Reklama

Boją się rozkazu „zróbcie to!”. Czy listonosze są w stanie temu sprostać?

Opublikowano: sob, 2 maj 2020 11:09
Autor:

Boją się rozkazu „zróbcie to!”. Czy listonosze są w stanie temu sprostać? - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kultura

Wybory prezydenta RP za 8 dni, a wciąż w tej sprawie jest wiele pytań i wątpliwości, mało konkretów. Panują chaos i niepewność, przepisy nie weszły w życie.

Sejm uchwalił ustawę, wprowadzającą głosowanie korespondencyjne jako jedyną formę w wyborach w 2020 r. Wciąż podtrzymywana jest data 10 maja, chociaż premier Mateusz Morawiecki kilka dni temu wymienił też termin 17 i 23 maja. Ustawą zajmuje się teraz Senat, który może próbować zmienić zasady poprawkami. Jak na razie jednak scenariusz jest jeden.

Przygotowanie tzw. wyborów korespondencyjnych premier Mateusz Morawiecki zlecił dwóm publicznym spółkom: Poczcie Polskiej oraz Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. Obydwie spółki część zleconych zadań przekazały prywatnym podwykonawcom. Główną rolę w scenariuszu wyborczym pełnią pracownicy Poczty Polskiej. Każdy z uprawnionych do głosowania (według sporządzanego w pośpiechu nowego spisu wyborców) powinien otrzymać do skrzynki specjalny pakiet wyborczy w składzie: koperty zwrotnej, karty do głosowania, koperta na kartę do głosowania, instrukcja głosowania korespondencyjnego, oświadczenie o osobistym i tajnym oddaniu głosu na karcie do głosowania.

Poczta Polska na jego dostarczenie miałaby mieć 7 dni, w tygodniu poprzedzającym datę wyborów (roznoszenie powinno się więc zacząć najpóźniej od poniedziałku). Koperty zwrotne będą dostarczane przez pocztę do gminnej obwodowej komisji wyborczej w dniu wyborów sukcesywnie od rozpoczęcia głosowania (od godz. 6.00) do godziny 23.

Na 8 dni przed wyborami okazało się, że jeden z pracowników firmy, która na zlecenie Poczty Polskiej zajmuje się kompletowaniem tzw. pakietów wyborczych, jest zakażony koronawirusem SARS-CoV-2. Ustalili to dziennikarze tvn24.pl, a ich informacje potwierdził sanepid.

Rozmawiamy z jednym z gostyńskich listonoszy (zastrzegł sobie anonimowość). Czy ma obawy związane z przeprowadzeniem wyborów? Jak sobie radzi w pracy w dobie koronawirusa? 


Jesteście państwo, jako pracownicy Poczty Polskiej, jako listonosze przygotowani do wyborów, które miałyby się odbyć 10 maja? Co wiecie na ten temat?
W tej chwili wiemy tylko i wyłącznie to, co w mediach się mówi. U nas w firmie jeszcze żadnych konkretnych wiadomości, wytycznych nie było na ten temat. Jako pracownicy poczty, listonosze mamy swoje fora internetowe i tam otrzymujemy informacje, mówiące o tym, że wybory na pewno się odbędą w maju, głosowanie przeprowadzone w trybie korespondencyjnym. I wtedy pojawiają się spekulacje co do tego, jak to ma wyglądać, w jakiej formie. 
 

Wyobraża Pan sobie te wybory w trybie korespondencyjnym? Roznoszenie pakietów?
Jeśli pakiet wyborczy miałby być jako listy zwykłe wrzucane do skrzynki, to w pewnym stopniu jesteśmy w stanie to zrobić, w określonym czasie. Ale w tym momencie nie mamy żadnego potwierdzenia, że byliśmy z tego typu przesyłką u danego adresata. Wiadomo, jak wrzucimy do skrzynki, ktoś - sąsiad, czy ktoś inny - pakiet wyborczy może stamtąd wyciągnąć. Można nam zarzucić, że nie dostarczyliśmy przesyłki.
 

Nad ustawą o wyborach 2020 wciąż pracuje Senat. To się może zakończyć na kilka dni przed wyborami, w ostatniej chwili.
Boimy się, że to będzie wielkie „bum” i polecenie „zróbcie to” bez żadnego przygotowania - i tego fizycznego i psychicznego. To może być chaos. Trzeba będzie jedno rzucić i zająć się konkretnie pakietami wyborczymi. Podobna sytuacja była wtedy, kiedy zmieniła się ustawa, dotycząca gospodarki odpadami. Do każdego adresu trzeba było to dostarczyć. Teraz będzie 3,4 razy więcej pakietów.
 

