Reklama

Pomogą, wysłuchają, dadzą wsparcie. Ośrodek w Piaskach od 21 lat ma jedna misję

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kobieta i dziecko Trzeba mieć w sobie szalenie dużo odwagi, by przekuć strach w działanie. Bierność w ucieczkę. Wiedzą o tym obecne i byłe podopieczne Bonifraterskiego Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Marysinie, w gminie Piaski, które czasami pukają do drzwi hostelu w środku nocy, z dziećmi i małą torbą. To miejsce jest dla nich azylem, schronieniem. Tu uczą się siebie na nowo i podejmują swoje własne decyzje. Czasami bardzo ciężkie

Reklama

Nasze rozmówczynie pracują w Bonifraterskim Ośrodku Interwencji Kryzysowej od dawna, jedna od początku jego istnienia, od 21 lat, druga od 17. I wiedzą jedno, żadna z kobiet, które przychodzą do nich, nie planowała życia ze złym człowiekiem, alkoholikiem czy oprawcą. Te panie są ofiarami, którym trzeba pomóc. Im i ich dzieciom. 

Sytuacja modelowa: przychodzi do ośrodka młoda kobieta z dwójką dzieci. Nie ma gdzie mieszkać, bo pijący agresywny mąż i ojciec wyrzucił je z domu. Co wtedy? Jeśli przyjdzie z ulicy i MOPS potwierdza nieciekawą sytuację rodzinną - to zostaje. Jeżeli MOPS sam przysyła, to wiadomo, jest wstępnie zakwalifikowana do pomocy, bo coś złego się dzieje w jej życiu. Zwykle niewiele wiadomo o tej osobie, co wbrew pozorom jest dobre, bo nikt się do niej negatywnie nie nastawia, nie ocenia za to, co było. 

- Mamy do dyspozycji różne formy pomocy - podkreśla Anna Sowula, kierownik Bonifraterskiego Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Marysinie, z wykształcenia pedagog, mediator sądowy i specjalista do pracy z ofiarami przemocy. - Jest prawnik, który przyjeżdża do nas, by pomóc w pisaniu pism, nie tylko sądowych, ale i w batalii z firmami windykacyjnymi. Często te panie są pozadłużane w różnych „Bocianach” itd.

Najpierw oferowana jest pomoc socjalna, żeby ta kobieta miała środki do życia, na pierwsze parę dni. Potem współpracują asystenci rodziny, pedagodzy, kuratorzy, psycholog i psychoterapeuta.

- Wszyscy razem staramy się pomóc tym kobietom zmienić swoje życie, odnaleźć wiarę w siebie – mówi szefowa ośrodka.

Dodaje, że jeśli potrzebna jest pomoc psychiatry, dentysty, laryngologa czy chirurga – jadą z kobietą czy z dziećmi wszędzie, nawet do Poznania. Wiadomo, że teraz dostęp do lekarzy jest utrudniony, jednak i oni na hasło „ośrodek interwencji kryzysowej” nie odmawiają pomocy podopiecznym.

Przychodzą z bagażem złych doświadczeń

- Ważna jest też rozmowa, one przeważnie wybierają sobie jedną z nas, zwierzają się, otwierają – dodaje Elżbieta Michnowska, terapeuta z 30 - letnim stażem. - Czasem wystarczy po prostu wysłuchać i nie oceniać.

Miała kiedyś sytuację, gdzie kobieta odczekała, aż będą same i nawet na nią nie patrząc, wyrzuciła z siebie swoje „grzechy” i poszła.

- Dopiero na drugi dzień wróciła, bo chciała zobaczyć, czy jej nie przekreśliłam, nie odrzuciłam – mówi pracownica socjalna.

Dla każdej rodziny mieszkającej w ośrodku jest opracowany i realizowany indywidualny plan pomocy. Pracownice ośrodka zawsze szukają dobrych stron w przybyłej, poobijanej przez życie kobiecie. Czasami są to piękne włosy, czasem umiejętność smażenia pysznych naleśników. Bo ta kobieta nieraz nigdy niczego dobrego o sobie nie usłyszała. Bardzo często w społeczeństwie następuje wiktymizacja ofiary, przerzucanie winy na matkę.

– „Jak ona mogła? Nie radzi sobie. Powinna to czy tamto” – wylicza A. Sowula. - A przecież na początku każda chciała być po prostu szczęśliwa.

Wspomina panią, która wpadła w alkoholizm, bo piła, żeby mąż wypił mniej, bo „jak mniej wypił, to ją mniej bił”. A jak ona była pijana, to tego nie czuła, bicie mniej bolało. Alkohol znieczula także ofiary.

Gdy mija strach, zaczynają słuchać siebie

Dopiero w „domu” na Marysinie taka kobieta ma czas usiąść w spokoju, pomyśleć również o sobie, o swoim samopoczuciu. Pojawia się „Ja” a nie „ona taka, owaka” czy niecenzuralne określenia, którymi karmił, a raczej zatruwał ją przez lata partner. Opada stres, organizm wysyła sygnały. Te kobiety nie były przez lata u ginekologa. Zamknęły w sobie kobiecość, ignorowały same siebie.

Podobnie ma się sprawa z dziećmi przybyłymi do ośrodka.

- Te dzieci nie tyle są zaniedbane, ile dopiero u nas pewne nieprawidłowości wychodzą na światło dzienne – dodają zgodnie pracownice socjalne z BOIK-u.

I to nie znaczy, że kobieta nie miała czasu, nie widziała wady czy innych niepokojących objawów u dziecka. Jednak żyjąc w permanentnym stresie, w codziennym poczuciu zagrożenia ze strony męża, ojca czy brata taka kobieta już nie miała siły na rozwiązywanie innych problemów. Wypieranie dotyczy nie tylko zdrowia czy dobrostanu dzieci, ale przede wszystkim samej kobiety. Kobiety są w ciągłym stresie, spięte, a adrenalina powoduje, że nie czują bólu.

- Dopiero będąc u nas, gdy ta przemoc i poczucie zagrożenia ustają, gdy kobieta może się nareszcie rozprężyć, odetchnąć, uspokoić – czuje ból zębów, dolegliwości żołądkowe, jakiś guz w piersi czy inne ignorowane przez lata problemy ze zdrowiem – wyjaśnia E. Michnowska.

Decyzja należy zawsze do podopiecznej

Zdarzają się niestety i takie historie, gdzie dziecko było wykorzystywane seksualnie przez członka najbliższej rodziny.

- Wtedy od razu wzywamy seksuologa, nie bierzemy się za rozwiązywanie problemów, które przekraczają nasze kompetencje – zaznacza kierowniczka ośrodka.

Pracownice ośrodka musiały się też nauczyć dystansu i pamiętać, że są od pomagania, ale wszelkie decyzje życiowe podejmują te kobiety same za siebie.

- Pracowałyśmy z panią, która wyszła z tego zakrętu życiowego na czysto, z mieszkaniem, pracą, dzieci zaopiekowane – wspomina A. Sowula. - Miała przyszłość. I naraz wielki krach, wróciła do tego mężczyzny, przekreśliła starania swoje i – w pewien sposób – nasze.

Nawet dla nich to musiał być wstrząs, poczucie klęski ich wielomiesięcznych działań. Ale - jak mówią - takich kobiet jest bardzo mało. Większość usamodzielnia się, wychodzi ze schematu piekła rodzinnego, wyjeżdża z dziećmi, by rozpocząć całkiem nowe życie. Biorą odpowiedzialność za siebie. I wysyłają potem kartki, zdjęcia, filmiki. Jedna z ich podopiecznych zaprosiła je też na ślub jako honorowych gości. 

Czasami nie potrafią już normalnie żyć

W rodzinie współuzależnionej kobieta walczy o to, by mąż przestał pić. Nie musiał być agresywny. Wystarczy, że był wiecznie pijany. Przepijał całą pensję, zaciągał długi. Gdy taki mężczyzna podejmuje decyzję o leczeniu, ratowaniu tej rodziny, nagle okazuje się… , że ona nie potrafi z takim mężem żyć. Bo jest normalnie, bo jest trzeźwy. Bo wtedy ma dużo czasu, by „wtrącać się”, kontrolować, jak ona zajmuje się domem, dziećmi.

- „Lepiej było jak pił, bo wtedy mnie tak nie sprawdzał, bo było mu wszystko jedno”.

Kobieta nie potrafi zmienić swojego schematu postępowania wobec męża. Konflikt ma nową twarz.

Za ośrodkiem stoi sztab ludzi dobrej woli

Patrząc z zewnątrz na działalność tego czy innych ośrodków pomocy, można odnieść mylne wrażanie, że one zapewniają pomoc tylko kobietom czy dzieciom mniej sytuowanym, pochodzącym z biedniejszych środowisk. To nieprawda. Wśród podopiecznych BOIK-u zdarzały się też panie z wyższym wykształceniem, żyjące w złotej klatce ze swoim katem. Przemoc w rodzinie zdarza się wszędzie. Nie można też generalizować i oceniać z pozycji wygodnej kanapy: „ja bym nie pozwoliła, ja bym odeszła”. Ludzie mądrzy pomagają, nie oceniają. 

- Dziękujemy wszystkim darczyńcom, którzy bezinteresownie wspierają ośrodek i jego mieszkańców i tym osobom, które przekazują nam 1% od dochodu. Bez tych darów i środków byłoby nam trudniej funkcjonować – podkreśla Anna Sowula.

Według niej, sukces ich instytucji to współpraca z pracownikami ośrodków pomocy społecznej, Powiatowego Centrum Pomocy w Rodzinie, policji, służby kuratorskiej, sądu, pracownikami ośrodków zdrowia, szkół, Domu Dziecka w Bodzewie, pracownikami Centrum Rehabilitacji  w Piaskach. Swoją pomoc od wielu lat oferują także przeor i bracia Konwentu Bonifratrów. Liczy się też życzliwość firm i osób prywatnych, które przekazują najróżniejsze dary (meble, odzież, wózki dziecięce, łóżeczka, wyposażenie domu, pościele itd.) nie tylko dla ośrodka, ale i jako „wyprawkę” dla opuszczających ten swoisty azyl „nowo narodzonych” kobiet i ich rodzin.

Obecnie w ośrodku przebywają 2 kobiety, jednak żadna z nich nie zdecydowała się na rozmowę o sobie. Pojawiła się jednak inna z pań, które już opuściły ośrodek i zgodziła opowiedzieć swoją historię.

Przeczytacie o  tym w najnowszym numerze "Życia Gostynia".

 

Bonifraterski Ośrodek Interwencji Kryzysowej  w 2021 r. w liczbach:

  • osoby mieszkające w hostelu: 20 (w tym 10 dzieci) *
  • konsultacje psychologa: 79 ( stacjonarnie 41/ ambulatoryjnie 38
  • porady prawnika: 74 (21/53)
  • konsultacje terapeuty/ pracownika socjalnego: 84 (41/43)
  • pomoc rzeczowa: 432 osoby
  • pomoc telefoniczna: 176
  • pomoc ambulatoryjna: 160
  • opuściło ośrodek: 19 (w tym 10 dzieci)
*Ilość osób z poszczególnych gmin:

  • Gostyń 9 (w tym 4 dzieci)
  • Piaski 6 (w tym 3 dzieci)
  • Krobia 1
  • Pępowo 1
  • Obcy rejon 3 ( w tym 2 dzieci)
Ogółem w 2021 r. z pomocy Ośrodka w Marysinie skorzystało 1025 osób.

 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy