu Ewa Przydryga jako mistrzyni nurtu domestic noir, szczerze opowiedziała o swoich początkach, które paradoksalnie mogły potoczyć się zupełnie inaczej.
- Mając 18 lat, bardzo chciałam studiować psychologię. Nadal jest to moje niespełnione marzenie, do którego na pewnym etapie życia starałam się dążyć. Zawsze mówiono mi, że mam jakąś taką umiejętność odczytywania nastrojów ludzi i współodczuwania, co staram się wykorzystywać w swoich historiach - wyznała autorka "Topielisk", "Bliżej niż myślisz" czy "Motyle i ćmy".
Choć ostatecznie wybrała filologię angielską i przez lata pracowała jako nauczycielka, pasja do zgłębiania mrocznej natury ludzkiej w niej pozostała i stała się inspirację do kolejnych powieści. Dziś jej znakiem rozpoznawczym są historie o tzw. everymanach - zwykłych ludziach, których przeszłość dopada w najmniej spodziewanym momencie.
- Są to postacie, które w przeszłości dotknęło coś, co nakręciło "spiralę zniszczenia" i ta spirala wraca do nich po kilku czy kilkunastu latach. Taki everyman musi zmierzyć się z "tykającym zegarem" w jego życiu, ponadto lubię, kiedy "bohaterem", a nawet czasami "antagonistą" staje się przestrzeń, w której moi bohaterowie się poruszają. To jest ten vibe [z ang. klimat - przyp. red], który mi odpowiada - wyjaśniała powieściopisarka.
DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD GRAFIKĄ - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ FOTOREPORTAŻ
"Czasami z miejscem można nawiązać tak samo wielką więź, jak z człowiekiem"
Stąd właśnie Ewa Przydryga chętnie opowiadała o swojej fascynacji Baltic Noir, czyli atmosferą pisania książek zlokalizowanyc w basenie Morza Bałtyckiego. Jej azylem twórczym jest Trójmiasto, a inspiracją – miejsca nieoczywiste, surowe i industrialne. Jedną z najbardziej barwnych anegdot wieczoru była historia jej spotkania z latarnikiem z latarni Stilo, która od trzech pokoleń: z dziada na syna, a obecnie wnuka jest w rodzinie Łozickich.
- Moje wyobrażenie o latarniku sprowadzało się do człowieka w kufajce, a pan Damian pachniał drogimi perfumami i wyglądał jak aktor wysokobudżetowej produkcji - relacjonowała autorka.
Spotkanie to, choć podszyte dreszczykiem niepokoju (autorka, która sama jest fanką urbexu przyznała, że na spotkanie w odosobnionym miejscu zabrała gaz pieprzowy), zaowocowało głębokim wglądem w psychikę człowieka żyjącego w izolacji, co jest kluczowe dla jej najnowszych projektów.
- Zapytałam go, co sprawiło, że zdecydował się spędzić ostatnich dwanaście lat życia to swoje życia w takim miejscu i zrezygnować z "cywylizacji", bo miał żonę i ma dwójkę dzieci. Powiedział, że ludzie w jego życiu bardzo często pojawiali się i znikali, a ona i mówiąc "ona" po raz pierwszy zobaczyłam błysk w jego oczach, w momencie kiedy przeniósł swój wzrok na latarnię morską: "Ona i ja my zawsze będziemy konstans". To są czasami takie mikro chwile, które staram się wyłapać, które tak wiele mówią o człowieku, o jego przejściach, o tym co jest dla niego ważne i bliskie. Bo czasami z miejscem można nawiązać tak samo wielką więź, jak z człowiekiem - powiedziała E. Przydryga.
DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD GRAFIKĄ - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ REPORTAŻ
Realizm ponad wszystko: od wierszy do rykoszetów
Krzysztof Beśka, dziennikarz i autor z imponującym dorobkiem 27 pozycji, wśród nich: "Sygnały", Symptomy", "Syreny" oraz najnowszej "Ambasarod" wniósł do rozmowy perspektywę pisarza dbającego o najdrobniejszy historyczny i faktograficzny detal. Jako polonista z wykształcenia, zaczynał od poezji, marząc, by zostać „nowym Miłoszem czy Krzysztofem Kamilem Baczyńskim”. Los jednak skierował go ku prozie, gdzie dziś swobodnie porusza się między XIX-wiecznym Królewcem a współczesną Warszawą.
Autora kryminałów m.in. o nadkomisarzu Konstantym Podbiale oraz podkomisarz Korneli Banaś z Komendy Stołecznej Policji rozwiązujący skomplikowane zagadki w mrocznym, postpandemicznym klimacie Warszawy podkreślał, jak ważne jest dla niego rzetelne przygotowanie do książki.
- Bardzo pilnuję faktów dlatego nigdy nie wyślę bohatera w latach 30. nad Zalew Zegrzyński, który powstał w latach 60., co zdarzało się nawet bardzo znanym autorom - punktował z uśmiechem K. Beśka.
Szczególne wrażenie mogły wywołać opowieści o pierwowzorach jego bohaterów. Wspomniany nadkomisarz Podbiał, jest wzorowany na prawdziwym policjancie, z którym Beśka dzielił ławę w szkole wojskowej.
Pisarz przytoczył mrożącą krew w żyłach (i nieco groteskową) historię o rykoszecie, który podczas pościgu w centrum Olsztyna ranił przypadkowego turystę - incydent ten niemal złamał karierę jego przyjaciela, a dla Beśki stał się gotowym materiałem literackim.
Warsztat pod lupą
Podczas „Kryminalnego Gadania” nie zabrakło wątków warsztatowych. Ewa Przydryga zdradziła, że obecnie szkoli się w pisaniu scenariuszy, co drastycznie zmieniło jej podejście do dialogów - teraz są one jeszcze bardziej dynamiczne i „skondensowane”. Krzysztof Beśka z kolei przyznał, że pisanie jest dla niego formą „płodozmianu” - po ciężkim temacie historycznym chętnie wraca do współczesności. Wyznał również, że literatura bywa autoterapeutyczna, wspominając o swojej powieści obyczajowej, w której zawarł wątki z własne przeszłości.
Autorzy odkryli też być może nieznane faktu ze swojego życia - przykładowo Ewa Przydryga przyznała, że obobk studiowania psychologii, ma jeszcze jedno "ciche marzenie": bardzo chciałaby, aby któraś z jej powieści została zekranizowana. Jest na dobrej drodze, gdyż prawa do niektórych z jej książek zostały już nabyte przez wydawnictwa.
- Fajnie byłoby zobaczyć swoją twórczość w interpretacji innych ludzi: aktorów, reżysera i przenieść na ekran wyobrażenia, o których piszę. Generalnie myślałam, że pisanie scenariuszy jest bardziej zbliżone do pisania powieści, ale okazało się, że to jest całkiem inna przestrzeń. (...) Dlatego myślę, że warto różne drzwi w swoim życiu otwierać - dodała autorka.
Natomiast Krzystof Beśka okazał się "po godzinach" być muzykiem oraz malarzem-amatorem.
- Mam kilka piosenek, które śpiewam, gdyz siedem lat spędziłem na profesjonalnej scenie szantowej. (...) Ostatnio zarobiłem na nich 72 złote, więc kupię sobie jakieś fajne spodenki - żartował pisarz kryminałów.
Trzecia edycja „Kryminalnego Gadania” pokazała, że za każdą świetną zagadką stoi człowiek – z jego pasjami, lękami i nieustanną potrzebą opowiadania historii, które „muszą zostać zwerbalizowane”, ale równie ważne może być miejsce, w którym toczy się akcja kryminały czy thrillera.
KLIKNIJ ZDJĘCIE, żeby PRZECZYTAĆ ARTYKUŁ
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.