A jeśli pakiety wyborcze miałyby być roznoszone za potwierdzeniem?
Jeśli każdy upoważniony do głosowania miałby potwierdzić podpisem dostarczenie, to jest nie do zrobienia. Po pierwsze mamy stan epidemii. Jesteśmy narażeni na to, że - chodząc od domu do domu - możemy zakazić się koronawirusem. Nawet na odległość nie możemy tego zrobić. Tożsamość trzeba potwierdzić. Spojrzałem na nasz gostyński region, który obsługuje nasz urząd. Mamy jakieś 25,5 tysiąca punktów doręczeń - samych mieszkań, domów. To są tylko punkty doręczeń. Licząc średnio po 2 osoby na takie domostwo, to już wskaźnik wzrasta. 

Pakiety mają być dostarczane do miejsc zameldowania, a nie zamieszkania potencjalnych wyborców. Nie wszyscy mieszkają tam, gdzie są zameldowani, więc karty do głosowania mogą nie dotrzeć do wszystkich upoważnionych. Czy jesteście gotowi wziąć za to odpowiedzialność, biorąc pod uwagę, że możecie być z tego rozliczani?
Cały czas czekamy na jakiekolwiek decyzje w tej sprawie. Wciąż istnieje pytanie, w jakiej formie to ma być zrobione. Jako tako nie jesteśmy w stanie zrobić doręczyć tych listów za pokwitowaniem, gdzie mielibyśmy potwierdzenie, że byliśmy pod danym adresem. To musiałoby być rozłożone  w czasie. A - tak, jak to się teraz mówi - przy listach zwykłych to jest do zrobienia, ale z drugiej strony Poczta Polska musi wziąć odpowiedzialność za doręczenie.
 

7 dni to według Pana wystarczający czas na dostarczenie każdemu upoważnionemu do głosowania pakietu wyborczego?
Tu znowu są wątpliwości. Mówi się, że na czas doręczeń, czyli mniej więcej tydzień przed wyborami, mamy być zwolnieni z pozostałych usług, doręczaniem innych przesyłek, czyli rzekomo mielibyśmy zajmować się tylko i wyłącznie dostarczaniem pakietów wyborczych. Gdyby było to doręczanie w formie zwykłej przesyłki do skrzynek, to jest to do zrobienia. Ale jeśli za potwierdzeniem tożsamości adresata, to jest to trudne do zrealizowania.
 

Czy będziecie zaopatrzeni w odpowiednie środki bezpieczeństwa? Odpowiednią ilość? Nie boicie się?
W tej chwili stosujemy bezdotykowe doręczanie, zgodnie z zasadą dostarczania przesyłek rejestrowanych. Mamy poświadczenia dokumentami tożsamości. Jakiś strach jest, bo to nie zwalnia listonoszy z tego, że musimy spotkać się z klientem, podejść, dane z dowodu sprawdzić. W mieście szybciej może to być zrealizowane, na terenach wiejskich, bardziej rozległych, potrzeba będzie więcej czasu. Środki bezpieczeństwa? Maseczki ochronne.

Po zagłosowaniu wyborcy mieliby wyjść z domów i wrzucić karty do urn. Zbieraniem kart też się będzie zajmowała Poczta Polska...
Cały czas mówiono, że specjalne skrzynki - urny do kart będą ustawione przed dotychczasowymi lokalami wyborczymi. Najnowsze wieści są takie, że ma być ich więcej. Poza lokalami wyborczymi, mają być ustawione przy urzędach pocztowych. Będzie można wrzucać karty po zagłosowaniu niezależnie od miejsca zamieszkania, bez podziału na obwody. Ważne, żeby to było w danym mieście. Nie wiemy, jak to dalej będzie rozwiązane. Poczta Polska będzie odpowiedzialna za wyciąganie pod okiem komisarza wyborczego, komisji? Nic nie wiemy.
Będzie sporo pracy.

Czy mówi się w resorcie o wyższych wynagrodzeniach, premiach za wykonywanie dodatkowych obowiązków?
Jakieś informacje, wiadomości na ten temat - chociaż niekonkretne - w mediach się pojawiły, kiedy zaczęły się narzekania pracowników poczty czy listonoszy o ciężkiej pracy w czasie trwania epidemii. Zarząd Poczty Polskie w tym momencie podjął decyzję o przyznaniu premii. W ogólnopolskich mediach pojawiła się informacja - premia 700 zł dla pracowników Poczty Polskiej. Jednak jest ale... To jest 700 zł brutto rozłożone na miesiąc marzec i kwiecień, czyli mamy jakieś 500 zł, na pół „na rękę”. Mamy się czuć usatysfakcjonowani za pracę w ciężkich warunkach. A o jakiejkolwiek premii czy dodatkowych pieniądzach w maju, za doręczanie pakietów nikt jeszcze nie mówi.
 

Dostał Pan 250 zł brutto za marzec?
Tak, dotrzymali słowa. W dzisiejszych czasach na pakiet porządnych maseczek i rękawic ochronnych może to wystarczy.
 

O powołaniu Tomasza Zdzikota - sekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej na nowego prezesa Poczty Polskiej też pracownicy Poczty Polskiej dowiedzieli się z mediów? 
Gdyby nie media, nie wiedzielibyśmy, że zmienił się prezes. To był weekend. W poniedziałek przyszliśmy do pracy i ani słowem nikt nie wspomniał o zmianie prezesa. Mamy swoje źródła informacji, swój system w Internecie. Każdy pracownik ma dostęp do swoich danych. Otrzymujemy tam komunikaty o różnych zmianach, ale o nowym prezesie było cicho.
 

Słyszałam, że pracownicy Poczty Polskiej zapowiadają protesty, a nawet strajki. Czy przy tak dużej ilości związków zawodowych w branży jest to możliwe?
Tak, rzeczywiście związków zawodowych jest zbyt wiele. Nie potrafią się dogadać między sobą, nie ma jednego zdania, solidarności. Strajki są zapowiadane od lat, ale tak naprawdę przez to do niczego dojść nie może. Są tylko groźby. Ale przy okazji zapowiadanych wyborów w formie głosowania korespondencyjnego wyszła inicjatywa, że będzie utworzony komitet strajkowy. Wysłano informacje, które urzędy - nie związki - byłyby tym zainteresowane. Chodziło o zbadanie, czy jesteśmy w stanie zjednoczyć się do strajku, protestu. Zgłosiło się ileś urzędów w Polsce. Ale teraz wszystko zależy od konkretów w sprawie wyborów. Czekamy na informacje. 

Jaki klimat panuje w pracy - z jednej strony koronawirus, którym przez najmniejszą nieostrożność można się zakazić, a dodatkowo zamieszanie i niepewność w związku z wyborami? Jest nerwowo?
Atmosfera staje się napięta w momencie, kiedy podejmujemy temat bałaganu wyborczego. Ale staramy się jakoś trudny czas epidemii przetrwać. Tymczasem kiedy pada temat wyborów, a codziennie jakieś nowe informacje z mediów dochodzą, to wzburza najbardziej zainteresowanych tematem, zaczyna wrzeć.
 

Zwolnienia z pracy raczej wam nie grożą?
Aktualnie nie mówi się o cięciach etatowych, podobnie jak w temacie wynagrodzeń.
 

Listonosz w okresie epidemii ma utrudnioną pracę. Sporo ryzykuje, chodząc od domu do domu z przesyłką...
Są wdrożone procedury i zasady, których musimy przestrzegać. Najtrudniej jest przy wypłacie emerytur, przekazów. Tutaj mamy bezpośredni kontakt z klientem. Pieniądze trzeba wręczyć do ręki. Chronimy się, mamy płyny dezynfekujące, rękawiczki i maseczki ochronne. Jest doręczanie na odległość. Tak się chronimy.

Jak reagują seniorzy - emeryci i renciści, kiedy listonosz szybko ucieka, nie chce zamienić nawet słowa? Czy rozumieją, że chroni siebie a zarazem ich przed koronawirusem? Kiedyś, zanim nastała epidemia często był wyczekiwanym gościem dla starszych mieszkańców. Herbatę zaproponowali, ciastko...
To środowisko można podzielić. Jest połowa, która traktuje listonoszy w pewnym stopniu jako wrogów - chociaż oczekują na pieniądze, ale przychodzimy z zewnątrz. Jest pani Basia, która na nasz widok szybko do kuchni czmychała, zwykle herbatkę zrobiła. A teraz na klatkę schodową taboret wystawiła, prosi żeby tam odliczyć kwotę, przychodzi ze swoim długopisem opatulona w ręcznik lub koc i załatwiamy to bardzo szybko: bierze pieniądze, „dziękuję, do widzenia”. A druga część klientów podchodzi do sprawy normalniej. Zapraszają do mieszkania, ja muszę przypominać, aby podpisywali dokumenty swoim długopisem. Pewnie chcieliby na herbatę zaprosić, ale odmawiamy. Wtedy jest w zamian dobre słowo i życzenia „zdrowia”. To bardzo miłe, chce się pracować.

Z OSTATNIEJ CHWILI

Co się zmieniło kilkanaście dni po przeprowadzeniu wywiadu?

- Cały czas żyjemy w niepewności. Czy będą wybory? Kiedy? W jakiej formie? Czy będzie trzeba chodzić od domu do domu, do każdego obywatela osobno czy wystarczy to doręczyć do skrzynek - mówi listonosz Poczty Polskiej.

Są potwierdzone informacje, że pracownik firmy, która zajmuje się kompletowaniem tzw. pakietów wyborczych, jest zakażony koronawirusem SARS-CoV-2 - czy w tej sytuacji czujecie się bezpiecznie?
Nie!
 

Dowiedzieliśmy się jeszcze, że listonoszom została przydzielona druga osoba, która ma przyglądać się, jak będzie wyglądało roznoszenie pakietów. „Mężami zaufania” zostały osoby z urzędu, nie będące listonoszami.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE